[Wiersz Wisławy Szymborskiej z książki Koniec i początek wydanej przez a5 w 1993 roku. Na czasie...]
wtorek, 16 czerwca 2020
poniedziałek, 15 czerwca 2020
(Chicken Game)
[U nas aktualnie jest to „Gra w kaczora dyktatora‟... Dalej z oryginalnego wydania Zagłady gatunków Wiktora Woroszylskiego.]
niedziela, 14 czerwca 2020
(A jednak były to państwa faszystowskie)
[Wiersz Państwa faszystowskie Wiktora Woroszylskiego bywa ostatnio często cytowany lub przywoływany w całości (na hiperrealizmie tekst ten gościł już dwa razy). Najświeższe wypowiedzi Jacka Żalka, Andrzeja Dudy i Przemysława Czarnka, w których odmawiali osobom LGBT+ człowieczeństwa, lokują nasz kraj w realiach opisywanych przez Woroszylskiego. Co ciekawe, zarówno Żalek, Duda i Czarnek, to absolwenci wydziałów prawa (mgr, dr i dr hab.) i uczono ich tam zapewne czym były Nürnberger Gesetzen...
sobota, 13 czerwca 2020
I może tak?
[Lipiny, 30.7.2003 - Bytom, 20.7.2002]
Prace postępują. Powoli, albowiem w międzyczasie zabrałem się za remont kuchni (od dawna wymagała odświeżenia). Niemniej jednak w przerwach, kiedy ściany schną przed położeniem kolejnej warstwy farby lub po nałożeniu szpachlówki, dziergam swój wzorek... Także teraz, późnym wieczorem, kiedy popijając Holbę Premium, składam kolejne rozkładówki, słuchając przy tym Rinalda z genialną Cecilią Bartoli w roli Alimireny.
piątek, 12 czerwca 2020
(kto skazany dziś został na nieśmiertelność)
Antoni Pawlak
* * *
głośnie procesy poezji nie docierają do nas
spoza zamkniętych drzwi sal sądowych
więc na rozległych korytarzach sądu
koczujemy paląc ogniska
i chciwie łowimy docierające do nas czasem
szepty wyroków chcąc dowiedzieć się kto
skazany dziś został na nieśmiertelność
* * *
głośnie procesy poezji nie docierają do nas
spoza zamkniętych drzwi sal sądowych
więc na rozległych korytarzach sądu
koczujemy paląc ogniska
i chciwie łowimy docierające do nas czasem
szepty wyroków chcąc dowiedzieć się kto
skazany dziś został na nieśmiertelność
[Trafił mi się prawdziwy rarytas, egzemplarz Obudzimy się nagle w pędzących pociągach o wyjątkowo małym przebiegu, jeżdżony może tylko do kościoła Nowej Fali lub kapliczki Andrzeja Bursy, wszystkie części oryginalne, żadnych wgnieceń. Jak czytam w redakcyjnej stopce: nakład 800 + 200 egz., Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1981.]
czwartek, 11 czerwca 2020
(i ze straszny rykiem ogłosi dzień Apokalipsy)
Julia Hartwig
MÓWI CZARNOSKÓRY
EMIGRANT MIESZKAJĄCY W SZWECJI
Ta jasność w oknach i tysiące lamp.
Ta elektryczność jest jak spieniona woda.
Tu żyje się w pełnym świetle nie osłoniętym
liśćmi ani firankami.
O, to życie jest dobre. To życie jest godne.
I jakże godność ta jest w smutku pełna,
kiedy wznoszę się windą w górę, z torbą zakupów w ręce, ubrany w porządne buty
i kurtkę okrywającą ramiona wystawione niegdyś na słońce.
Pozostanę już zapewne do końca życia na tej
ziemi tak porządnie zagospodarowanej, gdzie kępy brzóz rozjaśniają ciemną
zieleń świerkowych lasów i i przebłyskują wśród pól niebieskie jeziora we
mgłach i gdzie drapieżne skały pokazują spod traw swoje zęby i pazury jak
wielki zwierz prehistoryczny.
Któregoś dnia zwierz ten otrząśnie się ze
wszystkiego, co go przytłacza, zwalając w gruzy domostwa i depcząc pnie drzew,
i podniósłszy łeb w ołowiane niebo i ze straszny rykiem ogłosi dzień
Apokalipsy.
[Z książki Czułość wydanej przez Znak w 1992 roku.]
środa, 10 czerwca 2020
A może tak...
...by to wyglądało?
[Koksownia Huty „Kościuszko‟, 25.03.2002, 29.08.2003]
Rozmiar strony 20,5 x 31 cm.
Zawsze dwa zdjęcia na rozkładówce, z wyjątkiem początku książki.
Mam już wybraną fotografię na okładkę, która pójdzie do spadu, czyli zostanie mocno przycięta (jednak bez straty dla znaczenia).
„Na tę chwilę‟ - jak mają zwyczaj mówić rodzimi politycy z partii, która (według ich przekonań) nie zalicza się do chamskiej hołoty - mam wybranych 61 panoram. Zapewne kilka (około dziesiątki) jeszcze dojdzie.
Czyli nie byłby to (jeżeli w ogóle będzie?) gruby album.
Powoli zaczynam układać wyselekcjonowany materiał w narrację wizualną.
O postępach będę informować.
wtorek, 9 czerwca 2020
BIADACZ KING
[Chorzów-Batory (Biadacz), ul. Leśna, 26.10.2003]
Kiedyś (2 lata przed naświetleniem widocznej wyżej klatki) napisałem wiersz Lompy Kings, zainspirowany - by tak rzec - wyglądem ul. Józefa Lompy w Zabrzu (okazuje się, że kopalniany mur ocalał, namalowane na nim ostrzeżenie też...).
Do „Biadacza‟ trafiłem jakoś na początku 2000 i wracałem tam wielokrotnie.
poniedziałek, 8 czerwca 2020
Krzywa się wypłaszcza w górę...
Dzisiaj dzienny rekord zachorowań od początku epidemii COVID-19.
Ponieważ są to oficjalne dane Ministerstwa Zdrowia, to zastanawiam się, czy jest faktycznie tak źle?
Czy raczej jest źle, bo z każdym dniem maleją szanse na reelekcję Adriana i Słońce Żoliborza chce nam zaserwować stan wyjątkowy?
sobota, 6 czerwca 2020
(powracają subtelne dylematy duszy i dupy)
Paweł Koñjo Konnak
„Pip pip pip
guildo was kocha‟
Guildo Hore
coraz dalej od szwecji coraz bliżej do katowic
coraz mniej ekologicznie coraz bardziej swojsko
enigmatyczne perspektywy i fajne telefony
od załogi mózgu i mojej koleżanki ze świętego miasta
powracają subtelne dylematy duszy i dupy
a resztę odtwarzać będę z kliszy idiot kamery
przez te dwa dni podróży zdążyłem zapomnieć
że lejtmotywem ciągnącym się przez płoty tego kraju
jest kibolski koncert życzeń
a nie dzikie kaczki drepczące w centru miasta
„Tylko taniec synchroniczny może nas uratować‟
Skiba
artykuł z kobiecego czasopisma napisany przez katarzynę jaruzelską
opisuje mieszkanie byłego basisty dezertera i armii
reklamowanego jako specjalistę od nagłaśniania koncertów anity lipnickiej
„Czy napijesz się ze mną
tej podłej kanadyjskiej wódki‟
basista Andrzej
jest nieszczęśliwy wącha buty stwierdza
śmierdzą
chcę go pocieszyć mówię że moje też pachą nieładnie
patrzy na mnie z pogardą
ale twoje śmierdzą za 15 złote
a moje za 400
poszedłem do szkoły policealnej
na spotkanie z ciekawym człowiekiem
czyli niby ze mną
profesor konnack ma wykład o sztuce jako terapii
czytam swoje najlepsze wiersze
pokazuję istotne dla mnie filmy
i zero kontaktu z kolektywem klasowym
rezolutne dziewczę z ławki pod oknem pociesza
pan się nie przejmuje że nic z tego nie rozumiemy
pan jest z pokolenia stanu wojennego
a my z pokolenia galerii bałtyckiej
„No panie Konik panie Konik
co jest‟
Spiko Peajenuck
rok 2008 rozpocząłem
od błyskotliwego udziału w rozbieranej sesji
dla mało popularnego magazynu kobiecego
pod hasłem mężczyźni bez kompleksów
pokazać tyłek za zwrot kosztów podróży
dobra to czy zła wróżba
[Wyszukiwarka blogera nie znajduje żadnego posta, w który pojawiłby się Koñjo... Czy to możliwe, że w ciągu ponad 10 lat funkcjonowania hiperrealizmu nie wrzuciłem ani jednego „wylewu lirycznego‟ tego poety? No więc nadrabiam zaległości. Podczas ostatnich odwiedzin w Taniej Książce na Grodzkiej kupiłem także tom Dzieła zebrane i wylane, z którego pochodzą przepisane powyżej teksty (ze s. 140,141, 278, 279 i 281). Pamiętam, że jak 20 lat temu zrobiłem Antologię (była taka książka!), gdzie pojawiły się wiersze Koñja oraz portretowe fotografie przedstawiające autora, „koledzy po piórze‟ kręcili nosami. Także dlatego, że w zestawie autorów roczników sześćdziesiątych pominąłem wtedy utwory „Dycia„‟, czyli Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, którego młodsze pokolenie nazywa także czasem „Tkaczem‟. Pominąłem, bo go nie trawię...]
piątek, 5 czerwca 2020
„Nie ufam sobie kiedy, robię zdjęcia"
To tytuł wywiadu z Magazynu Press, który przeprowadziła ze mną Katarzyna Buszkowska. Rozmowę tę można teraz przeczytać na portalu Otwarta Rzeczpospolita. Co cieszy mnie tym bardziej, że właśnie na tej platformie ukazała się kiedyś wnikliwa recenzja Świętej Wojny, napisana przez Andrzeja Osękę. Zapraszam do lektury!
czwartek, 4 czerwca 2020
(Mógłbym spojrzeć na niego ale spłoszę słońce)
Konstanty Puzyna
Lasy białostockie
Słońce mam na policzku i trochę na szyi.
Przede mną liście klonu ostro wycinane
nade mną jest ich więcej czuje ten tłum
patrzący i kolegów w tym krótkim szeregu
i dół mokry króryśmy wykopali.
Nieruchomi i cisza. Nigdy nie słyszałem
takiej ciszy choć obok chodzą pokrzykują
tych nie słyszę. Za to traktor daleki
będzie z dwa kilometry równiutko terkocze
umilkł dlaczego umilkł. Szczęknęła komenda.
Liście się rozmazują plamy zielone i złółte
zaraz przy schodach. Chyba to były nasturcje.
Mój z lewej napiął mięśnie jak na starcie czeka
na dźwięk którego nie zdąży usłyszeć.
Mógłbym spojrzeć na niego ale spłoszę słońce.
1979
Pamięci G..W.F. Hegla
Mokrą wiosną w czterdziestym pierwszym, kiedy po roku z kawałkiem
zwalniano moją matkę z Ravensbrück bei Fürtsenberg
nieznacznie zdarła, co było zakazane
i łatwo było wrócić do łopaty w rudawej glinie,
swój numer 3228
z rękawa. niski numer. Został mi po niej.
Schowała go zdając pasiak, pobierając rzeczy,
a piegowaty esesman, który wydawał dokumenty,
powiedziała nagle: Es war eine Umschulung.
Może miał takie instrukcje, może drwił,
może poczuł, że chce się jakoś wytłumaczyć
przed obcą kobietą w płaszczu, kiedy zgarniała
zbite lusterko, niepotrzebne już klucze
i dziwny przedmiot z innej epoki, szminkę do ust.
Lecz może wiedział. Rozkwita pedagogika
skoro historia ma Cel. Rozumny, bo jest rozumna
jako bicz dla nadzorcy. Z gazetą w ręku
coraz to nowych krajów szukając w atlasie
piszę dziś po nich oczami: Na, es war...
i zawsze usiłuję spamiętać, co mówią
prości funkcjonariusze Ducha Dziejów.
Może za rzadko myślę: zerwij numer.
1985
Lasy białostockie
Słońce mam na policzku i trochę na szyi.
Przede mną liście klonu ostro wycinane
nade mną jest ich więcej czuje ten tłum
patrzący i kolegów w tym krótkim szeregu
i dół mokry króryśmy wykopali.
Nieruchomi i cisza. Nigdy nie słyszałem
takiej ciszy choć obok chodzą pokrzykują
tych nie słyszę. Za to traktor daleki
będzie z dwa kilometry równiutko terkocze
umilkł dlaczego umilkł. Szczęknęła komenda.
Liście się rozmazują plamy zielone i złółte
zaraz przy schodach. Chyba to były nasturcje.
Mój z lewej napiął mięśnie jak na starcie czeka
na dźwięk którego nie zdąży usłyszeć.
Mógłbym spojrzeć na niego ale spłoszę słońce.
1979
Pamięci G..W.F. Hegla
Mokrą wiosną w czterdziestym pierwszym, kiedy po roku z kawałkiem
zwalniano moją matkę z Ravensbrück bei Fürtsenberg
nieznacznie zdarła, co było zakazane
i łatwo było wrócić do łopaty w rudawej glinie,
swój numer 3228
z rękawa. niski numer. Został mi po niej.
Schowała go zdając pasiak, pobierając rzeczy,
a piegowaty esesman, który wydawał dokumenty,
powiedziała nagle: Es war eine Umschulung.
Może miał takie instrukcje, może drwił,
może poczuł, że chce się jakoś wytłumaczyć
przed obcą kobietą w płaszczu, kiedy zgarniała
zbite lusterko, niepotrzebne już klucze
i dziwny przedmiot z innej epoki, szminkę do ust.
Lecz może wiedział. Rozkwita pedagogika
skoro historia ma Cel. Rozumny, bo jest rozumna
jako bicz dla nadzorcy. Z gazetą w ręku
coraz to nowych krajów szukając w atlasie
piszę dziś po nich oczami: Na, es war...
i zawsze usiłuję spamiętać, co mówią
prości funkcjonariusze Ducha Dziejów.
Może za rzadko myślę: zerwij numer.
1985
[Z książki Kamyki wydanej w 1989 przez PIW, s. 13, 40-41. Eliza Kącka pisząc recenzję Minimalizmu przywołała ten tom, którego wcześniej nie czytałem, choć pamiętam moment jego wydania. Pani bibliotekarka w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie wręczając tę cieniutką książeczkę powiedziała mi - szybko pan to przeczyta... Jak widać z karty bibliotecznej, czytelników nie ma zbyt wielu.]
środa, 3 czerwca 2020
(jest zatem szansa że wszystko zacznie się od nowa)
Henryk Grynberg
DOM
Dęby stoją we wszystkich oknach
pilnują nocy i dni
śpią na stojąco jak konie
a szumią tak przejmująco
że można słuchać przez całą noc
i żyć sto lat
bo tych godzin się nie liczy
nawet bezsenność nie szkodzi
kiedy się uważnie słucha
jak odlatują godziny
i wiatr zawodzi niestraszny
bo dobrze że jeszcze jest
ale coś trzaska w ścianach
bo fundament się ciągle zapada
MIT
Gdyby w tym micie legendzie podaniu
w które to chce niech wierzy
występował zdradliwy i okrutny lud
który nigdy nie istniał
lub dawno nie istnieje
to mielibyśmy mit legendę podanie
a nie potwarz obelgę
i zbrodnię
ROZPACZ
Nieszczęsne miasteczko Biesłan
nigdy nie przestanie rozpaczać
przeciwnie niż Dobre Kałuszyn czy Jadów
gdzie bardziej doświadczony żydowski Bóg
zadba ł i nie zostawił nikogo
kto by rozpaczał
przeciwnie niż Dobre Kałuszyn czy Jadów
gdzie bardziej doświadczony żydowski Bóg
zadba ł i nie zostawił nikogo
kto by rozpaczał
SZANSA
Glizdki nie większe od przecinka
lub kreski nad ó
mniej tracą na wadze
dużo mniej cierpią
na atrofię w stanie nieważkości
i w ogóle są lepiej stworzone
do kosmicznych podróży
przetrwały gdy spłonął prom
i wróciły żywe
w swoich aluminiowych puszkach
choć trzasnęły w z szybkością tysiąca
kilometrów na godzinę
a impetem dwa tysiące razy większym
od grawitacji
jest zatem szansa że wszystko
zacznie się od nowa
[Z tomu Dowód osobisty wydanego przez Biuro Literackie w 2006 roku (s. 8, 22, 30, 59). Zahaczyłem wczoraj o Tanią Książkę na Grodzkiej, gdzie kupiłem to i owo. Sądząc po ilości wystawionych na sprzedaż woluminów, ma obecnie miejsce totalna przecena poezji...]
wtorek, 2 czerwca 2020
Katowice-Józefowiec, ul. Kozioła
[30.10.2003]
Co ciekawe, zupełnie przypadkowo trafiłem w to miejsce zaraz na początku pracy nad Czarno-Białym Śląskiem, w lutym 2000 roku i sfotografowałem wtedy dom widoczny po prawej z szyldem baru „Figa‟. Z poziomu kolejowego wiaduktu nad ul. Kozioła (obiekt w międzyczasie rozebrano) otwierała się mocno fotogeniczna perspektywa na tę dzielnicę i później, gdy fotografowałem Górny Śląsk w kolorze, także kilkakrotnie wracałem w te strony. Trochę mi się tych panoram uzbierało... Na razie wstępnie opracowałem piętnaście kadrów, ale takich trafionych, nadających się do puszczenia dalej, będzie kilka razy więcej. Może więc jednak należy zacząć myśleć o zwartej publikacji?
poniedziałek, 1 czerwca 2020
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















