czwartek, 4 maja 2017

Dwa nowe nabytki i jeden prezent

Zawsze warto zajrzeć do Buchhandlung Walther König w Museum Hamburger Bahnhof lub Martin Gropius Bau, żeby sprawdzić przeceny...




Oczywiście odwiedziłem też Langera Blumqvista i... nie zdecydowałem się na zakup Inflagrante II Chrisa Killipa. Może innym razem. 


Od Tomasza Sosińskiego natomiast dostałem widoczny wyżej albumik (DZIĘKI!). Zdjęcia brutalistycznej architektury w wykonaniu Simona Phippsa wielce interesujące!

wtorek, 2 maja 2017

Mięso jako metafora (7)

Przemysław Witkowski

Wylęgarnia

Mój wujek miał hodowlę pstrągów.
Ze stawów, wyławiane kasarkiem,
trafiały do małych basenów,
w miejsce, które nazywali
wylęgarnią.

Z lewej strony stały baseniki
wielkości małej wanny, na wiosnę
szczelnie wypełnione ikrą.
Spryskiwali ją mleczem, a po miesiącu
wykluwały się z niej rybki.

Jednego dnia, długo po tarle,
padł agregat do natleniania wody
i musieliśmy je wszystkie zabić.
Było późne lato, a one się dusiły
i i tak by umarły.

Pamiętam dobrze stos wnętrzności,
a na nim jedno, dwa, trzy maleńkie,
jeszcze bijące serca.

Nie czułem zupełnie nic. Nic,
poza dziwną fascynacją i satysfakcją
z dobrze wypełnionego obowiązku.

Cieszyłem się, że mogę pracować z ojcem
Ja, dwunastoletni


[tekst Przemysława Witkowskiego skopiowałem ze zredagowanej przez Maję Staśko jednodniówki Wiersze pierwszomajowe, którą można przeczytać na stronie Krytyki Politycznej oraz pisma Wakat]

poniedziałek, 1 maja 2017

1 maja

i mój ojciec Eugeniusz Wilczyk na pierwszomajowym pochodzie w Krakowie. 


Który to mógł być rok? Myślę, że na pewno druga połowa lat sześćdziesiątych. Widać to po strojach manifestantów, fryzurach, tudzież kroju okularów. Ojciec trzyma w ręku swojego Praktisixa z kapitalnym, ostro rysującym Tessarem 80mm f/2,8, którym robiłem zdjęcia jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych... Sądząc po wyglądzie aparatu, nie nosi on jeszcze śladów intensywnego używania (a używany był potem nieustannie). Ojciec mówił mi, że kupił go w roku 1965. Wydaje mi się, że byłem z nim na tym pochodzie i gdzieś w rodzinnym archiwum powinno być zdjęcie, jak trzyma mnie na barana. Może go odnajdę? Widoczna powyżej fotografia jest lekko nieostra i też - jakby ją powiększyć - ma mnóstwo zabrudzeń (zapewne i negatyw był niezbyt czysty, jak i szybki w powiększalniku, przy pomocy którego zrobiono tę odbitkę). Zdecydowałem się nie wyostrzać skanu i go nie retuszować. 

niedziela, 30 kwietnia 2017

Mięso jako metafora (6)

Marek Sobczyk Hommage à Polke, 1999, tempera jajeczna na płótnie, 130 x 180 cm.

[skan z katalogu wystawy Verteidigung der Moderne. Positinen der polnischen Kunst nach 1945. Museum Würth, Künzelsau (5.10.2000 - 24.01.2001). str. 262]

sobota, 29 kwietnia 2017

piątek, 28 kwietnia 2017

Mięso jako metafora (5)

George Herbert

MĘCZARNIA

       Filozofowie zmierzyli gór szczyty, 
Zgłębili morza, wzbili się w niebios wyżyny,
Znają źródła rzek wszelkich i sens dziejów skryty;
       Lecz są dwie wielkie, bezkresne dziedziny,
Z którymi umysł winien w bliższą wejść zażyłość,
Zaś mało kto je zmierzył, zgłębił: Grzech i Miłość.

       Kto chce Grzech poznać, niech na Górę wkroczy,
Która zwie się Oliwna: tam ujrzy Człowieka
Tak przez ból miażdżonego, że aż krew zeń broczy
       I z włosów, ciała, szat kroplami ścieka.
Grzech jest owym imadłem, co tłoczy w głąb ciała
Mękę, by żer okrutny w każdej żyłce miała.

      Kto chce znać Miłość, niech spróbuje soku,
Któremu włócznia kata dała upust nowy,
Gdy na krzyżu otwarła ranę w martwym boku;
      I niechaj powie, czy znał smak takowy.
Miłość jest owym słodkim i niebiańskim płynem,
Który dla boga krwią jest; ale dla mnie winem.


[Podczas lektury tego wiersza przypomniał mi się widziany dwa lata temu w Galleria dell'Accademia wizerunek Madonny (nie zapisałem niestety nazwiska malarza, ani też nie zrobiłem komórką zdjęcia obrazu...), która trzyma na ręku małego Jezusa, zupełnie jak przekupka oferująca kawał mięcha na targu...
Wiersz George'a Herberta w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka przepisałem z tomu: George Herbert Wiersze wybrane. Wyboru dokonał, przełożył i posłowiem opatrzył Stanisław Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 1989, str. 11.]

czwartek, 27 kwietnia 2017

Ameryka jak Polska na "Postcards from America" Marka Powera

Odcinek szósty i ostatni jego "pocztówkowego cyklu" zawiera zdjęcia w mocno rodzimym klimacie, które właściwie bez specjalnego zgrzytu czy dysonansu można by wsadzić do The Sound of two Songs. Z jedną małą różnicą - Power pracował już tutaj cyfrą...

Mark Power, z serii Postacards from America - Pierce, Oklahoma, 11.01.15

 Mark Power, z serii Postacards from America - Okemah, Oklahoma, 11.01.15

Mark Power, z serii Postacards from America - Harrah, Oklahoma, 12.01.15

 Mark Power, z serii Postacards from America - Texola, Oklahoma, 14.01.15

Mark Power, z serii Postacards from America - Checotah, Oklahoma, 11.01.15

Mark Power, z serii Postacards from America - Muskogee, Oklahoma, 11.01.15

W siedzibie lablabu wisi na ścianie jedna z panoram Marka Powera (Lenwood, The Inland Empire, California, 20.01.15), wydruk ma ze dwa metry długości i robi to niesamowite wrażenie!

środa, 26 kwietnia 2017

MIĘDZYNARODÓWKA ŻEBRAKÓW

Robert Rybicki

MIĘDZYNARODÓWKA ŻEBRAKÓW

tam gdzie sraliśmy
tam już byliśmy

ta gdzie się zrzygaliśmy
teren zaznaczyliśmy

co w koszu
to nasze

tam gdzie się urodziliśmy
rosną chaszcze i bluszcz

tam gdzie się kochaliśmy
kisną ścieki miasta

chodzimy tylko do tych barów
gdzie można wyżebrać piwo

by je wyszczać przed ruiną
w trawie na dwa metry

[wiersz z książki: Robert Rybicki Dar Meneli, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017, str. 72. Zawsze lubiłem poezję zaangażowaną...]

wtorek, 25 kwietnia 2017

RUINA HISZPAŃSKA

Blaise Cendrars

RUINA HISZPAŃSKA

Nawa skonstruowana jest w stylu hiszpańskim XVIII wieku
W wielu miejscach widoczne są rysy
Wilgotne sklepienie jest białe od saletry i nosi jeszcze ślady złoceń
Promienie latarni ukazują w kącie pokryty pleśnią obraz
To Czarna Matka Boska
Wysokie mchy i grzyby jadowicie pręgowane kropkowane usiane
                                      [perłami pokrywają posadzkę sanktuarium
Jest także dzwon z łacińskim napisami


[niniejszy wiersz w tłumaczeniu Julii Hartwig przepisałem z książki: Blaise Cendrars Poezje. Redagował Adam Ważyk, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1962, str. 128. A książkę kupiłem kilka dni temu na Allegro za... 3 zł (+ koszty wysyłki). Czytelnictwo nam w Polszcze kwitnie, jak widać...
Myślę, że tych którzy znają Realizm, nie zdziwi wcale, iż wiersze Cendrarsa mi się podobają, a powyższy tekst szczególnie.]


Była sobie kiedyś seria książek poetyckich wydawanych przez PIW, "celofanową" zwana - ponieważ faktycznie okładki tomików obkładane były przezroczystą obwolutą ze wspomnianego materiału. Ale już od dawna jej nie ma (choć chyba egzystowała jakiś czas po transformacji ustrojowej?). I komu to przeszkadzało?

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

niedziela, 23 kwietnia 2017

ZUR(i)T i DOTYK

Wiersz Miłosza Biedrzyckiego, jaki pojawił się w antologii Przewodnik po zaminowanym terenie (Ośrodek Postaw Twórczych/Biuro Festiwalowe IMPART, Wrocław 2016), która na hiperrealizmie nie raz była cytowana:


Pewne zawarte w tym tekście informacje mają charakter doświadczenia pokoleniowego. Moja mama też miała zwyczaj mówić sklep zuritu, a nie zurtu... Tymczasem z czasów wczesnego dzieciństwa pamiętam (czyli jest to jeszcze końcówka lat sześćdziesiątych) wyłącznie punkty usługowe zurtu, gdzie naprawiano radia i telewizory lub wręcz salony zurtu, czyli miejsca sprzedaży takiego sprzętu. Bo akronim ZURiT pochodzi od nazwy Zakład Usług Radiotechnicznych i Telewizyjnych.


Skąd w takim razie ta zmiana? Nie mam pojęcia, jakkolwiek na terenie Izraela niedaleko Hajfy znajduje się miejscowość o nazwie... Zurit (pisana też jako Curit), więc być może na fali ogólnego pobudzenia narodowego, jakie miało miejsce 1968 roku (oraz "rozwiązania kwestii żydowskiej" przez zmuszenie obywateli PRL o żydowskim pochodzeniu do emigracji), akronim "spolonizowano" do formy ZURT?



Przy okazji wspomnianej walki o czystość i polskość (to tylko hipoteza, chociaż biorąc pod uwagę specyfikę tego kraju, sprawia wrażenie wielce prawdopodobnej...) stał się on nieco enigmatyczny czy wręcz nieczytelny, więc - tak jak to widać na zdjęciu powyżej - imitujące radiowy maszt logo z literami ZURT, uzupełniono o słowa radio i telewizja. I w takiej właśnie formie szyldy owe pamiętam - umieszczane na punktach naprawy sprzętu RTV lub sklepach. A ponieważ skrótowiec ten w wersji zurit i zurt dość długo był obecny w przestrzeni ogłoszeniowo-handlowej, przez wiele osób nadal jest kojarzony z urządzeniami RTV, tzn. z punktami zajmującymi się ich naprawą, więc ciągle jest w użyciu (screenshoty z google street view poniżej)



W kwestii tytułowego dotyku, czego głównie wiersz Miłosza Biedrzyckiego dotyczy, pozostając jednak na płaszczyźnie techniki, to sensory takie jak w horrendalnie drogich wtedy Radmorach były też stosowane w gramofonach WG-1100, jakie wytwarzała śp. Fonica z Łodzi. Przez wiele lat byłem użytkownikiem tego kapitalnego sprzętu.

piątek, 21 kwietnia 2017

PIĄTECZEK Z LKJ



Jakoś przeżyłem wczorajszy występ... Co było dla mnie tyle trudne, że ostatni raz czytałem przed publicznością coś, co sam napisałem jakieś piętnaście lat temu. Chyba miało to miejsce w knajpie "Aurora" (skądinąd fajna nazwa, jeżeli odnosi się akurat do lekkiego krążownika I rangi typu Diana)  Zbigniewa Libery na Powiślu... który zresztą te moje popisy filmował. Co może być o tyle ciekawe, że w ramach zadośćuczynienia ewentualnym stratom moralnym, miałem cztery darmowe browary z baru (które natychmiast uzupełniłem kolejnymi już płatnymi).

czwartek, 20 kwietnia 2017

Mięso jako metafora (3)

Rafał Wojaczek

Mit rodzinny

To jest kiełbasa
To jest moja matka jadalna

Ona wisi na niklowym haku
i pachnie kominem

Ona jest tania zresztą nigdy się nie drożyła
była wyrozumiała i znała możliwości

Ja jestem synem mojej matki
i pewnego młodzieńca
który nie był ostrożny
a pewnie był złośliwy
a może tylko nie wiedział
Matka była wtedy zamroczona
a potem jej było żal

Teraz ja jestem głodny
a moja matka wisi

Więc wpatruję się w wystawę
i czuję
jak mi cieknie
ślina i sperma

Wiem za chwilę już nie będę się wahał
wejdę i poproszę
tę właśnie

To jest kiełbasa
To jest moja matka jadalna
To jest mój głód dziecinny

1965



Stanisław Barańczak

15.12.79: Zawrót głowy od sukcesów


Stoję przy stole w kuchni, kroję baleron
na kolację dla rodziny, dobrze,
że mam rodzinę, dobrze, że zdobyłem
dla niej baleron, dobrze, że dochrapałem się własnej
kuchni, w której mogę kroić
ten baleron;

nagle
coś ze mną niedobrze, muszę
się oprzeć, biały stół tańczy
w oczach, rozpływa się rośnie
w śnieżny (dlaczego wszystkie
przewidzenia) step, po którym,
trzymając się (muszą
być takie) za ręce, idą przed
(melodramatyczne) siebie
moje dzieci;

otrząsam się, przecieram oczy, sięgam po baleron,
którego sporo jeszcze zostanie na jutro


Grzegorz Wróblewski

CIAMKOWATOŚĆ ŻYCIA

Rozwinąłem papier.
Wyciągnąłem kanapkę i szybko przytknąłem do ust.
Chleb z masłem i żółtym serem.
Nieźle, całkiem nieźle - pomyślałem.
Ten obok też coś wcinał.
Nie potrafiłem dojrzeć co.
- Ty! co masz? - zapytałem.
- Z masłem i mielonką! - wrzasnął.
Oklapłem na wyrko.
Z masłem.
Z masłem i mielonką.
Mielonka i masło krążyły po mej głowie.
Ciamkałem powoli kanapkę, zastanawiając się
nad przedziwnym brzemieniem słowa - mielonka.
Masło odstawiłem na kiedy indziej.
Leżałem długo odurzony.
Nie potrafiłem się zmusić do logicznego myślenia.
Ten obok przeglądał w lusterku zęby.
- Ty! co tam? zapytałem go.
- Chwytam zębami pokarm, a potem go rozdrabniam.
Więcej nie odezwał się do mnie.
Ustały mu czynności.
Nieźle, całkiem nieźle - pomyślałem.

---

Widoczne powyżej teksty przepisałem z następujących książek: Rafał Wojaczek Wiersze i proza, 1964-1971, Biuro Literackie, Wrocław 2014, str. 28; Stanisław Barańczak Wiersze Zebrane, Wydawnictwo a5, Kraków 2014, str. 236; Grzegorz Wróblewski Ciamkowatość życia i inne wiersze z lat 1982-1992, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2002, str. 6.

Pierwszy i trzeci wiersz to prawdziwe (przynajmniej kiedyś tak było) szlagiery, utwór Barańczaka jakiejś zawrotnej popularności nie zdobył...
Mit rodzinny Rafała Wojaczka pojawił się pierwotnie w wydanym w 1969 roku przez Ossolineum tomie Sezon.
Zawrót głowy od sukcesów Stanisława Barańczaka pochodzi z tomu Tryptyk z betonu, zmęczenia i śniegu, wydanego w 1980 w drugim obiegu przez oficynę KOS.
Ciamkowatość życia Grzegorza Wróblewskiego ukazała się po raz pierwszy w "fioletowej serii" pisma bruLion w 1992 roku z adnotacją "printed in RPRL".

środa, 19 kwietnia 2017

"Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu tylko go oddam"

Miał podobno powiedzieć Książe Pepi (Józef Poniatowski) zanim utonął był w nurcie rzeki Elstery, ostrzelan (pomyłkowo) przez francuski oddział. A stało się to podczas finału bitwy pod Lipskiem, "bitwą narodów" zwaną, w której połączone sojuszem wojska Austrii, Prus, Rosji i Szwecji skopały tyłek Napoleonowi, tzn. tyłki dowodzonym przez niego siłom francuskim oraz polskim, tzn. rzecz ujmując nieco bardziej konkretnie, aczkolwiek nie nazbyt drastycznie, to tyłki żołnierzy owych formacji.

[Lubin, ul Legnicka, 17.04.2017]