Tego sobie dzisiaj słucham. Płytę kupiłem nie tylko ze względu na świetną solistkę, ale też akompaniującą jej orkiestrę Sonatori de la Gioiosa Marca. CDs not dead!
czwartek, 5 marca 2020
środa, 4 marca 2020
Piotr Sarzyński o „Słowniku polsko-polskim‟ w Polityce, nr 45 (3235), 6.11-12.11.2019
Tekst pod tytułem Mary na murach w dziale Na własne oczy ukazał się dzień przed wernisażem wystawy w Państwowej Galerii Sztuki, co spowodowało spore zainteresowanie innych mediów (książka ukazała się dopiero miesiąc później...). Na wystawę w PGS-ie namawiał mnie Adam Mazur, do czego nie byłem przekonany, ponieważ chciałem (początkowo), żeby cykl zaprezentowany został publiczności wyłącznie w postaci albumu. No i dobrze się stało, że Adam umiejętnie (jest przecież doświadczonym kuratorem, a współpracowaliśmy nie raz) zniwelował mój opór. Wystawa to ważna rzecz przy pokazie projektu!
Niniejszym inicjuję zapowiadany wczoraj cykl #prasówka.
wtorek, 3 marca 2020
W najnowszym Magazynie Press o „Słowniku polsko-polskim‟ i nie tylko - w rozmowie, jaką przeprowadziła Katarzyna Buszkowska
W stosownym czasie udostępnię tutaj treść tej rozmowy.
W tym celu uruchomiona zostanie specjalna zakładka o nazwie PRASÓWKA.
Na pierwszy ogień pójdzie artykuł Piotra Sarzyńskiego z listopadowej Polityki. Stay tuned!
poniedziałek, 2 marca 2020
Władcy przestworzy z Wrocławia
Coś w tym Hurricanie część kadłuba za kabiną pilota wygląda nie halo... Aż sprawdziłem w ikonografii czy była taka wersja tego myśliwca? Nie było. To ewidentnie model kibiców Śląska Wrocław.
W Słowniku polsko-polskim na str. 491.
W Słowniku polsko-polskim na str. 491.
sobota, 29 lutego 2020
(Co ten łysy wyprawia / Mruknął do siebie / Zanim pociągnął za spust)
Darko Cvijetić
Ule pod wodą
Woda wzięła moje ule
Dwadzieścia sześć uli
To nie sok z buraków płynie po podłodze prosektorium
na pewno na pewno nie z kwiatów w wazonie
Potopiły się króliki
Wszystkie siedem królików
Nie uratowałem żadnego - tyle Driny było w domu
Ojciec lat dziewięćdziesiąt partyzant znad
Neretwy utopił się w łóżku
Teraz
W prosektorium kapie z niego na kafelki
Pszczoły gdy tonęły kleiły się do ścian pokoju
Jak paciorki kabały
Mam też syna - jego biologiczny ojciec Boszniak
Przed egzekucją ukrył go w sadzie
Dziś syn ma dwadzieścia cztery
W święto Objawienia przepłynął rzekę zdobył Święty Krzyż
Trząsł się zimna - ksiądz dał mu grzane wino
Nie mówi że jest obrzezany płacze cicho
Za siłownią
Woda wzięła moje ule
Babla-bla
W okopie pojawił się nowy
Studenciak z poboru - szczyl
Arkanowcy wzięli go w obroty
Ogolili na pałę
Umówili się we czterech
Że zrobią mu chrzest
Jeden bawił się granatem zablefował
Że wyjmuje zawleczkę
Wypadł mu granat
Wszyscy uciekli
Jak najdalej
A studenciak rzucił się na granat
Przykrył go ciałem
Przy posiłku spiekli raka
Wieczorem chłopaczka zdjął snajper
Z lasu za wodą
Co ten łysy wyprawia
Mruknął do siebie
Zanim pociągnął za spust
Druga pętla
Stary Boško spalił orzech
Nie ściął go siekierą tylko słomę
Przywiózł na traktorze obłożył nią pień aż po koronę
Wszedł po drabinie na najwyższą gałąź i z góry
Drzewo poprószył jak śniegiem
Potem podpalił wszystko świecą płomienie
Strzeliły hukiem języków lizały trawiły
Owoce pęczniały z sykiem i pękały w ogniu
Oskorupione flaki smród buchał dymami
Rano rosa wzeszła na szkielet orzecha
Srebrne ruloniki liści zwęglone rosochy
I resztki pnia oblał benzyną
Do cna wypalił w dłonie zgarnął popiół
Rzucił to do dołu na obrzeżach miasta
Gliną przysypał ze stóp strząsnął proch
Na tym drzewie powiesił się syn i żona Boška
To dlatego starł je na miał
Wytargał z domu wszystkie sznury i stołek
Nie ma orzecha patrzcie
Już nigdy na nim nie zapętli się człowiek
[Wiersze w przekładzie Miłosza Waligórskiego z książki: Darko Cvijetić, Gęsia Skóra, Instytut Kultury Miejskiej, Gdańsk 2019, s. 41, 43, 57.]
piątek, 28 lutego 2020
środa, 26 lutego 2020
Profesor Maria Poprzęcka o „Słowniku polsko-polskim‟ w Dwutygodniku
Oczywiście nie tylko o książce mojego autorstwa, ale też o samym fenomenie patriotycznej w intencjach muralozy. Zapraszam do lektury!
wtorek, 25 lutego 2020
niedziela, 23 lutego 2020
(Przy brzegu dziewczynka bez rąk myła twarzą morze)
Darko Cvijetić
Drone driver
Przez pięć lat codziennie jeździłem do bazy pod miastem
Gdzie z ukrycia cierpliwie sterowałem dronem
W przerwie na obiad robiłem notatki: cel trafiony 1442 razy
Błysk pył garstka iskier odrzutowiec mięsa
Wieczorem wracałem do domu z ostatniego wagonika metra
Patrzyłem przez okno na szyny co biegły do miasta
Plątały się żyłka na mojej skroni tik-tak tętniła
W takt wskazówek nocy
W Biogradzie był ośrodek wczasowy kopalni
Obok szpital i plaża dla kalek co rano
Z ojcem szliśmy uczyć się pływać motylkiem
Przy brzegu dziewczynka bez rąk myła twarzą morze
Krew w stolcu
Podstarzały strzelec wyborowy lat pięćdziesiąt
Zazwyczaj czekał w bazie na wezwanie z pierwszej linii
I ruszał dopiero gdy po drugiej stronie pojawiał się snajper
Teleskopowa wojenka na muszki
Ponad głowami okopami w koronach
Dwadzieścia lat później idzie na rektoskopię
Wezwali go na onkologię ta linia - widzi pan - i tu oto ta mała grudka
Trzeba usunąć mówi
Proktolog byłemu snajperowi
Potem w parku za szpitalem strzelec pali papierosa
Już wie że ten
Wiaterek co wieje z prawej
Trzeba wkalkulować nim trafi się śmierć
Gęsia skóra
Chlew z desek w rogu trzy świnki cisną się do siebie
Przez całą noc nie dają zbliżyć się tej czwartej -
Gryzą ją ofukują
Jakby czuły że pójdzie pod nóż
A ona chodzi od ściany do ściany od deski
Do deski bez celu w rozpaczy bo tamte są przeciw
Świta przez szpary wpada światło wiosny
Na klepisku ogień ludzie grzeją wodę w kotłach
Jeden wchodzi do chlewu wywleka trzy świnki -
Zarzynają je tną wieszają patroszą
Ta co została
Ta co całą noc nie zmrużyła oka
Drży - widzi w otworze po sęku -
Ktoś podśpiewuje pod nosem piosenkę
Młoda matka wyciera w fartuch obnażone ostrze
Kocur którego domem spółdzielczy gumofilc
Na łapkach obchodzi parujące flaki
sobota, 22 lutego 2020
Mural przy ul. Hugona Kołłątaja we Wrocławiu - specjalnie dla Wojtka Sienkiewicza
który był przekonany, że go nie sfotografowałem. Zabawna sprawa, bo podczas pracy przy makiecie książki zapomniałem wstawić go do składu... Od czego jednak są kolejne korekty. Tyle, że - jak się teraz spostrzegłem - pomimo korekt pomyliłem ulice. W Słowniku polsko-polskim widoczne poniżej zdjęcie przypisane jest do ul. Tadeusza Kościuszki... Przy okazji, budynek na którego bocznej ścianie mural ten powstał, to słynny mezonetowiec zaprojektowany przez Jadwigę Grabowską-Hawrylak. Kurtyna!
piątek, 21 lutego 2020
Paulina Małochleb o „Słowniku polsko-polskim‟
w dzisiejszym Tygodniku Kraków w Gazecie Wyborczej. Zapraszam do lektury!
czwartek, 20 lutego 2020
(Rzecz sama w sobie)
Sinéad Morrissey
Das Ding an Sich
Das Ding an Sich
Prusy Wschodnie, styczeń 1945
świnia dwie krowy koń pociągowy gęsi
przy
drzwiach od tyłu stadko
babulinek
stodoły
suche jak pieprz siano
do lata
ogrody
otulone uładzoną drzemką
sztućce garnczki czajniki fajans
jajka
w niebieskiej misce masłoszynkagolonkamleko
stoły
wyszorowane na kość
rozpłatane
zające na haku tłuszcz do sierpa
radio gramofon zegar z wahadłem
lampka
na biurko
stojak pod gazety
zmarli
synowie jak ikony na ścianie Wermacht
wykrochmalony
kołnierzyk
koszyczek z szyciem
woreczki
lawendy
czerwiec między fałdami
w
skrzyni na pościel
obłóczki ręczniki
pikowane
kołdry komody pełne halek
nocne
koszule koronki a potem
poduszki
takie wyprute
pierzyny takie
pocięte
zadymka
puchu w
sypialniach
korytarzach
przejściach
podworcach zagrodach
jak
śnieg po Bożym Narodzeniu
albo rzeczowniki
odcumowane od mowy
w
zawrotnych zakłóceniach
Grossedeutcher
Rundfunk
ostatniej audycji
[Tak jak poprzednio wiersz w przekładzie Magdy Heydel z książki: Sinéad Morrissey, O równowadze, Instytut Kultury Miejskiej, Gdańsk 2019, s. 85-87. W przypadku wczorajszego tekstu, myślę jednak, że Morrissey pisze trochę obok fotografii Siergieja Prokudina-Gorskiego - jest tam znacznie więcej istotnych informacji wizualnych, do których można by się odnieść. Oczywiście działa tu licentia poetica czy tez licentia historica...]
środa, 19 lutego 2020
(żadna nieupragniona rzecz nie dotknie jej skóry)
Sinéad Morrissey
Barwne fotografie carskiej Rosji
Ponieważ tyle tu barw - fioletów, zieleni, błękitów, żółcieni, mosiądzów, czerwieni -
tam gdzie się ich nie spodziewamy, wieśniacy Prokudina-Gorskiego wyglądają raczej
jak my w przebraniu, niż jak oni sami, raczej pozują w wydzielanej im porcjami przeszłości,
niż odrywają się od roboty. Dziewczynki wydają się jakby niedopasowane,
w za dużych strojach, wciśnięte w to, co zostało po rozgrabieniu kufrów
wędrownej trupy, Siedmioletnie, a już stare, z łokciami od siebie, poważne jak komornik,
w warstwowych spódnicach, tak buraczanych, jakby je maczano w barszczu,
trzymają przed sobą porcelanowe talerze leśnych jagód w rozmaitych odcieniach -
irys, fuksja, śliwa - które rykoszetują, by następnie się zrymować
z chustkami w kwiaty, plisami fartuchów, guzikami, bluzkami, mankietami
nurzanymi w barwnikach, o jakich się nam nie śniło. Na pewno im jest niewygodnie -
a może są uparte i stoją bez ruchu po niewłaściwej stronie stulecia,
odmawiając włożenia spodni? Szkarłatna koszula na grzbiecie mężczyzny
wspartego na łopacie przed odkrywką żelaza, burłacy, drwale
i grupki rzecznych przewoźników w kubrakach barwy kaczych jajek,
zamieniają „Robotników na Wołdze, 1905‟ w sąsiedni pokój, gdzie wejdziemy
i nic nasz szczególnie nie zdziwi. Zobacz, jakie mam buty - mówi brygadzista,
zawadiacko ustawiając jedną nogę skosem. Od chustki na głowie jego żony płonie łąka.
A jeśli niektórzy, ponieważ są bogatsi i żyją w mieście albo naśladują
królową Wiktorię i jej zgubne czernie, zwalczyli swoją widmową naturę,
ukazując się nam ze ściśniętą talią i w ciemnych strojach, to budynki z tyłu
za nimi odmówiły: całe ulice w perłowym różu i pudrowym błękicie wznoszą się
ze środka fotografii, bijąc w swe radykalne dzwony na wiele mil w około.
Nad Gołodnoj Stiepiu, czyli nad Stepem Głodowym, dołącza także pogoda: to niebo
w barwie o połowę bledszej od fotografowanej, dwa odcienie jaśniejszej niż lazuryt
i, jak okiem sięgnąć, bez śladu chmur, jest niczym dotycząca Izmaela boska obietnica dana
kobietom, które pod tym niebem sierpami żną łąkę. Taszkient, Archangielsk, Samarkanda.
Tu się zatrzymał na chwilę en route (w tym okresie dla niego stan permanentny)
i wykonał nieczęsty autoportret: w kapeluszu, pod wąsem, w okularach, szczupły,
Naczelny Fotograf Cara. Widać, że już go pochłania
myśl o ciemni w wagonie, prezencie od samego Mikołaja,
gdzie trzy magiczne filtry jego nowej magicznej latarni przybliżą mu to, co było.
Tę właśnie babuszkę tego właśnie wieczoru na tym właśnie ganku,
która tego właśnie lata przędzie motek wełny. Jutro wieczorem bania.
Rano rozdzieje się z ubrań, które posiada, łącznie z onucami,
i owinie w zapasową koszulę, zagotuje kocioł wody, wypierze i wybije do czysta
brzozowym kijem, a potem wywiesi na skos przez ogród, by schły do wieczora,
jak flagi krajów na którymś kontynencie, tak że kiedy potem jej włosy będą
już oczyszczone z pyłu, a wszystkie pory otwarte, żadna nieupragniona rzecz nie dotknie jej skóry.
[Wiersz w przekładzie Magdy Heydel z książki: Sinéad Morrissey, O równowadze, Instytut Kultury Miejskiej, Gdańsk 2019, s. 97-99.]
wtorek, 18 lutego 2020
Mural na podwórku przy ul. Theodora Roosevelta we Wrocławiu (3)
[Wrocław, ul. Theodora Roosevelta, 29.11.2017]
Magia fotografii cyfrowej: magiczny Nikon D810 połączony przez magiczny bagnet F z magicznym Nikkorem AF-S 24-70mm f/2.8 ED. Natężenie magii zintensyfikowało się nadzwyczajnie, gdy do D810 dokupiłem D850 oraz dwie stałki Zeissa...
W Słowniku polsko-polskim na str. 495.
W Słowniku polsko-polskim na str. 495.
poniedziałek, 17 lutego 2020
Mural na podwórku przy ul. Theodora Roosevelta we Wrocławiu (2)
[Wrocław, ul. Theodora Roosevelta, 29.11.2017]
Tak jak było to zapowiadane, wrocławskie podwórko przy ul. Theodora Roosevelta po raz drugi. Będzie też trzeci odcinek, stay tuned!
W Słowniku polsko-polskim na str. 494.
W Słowniku polsko-polskim na str. 494.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















