sobota, 6 maja 2017
piątek, 5 maja 2017
Mięso jako metafora (8)
Lars Tunbjörk, Munkfors 1989.
Powyższe zdjęcie przefotografowałem z albumu: Lars Tunbjörk Landet utom sig. Bilder från Sverige. Country beside itself. Pictures from Sweden, wyd. Journal, Stockholm 1994 (wydanie drugie). Na końcu książki Lars Tunbjörk zamieścił następujący komentarz do tej fotografii: I asked if I could take a picture. "Sure, but wait", said the man and took plastic packages out of the bag - one with sausage and one with meat.
czwartek, 4 maja 2017
Dwa nowe nabytki i jeden prezent
Zawsze warto zajrzeć do Buchhandlung Walther König w Museum Hamburger Bahnhof lub Martin Gropius Bau, żeby sprawdzić przeceny...
Oczywiście odwiedziłem też Langera Blumqvista i... nie zdecydowałem się na zakup Inflagrante II Chrisa Killipa. Może innym razem.
Od Tomasza Sosińskiego natomiast dostałem widoczny wyżej albumik (DZIĘKI!). Zdjęcia brutalistycznej architektury w wykonaniu Simona Phippsa wielce interesujące!
wtorek, 2 maja 2017
Mięso jako metafora (7)
Przemysław Witkowski
Wylęgarnia
Mój wujek miał hodowlę pstrągów.
Ze stawów, wyławiane kasarkiem,
trafiały do małych basenów,
w miejsce, które nazywali
wylęgarnią.
Z lewej strony stały baseniki
wielkości małej wanny, na wiosnę
szczelnie wypełnione ikrą.
Spryskiwali ją mleczem, a po miesiącu
wykluwały się z niej rybki.
Jednego dnia, długo po tarle,
padł agregat do natleniania wody
i musieliśmy je wszystkie zabić.
Było późne lato, a one się dusiły
i i tak by umarły.
Pamiętam dobrze stos wnętrzności,
a na nim jedno, dwa, trzy maleńkie,
jeszcze bijące serca.
Nie czułem zupełnie nic. Nic,
poza dziwną fascynacją i satysfakcją
z dobrze wypełnionego obowiązku.
Cieszyłem się, że mogę pracować z ojcem
Ja, dwunastoletni
Wylęgarnia
Mój wujek miał hodowlę pstrągów.
Ze stawów, wyławiane kasarkiem,
trafiały do małych basenów,
w miejsce, które nazywali
wylęgarnią.
Z lewej strony stały baseniki
wielkości małej wanny, na wiosnę
szczelnie wypełnione ikrą.
Spryskiwali ją mleczem, a po miesiącu
wykluwały się z niej rybki.
Jednego dnia, długo po tarle,
padł agregat do natleniania wody
i musieliśmy je wszystkie zabić.
Było późne lato, a one się dusiły
i i tak by umarły.
Pamiętam dobrze stos wnętrzności,
a na nim jedno, dwa, trzy maleńkie,
jeszcze bijące serca.
Nie czułem zupełnie nic. Nic,
poza dziwną fascynacją i satysfakcją
z dobrze wypełnionego obowiązku.
Cieszyłem się, że mogę pracować z ojcem
Ja, dwunastoletni
[tekst Przemysława Witkowskiego skopiowałem ze zredagowanej przez Maję Staśko jednodniówki Wiersze pierwszomajowe, którą można przeczytać na stronie Krytyki Politycznej oraz pisma Wakat]
poniedziałek, 1 maja 2017
1 maja
i mój ojciec Eugeniusz Wilczyk na pierwszomajowym pochodzie w Krakowie.
Który to mógł być rok? Myślę, że na pewno druga połowa lat sześćdziesiątych. Widać to po strojach manifestantów, fryzurach, tudzież kroju okularów. Ojciec trzyma w ręku swojego Praktisixa z kapitalnym, ostro rysującym Tessarem 80mm f/2,8, którym robiłem zdjęcia jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych... Sądząc po wyglądzie aparatu, nie nosi on jeszcze śladów intensywnego używania (a używany był potem nieustannie). Ojciec mówił mi, że kupił go w roku 1965. Wydaje mi się, że byłem z nim na tym pochodzie i gdzieś w rodzinnym archiwum powinno być zdjęcie, jak trzyma mnie na barana. Może go odnajdę? Widoczna powyżej fotografia jest lekko nieostra i też - jakby ją powiększyć - ma mnóstwo zabrudzeń (zapewne i negatyw był niezbyt czysty, jak i szybki w powiększalniku, przy pomocy którego zrobiono tę odbitkę). Zdecydowałem się nie wyostrzać skanu i go nie retuszować.
niedziela, 30 kwietnia 2017
Mięso jako metafora (6)
Marek Sobczyk Hommage à Polke, 1999, tempera jajeczna na płótnie, 130 x 180 cm.
[skan z katalogu wystawy Verteidigung der Moderne. Positinen der polnischen Kunst nach 1945. Museum Würth, Künzelsau (5.10.2000 - 24.01.2001). str. 262]
sobota, 29 kwietnia 2017
piątek, 28 kwietnia 2017
Mięso jako metafora (5)
George Herbert
MĘCZARNIA
Filozofowie zmierzyli gór szczyty,
Zgłębili morza, wzbili się w niebios wyżyny,
Znają źródła rzek wszelkich i sens dziejów skryty;
Lecz są dwie wielkie, bezkresne dziedziny,
Z którymi umysł winien w bliższą wejść zażyłość,
Zaś mało kto je zmierzył, zgłębił: Grzech i Miłość.
Kto chce Grzech poznać, niech na Górę wkroczy,
Która zwie się Oliwna: tam ujrzy Człowieka
Tak przez ból miażdżonego, że aż krew zeń broczy
I z włosów, ciała, szat kroplami ścieka.
Grzech jest owym imadłem, co tłoczy w głąb ciała
Mękę, by żer okrutny w każdej żyłce miała.
Kto chce znać Miłość, niech spróbuje soku,
Któremu włócznia kata dała upust nowy,
Gdy na krzyżu otwarła ranę w martwym boku;
I niechaj powie, czy znał smak takowy.
Miłość jest owym słodkim i niebiańskim płynem,
Który dla boga krwią jest; ale dla mnie winem.
MĘCZARNIA
Filozofowie zmierzyli gór szczyty,
Zgłębili morza, wzbili się w niebios wyżyny,
Znają źródła rzek wszelkich i sens dziejów skryty;
Lecz są dwie wielkie, bezkresne dziedziny,
Z którymi umysł winien w bliższą wejść zażyłość,
Zaś mało kto je zmierzył, zgłębił: Grzech i Miłość.
Kto chce Grzech poznać, niech na Górę wkroczy,
Która zwie się Oliwna: tam ujrzy Człowieka
Tak przez ból miażdżonego, że aż krew zeń broczy
I z włosów, ciała, szat kroplami ścieka.
Grzech jest owym imadłem, co tłoczy w głąb ciała
Mękę, by żer okrutny w każdej żyłce miała.
Kto chce znać Miłość, niech spróbuje soku,
Któremu włócznia kata dała upust nowy,
Gdy na krzyżu otwarła ranę w martwym boku;
I niechaj powie, czy znał smak takowy.
Miłość jest owym słodkim i niebiańskim płynem,
Który dla boga krwią jest; ale dla mnie winem.
[Podczas lektury tego wiersza przypomniał mi się widziany dwa lata temu w Galleria dell'Accademia wizerunek Madonny (nie zapisałem niestety nazwiska malarza, ani też nie zrobiłem komórką zdjęcia obrazu...), która trzyma na ręku małego Jezusa, zupełnie jak przekupka oferująca kawał mięcha na targu...
Wiersz George'a Herberta w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka przepisałem z tomu: George Herbert Wiersze wybrane. Wyboru dokonał, przełożył i posłowiem opatrzył Stanisław Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 1989, str. 11.]
czwartek, 27 kwietnia 2017
Ameryka jak Polska na "Postcards from America" Marka Powera
Odcinek szósty i ostatni jego "pocztówkowego cyklu" zawiera zdjęcia w mocno rodzimym klimacie, które właściwie bez specjalnego zgrzytu czy dysonansu można by wsadzić do The Sound of two Songs. Z jedną małą różnicą - Power pracował już tutaj cyfrą...
Mark Power, z serii Postacards from America - Pierce, Oklahoma, 11.01.15
Mark Power, z serii Postacards from America - Okemah, Oklahoma, 11.01.15
Mark Power, z serii Postacards from America - Harrah, Oklahoma, 12.01.15
Mark Power, z serii Postacards from America - Texola, Oklahoma, 14.01.15
Mark Power, z serii Postacards from America - Muskogee, Oklahoma, 11.01.15
W siedzibie lablabu wisi na ścianie jedna z panoram Marka Powera (Lenwood, The Inland Empire, California, 20.01.15), wydruk ma ze dwa metry długości i robi to niesamowite wrażenie!
środa, 26 kwietnia 2017
MIĘDZYNARODÓWKA ŻEBRAKÓW
Robert Rybicki
MIĘDZYNARODÓWKA ŻEBRAKÓW
tam gdzie sraliśmy
tam już byliśmy
ta gdzie się zrzygaliśmy
teren zaznaczyliśmy
co w koszu
to nasze
tam gdzie się urodziliśmy
rosną chaszcze i bluszcz
tam gdzie się kochaliśmy
kisną ścieki miasta
chodzimy tylko do tych barów
gdzie można wyżebrać piwo
by je wyszczać przed ruiną
w trawie na dwa metry
[wiersz z książki: Robert Rybicki Dar Meneli, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017, str. 72. Zawsze lubiłem poezję zaangażowaną...]
wtorek, 25 kwietnia 2017
RUINA HISZPAŃSKA
Blaise Cendrars
RUINA HISZPAŃSKA
Nawa skonstruowana jest w stylu hiszpańskim XVIII wieku
W wielu miejscach widoczne są rysy
Wilgotne sklepienie jest białe od saletry i nosi jeszcze ślady złoceń
Promienie latarni ukazują w kącie pokryty pleśnią obraz
To Czarna Matka Boska
Wysokie mchy i grzyby jadowicie pręgowane kropkowane usiane
[perłami pokrywają posadzkę sanktuarium
Jest także dzwon z łacińskim napisami
[niniejszy wiersz w tłumaczeniu Julii Hartwig przepisałem z książki: Blaise Cendrars Poezje. Redagował Adam Ważyk, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1962, str. 128. A książkę kupiłem kilka dni temu na Allegro za... 3 zł (+ koszty wysyłki). Czytelnictwo nam w Polszcze kwitnie, jak widać...
Myślę, że tych którzy znają Realizm, nie zdziwi wcale, iż wiersze Cendrarsa mi się podobają, a powyższy tekst szczególnie.]
Była sobie kiedyś seria książek poetyckich wydawanych przez PIW, "celofanową" zwana - ponieważ faktycznie okładki tomików obkładane były przezroczystą obwolutą ze wspomnianego materiału. Ale już od dawna jej nie ma (choć chyba egzystowała jakiś czas po transformacji ustrojowej?). I komu to przeszkadzało?
Myślę, że tych którzy znają Realizm, nie zdziwi wcale, iż wiersze Cendrarsa mi się podobają, a powyższy tekst szczególnie.]
Była sobie kiedyś seria książek poetyckich wydawanych przez PIW, "celofanową" zwana - ponieważ faktycznie okładki tomików obkładane były przezroczystą obwolutą ze wspomnianego materiału. Ale już od dawna jej nie ma (choć chyba egzystowała jakiś czas po transformacji ustrojowej?). I komu to przeszkadzało?
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
niedziela, 23 kwietnia 2017
ZUR(i)T i DOTYK
Pewne zawarte w tym tekście informacje mają charakter doświadczenia pokoleniowego. Moja mama też miała zwyczaj mówić sklep zuritu, a nie zurtu... Tymczasem z czasów wczesnego dzieciństwa pamiętam (czyli jest to jeszcze końcówka lat sześćdziesiątych) wyłącznie punkty usługowe zurtu, gdzie naprawiano radia i telewizory lub wręcz salony zurtu, czyli miejsca sprzedaży takiego sprzętu. Bo akronim ZURiT pochodzi od nazwy Zakład Usług Radiotechnicznych i Telewizyjnych.
Skąd w takim razie ta zmiana? Nie mam pojęcia, jakkolwiek na terenie Izraela niedaleko Hajfy znajduje się miejscowość o nazwie... Zurit (pisana też jako Curit), więc być może na fali ogólnego pobudzenia narodowego, jakie miało miejsce 1968 roku (oraz "rozwiązania kwestii żydowskiej" przez zmuszenie obywateli PRL o żydowskim pochodzeniu do emigracji), akronim "spolonizowano" do formy ZURT?

Przy okazji wspomnianej walki o czystość i polskość (to tylko hipoteza, chociaż biorąc pod uwagę specyfikę tego kraju, sprawia wrażenie wielce prawdopodobnej...) stał się on nieco enigmatyczny czy wręcz nieczytelny, więc - tak jak to widać na zdjęciu powyżej - imitujące radiowy maszt logo z literami ZURT, uzupełniono o słowa radio i telewizja. I w takiej właśnie formie szyldy owe pamiętam - umieszczane na punktach naprawy sprzętu RTV lub sklepach. A ponieważ skrótowiec ten w wersji zurit i zurt dość długo był obecny w przestrzeni ogłoszeniowo-handlowej, przez wiele osób nadal jest kojarzony z urządzeniami RTV, tzn. z punktami zajmującymi się ich naprawą, więc ciągle jest w użyciu (screenshoty z google street view poniżej)
W kwestii tytułowego dotyku, czego głównie wiersz Miłosza Biedrzyckiego dotyczy, pozostając jednak na płaszczyźnie techniki, to sensory takie jak w horrendalnie drogich wtedy Radmorach były też stosowane w gramofonach WG-1100, jakie wytwarzała śp. Fonica z Łodzi. Przez wiele lat byłem użytkownikiem tego kapitalnego sprzętu.
sobota, 22 kwietnia 2017
piątek, 21 kwietnia 2017
PIĄTECZEK Z LKJ
Jakoś przeżyłem wczorajszy występ... Co było dla mnie tyle trudne, że ostatni raz czytałem przed publicznością coś, co sam napisałem jakieś piętnaście lat temu. Chyba miało to miejsce w knajpie "Aurora" (skądinąd fajna nazwa, jeżeli odnosi się akurat do lekkiego krążownika I rangi typu Diana) Zbigniewa Libery na Powiślu... który zresztą te moje popisy filmował. Co może być o tyle ciekawe, że w ramach zadośćuczynienia ewentualnym stratom moralnym, miałem cztery darmowe browary z baru (które natychmiast uzupełniłem kolejnymi już płatnymi).
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























