Zasadniczo Tomek
Sikora nie jest bohaterem mojej bajki, jednak w jego obfitej i różnorodnej twórczości
znalazłem coś, co kompletnie odróżnia się od tych wszystkich spreparowanych zdjęć
reklamowych, czy też „dowcipnych” w zamierzeniu historyjek, w których autor pozuje
z przyczepionym świńskim ryjkiem na twarzy. Wydana w 2012 roku książeczka 213 kilomètres sous les pavés de Paris to dzieło unikalne i wybitne. W albumie o
kształcie małej cegiełki znalazły się zdjęcia, wykonane na 382 stacjach (czyli
wszystkich) paryskiego metra, które liczy 16 linii, zaś na każdy przystanek przypadają
dwie fotografie (z wyjątkiem strony rozpoczynającej), a więc jest ich w książce… 748! Uff. No i ogląda się to
świetnie, zarejestrowane przez Sikorę motywy, to wprawdzie sytuacje raczej banalne,
można by powiedzieć, że przewidywalne czy też znane dla każdego, kto podróżował podziemną
koleją, jednak zebrane do kupy i ułożone liniami, w topograficznym przebiegu
każdej z nich, składają się na wiarygodną (a zarazem też dość przybijającą) wielkomiejską narrację. W
przeciwieństwie do fotoreporterów, którzy fotografując w metrze szukają zazwyczaj
sytuacji, gestów czy znaków wyłamujących się z banału powszedniości, Tomek Sikora fotografował systematycznie właśnie ów banał, konsekwentnie aż do bólu. Na
omawiany album trafiłem w krakowskiej księgarni Lokator (można tam znaleźć ciągle
prawdziwe książki), a gdy spojrzałem na stopkę tego wydawnictwa i dostrzegłem
datę 2012, zdumiałem się, że nie był on specjalnie omawiany czy recenzowany… W
jakiś sposób to sytuacja typowa dla odbioru fotografii w Polsce, co nie znaczy
wcale, że brak takiego omówienia w przypadku 213 kilomètres sous les pavés de Paris nie jest zwykłym
skandalem.
wtorek, 5 marca 2019
niedziela, 3 marca 2019
BEZUSTY
Ron Padgett czyta wiersz The Missing Lips na Festiwalu Miłosza w Krakowie w 2018 r. Polski przekład autorstwa Andrzeja Szuby przeczytał Kacper Bartczak, który spotkanie to poprowadził. Poniżej oryginał:
sobota, 2 marca 2019
(Z pokoju wydobywają się ciche, jednostajne dźwięki.)
Grzegorz Wróblewski
Dom
Każdego przedpołudnia zbierają się przed nim
mężczyźni w czarnych płaszczach.
Stoją w milczeniu na schodach i palą długie papierosy.
Potem dzwonią do drzwi.
Czekają kilka minut i rozchodzą się.
Pojawiają się ponownie następnego dnia.
Ubrani na czarno, stoją w milczeniu na schodach,
zaciągają się, dzwonią.
Wszystko odbywa się zawsze w tym samym tempie.
Nikt im nigdy nie otwiera drzwi.
Jedna z pań
Jedna z pań uważnie spogląda na zachodzące
w oddali słońce. Tuż przed zapadnięciem zmroku
podchodzi do ubranego odświętnie dziecka i
delikatnie rozczesuje mu długie, wypłowiałe
włosy.
Potem niszczy narysowane wcześniej na ziemi
znaki. Sprawdza czy nie zapomniała ukryć
pojemników z wodą. Przytula do siebie
dziecko i powoli odchodzą w kierunku
otwartej na oścież bramy.
Ich miejsce zajmują małomówni mężczyźni z lasu.
Rozpalają ogień i częstują się tytoniem. Patrząc w
rozgwieżdżone niebo, nacinają leszczynowe
laski. Wokół nich siedzą oswojone
czarne ptaki.
Korytarz
Na podłodze, pod ścianą, stoją szklane
naczynia.
Jedno z nich wypełniają białe muszelki,
pozostałe są zakurzone i puste.
Dziewczynka sennie poprawia wstążki.
Gdy jest już gotowa,
wyjmuje z naczynia muszelkę i
powoli wkłada ją sobie do ust.
Wchodzi do środka.
Z pokoju wydobywają się ciche, jednostajne
dźwięki.
Przypominają szum wiatru albo owadzi
szelest.
[Taki mały eksperyment, myślałem najpierw o klimatach skandynawskich (Hammershøi & Dreyer), co może jednak byłoby zbyt oczywiste, choć zapewne uzasadnione w przypadku tych mocno wizualnych/wizyjnych tekstów. Przywołane zdjęcia Augusta Sandera, autora - wydawać by się mogło - pewnie stąpającego po ziemi, to tylko rodzaj wstępnej propozycji/zachęty do rozmowy. Wróblewski jest nieźle opatrzony w plastycznych wizualiach (często daje to znać o sobie w jego wierszach) i co ważne, jest to wiedza nabyta przed narodzinami doktora Googla oraz docent Wikipedii. Co znowuż w obecnych realiach kulturalnej komunikacji może być pewnym problemem dla młodszych czytelników/odbiorców... Fotografie Augusta Sandera skserowałem z albumu: August Sander, People of the 20th Century, Schrimmer/Mosel, Cologne 2013 (s. 97 i 290). Przepisane wiersze pochodzą z tomów: Grzegorz Wróblewski, Pomieszczenia i ogrody, Duński Instytut Kultury, Warszawa 2005 (Dom - s. 63, Jedna z pań - s. 67); Grzegorz Wróblewski, Noc w obozie Corteza, WBiCAK, Poznań 2007 (Korytarz - s. 20.).]
piątek, 1 marca 2019
Ze Szczecinka (2)
[Szczecinek, ul. Kołobrzeska, 23.03.2018]
Z całym szacunkiem, ale sytuacja w jakiej znalazł się orzeł na powyższym obrazku, w psychologii nazywa się chyba pomyłką freudowską?
czwartek, 28 lutego 2019
(Lascia Ch'io Pianga)
[Cecilia Bartoli, aria Lascia Ch'io Pianga z opery Rinaldo ]
Lascia ch'io pianga
Mia cruda sorte,
E che
sospiri
La
libertà.
E che
sospiri
E che
sospiri
La libertà.
Lascia ch'io pianga
Mia cruda sorte,
E che
sospiri
La
libertà.
Il duolo
infranga
Queste
ritorte,
De' miei
martiri
Sol per
pietà.
De' miei
martiri
Sol per
pietà.
Lascia ch'io pianga
Mia cruda sorte,
E che
sospiri
La
libertà.
E che
sospiri
E che
sospiri
La libertà.
Lascia ch'io pianga
Mia cruda sorte,
E che
sospiri
La
libertà.
[Taki dzień dzisiaj... Okropne są te wizualizacje z youtuba...]
środa, 27 lutego 2019
wtorek, 26 lutego 2019
(Nagrodą w tej grze jest przetrwanie )
Grzegorz Wróblewski
TEGO WIERSZA NIE MOŻNA
ROZWINĄĆ, MOŻNA GO TYLKO
PRZEPISAĆ Z EKRANU
Konkurs poetycki:
Różaniec naszą siłą.
WINDA
Pustka istnieje, ale dopiero
po kopulacji. W pustce zawsze
coś się znajduje.
Pustka to geometria
wnęki.
Twoja odległa szminka, ciemność i
warunki
brzegowe.
KUMITE
Hitosu, ware ware wa,
shinbutsu o totobi,
kenjo no bitoku o wasurezaru
koto.
(Tym razem nie dało rady
z Karaibami...). Przepraszam
wszystkich za sztuczne zęby
i zmarnowane akcje
łóżkowe.
(Będziecie pamiętać o pożegnalnym
Hitsville U.K.?).
Próbowaliście zbyt szybko
lecieć w górę,
musiałem nieustannie
ściągać was w dół.
RZEKA
Skończyłem handlować kaczkami
- mówi zmęczony Lee. Wyciąga
plik zielonych banknotów...
Nagroda? - pytam go.
Nagrodą w tej grze jest przetrwanie
- uśmiecha się i pokazuje mi zdjęcie
świńskiej głowy, płynącej
z nurtem Huang-ho.
[Wiersze z książki Implanty. Jak ją dostałem, nie czytało mi się zbyt dobrze. Co innego dzisiaj rano. Podobnie mam z muzyką, zdarzają się dni, że wspaniały Hasse zupełnie mi nie wchodzi, a następnego dnia łykam po kolei Artaserse, Arminio i Cleofide. Johann Adolf Hasse nie jest w Polsce zbyt znany, a powinien być, bo był przecież nadwornym kompozytorem polskiego króla Augusta Sasa III. Jego opery wystawiano także w tutaj, podczas letnich pobytów dworu w Warszawie. Byłby to niezły pretekst, żeby zrobić jego festiwal w Polsce, podobnie zresztą jak Jana Dismasa Zelenki, który skomponował muzyczną oprawę pogrzebu Augusta II Mocnego, ojca Sasa III, także polskiego króla, pochowanego zresztą na Wawelu. Ciekawe czy wspaniałe Officium Defunctorum zagrano i zaśpiewano też w Krakowie? Słucham sobie teraz Il ritorno d'Ulisse in patria Moneverdiego i niejako tradycyjnie nie wchodzi mi ta opera, choć wykonanie - Junge Kantorei, Cocentus Musicus, Nikolaus Harnoncourt - raczej dobre... Czy coś się w tej kwestii zmieni? Zawsze fascynowała mnie u krytyków literackich ich zdolność do wchłaniania niemal wszystkiego i wypowiadania się na niemal każdy temat, może większość z nich jest cyborgami przysłanymi z okolic Alfa Centauri?]
poniedziałek, 25 lutego 2019
Sokółka
[Sokółka, ul. Kolejowa, 24.11.2018]
Remanentów ciąg dalszy...
Mam taki pomysł, żeby w książce ten mural (83 metry długości!) poszedł na trzech rozkładówkach. Nawet nie musiałem specjalnie centrować kadrów, aby linie dachu i chodnika się zbiegały (choć oczywiście trochę im pomogłem). W planowanym wydawnictwie, podobnie jak w Świętej Wojnie, pojawi się też słownik, dzięki któremu łatwiej będzie można umiejscowić używane na muralach cytaty oraz hasła, czy też rozpoznać symbole lub wizerunki malowanych postaci. W książce znajdą się także informacje o autorach i sponsorach grafów, oczywiście - o ile takie dane są dostępne.
Skądinąd ciekawe jak zareagowałby Zbigniew Herbert na wieść, że cytują go na muralu działacze faszyzującej Młodzieży Wszechpolskiej (którymi są właśnie autorzy malowidła z Sokółki)? Przy całej mojej rezerwie względem dorobku autora Raportu z oblężonego miasta, nie mam wątpliwości, że kazałby im SPIER... W PODSKOKACH!
Mam taki pomysł, żeby w książce ten mural (83 metry długości!) poszedł na trzech rozkładówkach. Nawet nie musiałem specjalnie centrować kadrów, aby linie dachu i chodnika się zbiegały (choć oczywiście trochę im pomogłem). W planowanym wydawnictwie, podobnie jak w Świętej Wojnie, pojawi się też słownik, dzięki któremu łatwiej będzie można umiejscowić używane na muralach cytaty oraz hasła, czy też rozpoznać symbole lub wizerunki malowanych postaci. W książce znajdą się także informacje o autorach i sponsorach grafów, oczywiście - o ile takie dane są dostępne.
Skądinąd ciekawe jak zareagowałby Zbigniew Herbert na wieść, że cytują go na muralu działacze faszyzującej Młodzieży Wszechpolskiej (którymi są właśnie autorzy malowidła z Sokółki)? Przy całej mojej rezerwie względem dorobku autora Raportu z oblężonego miasta, nie mam wątpliwości, że kazałby im SPIER... W PODSKOKACH!
niedziela, 24 lutego 2019
Osiedle Oświecenia
Historia pisana na nowo... W nawiązaniu do nazwy osiedla, gdzie ten mural powstał, wprowadzam nowy hasztag #oksymorony. Ktoś jednak przytomnie zamazał sprayem nazwisko i pseudonim „żołnierza wyklętego‟ z Podhala, którego odział ma na sumieniu zabójstwa wielu cywilów: Polaków, Słowaków i Żydów.
[Kraków, Osiedle Oświecenia, 27.10.2018]
sobota, 23 lutego 2019
Samolot z Białej Podlaskiej
[Biała-Podlaska, ul. Gabriela Narutowicza, 05.06.2018]
Całkiem dosłownie. Przedstawiony na muralu PWS-26, który używany był do szkolenia pilotów myśliwców w II RP, produkowano w tutejszej Podlaskiej Wytwórni Samolotów (jedyny zachowany egzemplarz tej maszyny można zobaczyć w krakowskim Muzeum Lotnictwa Polskiego).
Rozliczam stypendium z zeszłego roku, więc zrobiłem remanent posiadanych zasobów i wyszło mi, że w 2018 sfotografowałem ponad 180 obiektów. Czego wcześniej dokładnie nie policzyłem, nieźle. Oczywiście zdjęć wyjdzie więcej, bo niektóre murale mają po dwa, trzy czy czasem cztery ujęcia.
Rozliczam stypendium z zeszłego roku, więc zrobiłem remanent posiadanych zasobów i wyszło mi, że w 2018 sfotografowałem ponad 180 obiektów. Czego wcześniej dokładnie nie policzyłem, nieźle. Oczywiście zdjęć wyjdzie więcej, bo niektóre murale mają po dwa, trzy czy czasem cztery ujęcia.
piątek, 22 lutego 2019
Niech będzie obalony...
Fotografie różnie można odczytywać, a interpretacje konkretnych zdjęć zmieniają się w czasie. Pewne informacje zawarte w zarejestrowanym obrazie nie zawsze są rozpoznawane w momencie jego wytworzenia, choć po latach wydają się być oczywiste (porażające). W kontekście wczorajszej akcji obalenia pomnika ks. Henryka Jankowskiego przez trójmiejskich aktywistów (na księdzu ciążą oskarżania o molestowanie seksualne, pedofilię oraz... współpracę z SB), przypomniał mi się świetny album Anny Beaty Bohdziewicz Lekki powiew wolności 1981 i sekwencja zdjęć, jakie autorka tej książki wykonała w mieszkaniu Lecha Wałęsy podczas nagrywania programu dla telewizji francuskiej. Ks. Jankowski i dzieci...
środa, 20 lutego 2019
(Pieśń o Kartezjuszu)
Ron Padgett
PAZNOKCIE
Jak ludzie robili sobie kiedyś pedicure?
Paznokcie Maryi Dziewicy na obrazach
włoskiego renesansu wyglądają pięknie,
i bardzo dobrze, bo trudno byłoby
czcić kogoś z długimi paznokciami.
Perugino drwił z religii, która miała
wielbić Boga, a w rzeczywistości koncentrowała się
na Maryi, mimo to namalował jej piękne paznokcie.
Nigdy nie przyglądałem się paznokciom
Jezusa, chociaż są blisko dziur
w stopach, gdzie były gwoździe. Okrucieństwo
jest takie malownicze i trudne do pojęcia,
natomiast piękno, nawet piękno palca u nogi,
ma głęboki sens. Przynajmniej dla mnie.
PIEŚŃ O KARTEZJUSZU
Kartezjusz siedzi
przy stole. Pisze
piórem na arkuszu
papieru o powierzchni
równej powierzchni
stołu. Świeca
topnieje. Kartezjusz zaczyna
topnieć, ale przestaje: musi
trochę dłużej pozostać człowiekiem.
Teraz odkłada pióro.
Jest zmęczony. Bycie Kartezjuszem
jest bardzo męczące
wieczorem wypełnionym „tak‟
lub „nie‟ albo „tak‟ i „nie‟.
lub „nie‟ albo „tak‟ i „nie‟.
[wiersze w przekładzie Andrzeja Szuby z książki: Ron Padgett Bezczynność butów, Instytut Mikołowski, Mikołów 2018, s. 27 i 54.]
wtorek, 19 lutego 2019
poniedziałek, 18 lutego 2019
Ernesto Cardenal „Psalm 21‟
Ponieważ dowiedziałem się dzisiaj, że papież Franciszek cofnął wczoraj suspensę „a divinis‟ nałożoną na księdza-poetę Ernesto Cardenala (świetnie, że decyzja taka została podjęta, trzeba jednak wiedzieć, iż Cardenal liczy sobie obecnie 94 lata i leży ciężko chory w szpitalu), więc z tej okazji jego wspaniały Pslam 21.
Wspomniana kara została nałożona na Ernesto Cardenala przez Jana Pawła II (też poetę, ale kiepskiego) za udział w sandinistowskim rządzie Daniela Ortegi, w którym nikaraguański ksiądz pełnił funkcję ministra kultury. Psalm 21 w przekładzie Andrzeja Nowaka zeskanowałem z książki: Ernesto Cardenal, Poematy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980.
niedziela, 17 lutego 2019
(oślizgły krąg koloru popiołu)
Edgar Lee Masters
BERT KESSLER
Trafiłem ptaka w skrzydło,
choć mknął wprost w zachód słońca:
lecz gdy strzał przebrzmiał, szybował
coraz wyżej przez odpryski złotych promieni,
aż wywinął kozła i z nastroszonymi piórami,
w wirującym w koło puchu
runął w trawę niby ołowianka.
Krążyłem w koło, rozplątując gąszcze,
aż ujrzałem kroplę krwi na pniaku
i przepiórką tkwiącą w spróchniałych korzeniach,
wyciągnąłem rękę: choć głogu nie było
coś ją ukłuło, sparzyło, uczyniło drętwą.
I nagle zobaczyłem grzechotnika ‒
szeroko rozwarte żółte ślepia,
główka wyprężona i cofnięta w kręgi,
oślizgły krąg koloru popiołu
albo dębowych liści zblakłych pod innymi.
Stałem jak wryty: skurczył się i wyprostował:
gdy zaczął wpełzać pod pień,
leżałem już bez czucia w trawie.
*
[Tłumaczenie Michała Sprusińskiego pochodzi z książki: Edgar Lee Masters, Antologia Spoon River, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, s. 160. ]
*
BERT KESSLER
I WINGED
my bird,
Though
he flew toward the setting sun;
But just
as the shot rang out, he soared
Up and
up through the splinters of golden light,
Till he
turned right over, feathers ruffled,
With
some of the down of him floating near,
And fell
like a plummet into the grass.
I
tramped about, parting the tangles,
Till I
saw a splash of blood on a stump,
And the
quail lying close to the rotten roots.
I
reached my hand, but saw no brier,
But
something pricked and stung and numbed it.
And
then, in a second, I spied the rattler ‒
The
shutters wide in his yellow eyes,
The head
of him arched, sunk back in the rings of him,
A circle
of filth, the color of ashes,
Or oak
leaves bleached under layers of leaves.
I stood
like a stone as he shrank and uncoiled
And
started to crawl beneath the stump,
When I fell limp in the grass.
When I fell limp in the grass.
[Tłumaczenie Michała Sprusińskiego pochodzi z książki: Edgar Lee Masters, Antologia Spoon River, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, s. 160. ]
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















