sobota, 26 września 2020

Też coś w temacie na literę „ś‟

Jakkolwiek wiersz Douglasa Dunna z książki Wyprowadzka z Terry Street (tłumaczenie Piotra Sommera) już się tutaj kiedyś pojawił...


piątek, 25 września 2020

Coś w temacie na literę „ś‟

Zabawna sprawa z tym Arakim (czy też wręcz przeciwnie), wczorajszy post miał do tej pory (od 19:49 do 08:22) 1131 odsłon... Co w przypadku mojego bloga jest niezłym wyczynem. A więc ocenzurowane przez wydawcę zdjęcie okładkowe zapewnia taką oglądalność, bo przecież raczej nie nazwisko fotografa? Pamiętam, że jak dostałem w swoje ręce Tokyo Lucky Hole i oglądałem te wszystkie fotografie z przybytków tamtejszego seksbiznesu, moją uwagę zwróciły zdjęcia miejskie. Robione z nonszalancką manierą, kiedyś coś takiego nazywano migawkami, a jednak idealnie trafione i znaczące. Cecil B. deMille, wzięty niegdyś i bajecznie bogaty amerykański reżyser filmowy, producent oraz scenarzysta, zapytany jakie tematy mogą przynieść filmowi popularność, odpowiedział ponoć „seks, śmierć i dziesięcioro przykazań‟ (nie udało mi się teraz znaleźć źródła tej anegdoty, więc może cytuję niedokładnie). No i miał rację, jakkolwiek poetyka jego filmów wywołuje u mnie natychmiast womitalne skurcze... Poniżej moja ulubiona rozkładówka z książki Arakiego, a zarazem także coś w temacie na literę „ś‟:

czwartek, 24 września 2020

Kupiłem sobie dzisiaj klasyka...

Żaden jakiś tam rarytas, kolejne wydanie albumu (to akurat z 2019), który rozszedł się po świecie w pierdylionach kopii. Za pięćdziesiąt pięć zeta na przecenie w księgarni Wydawnictwa Literackiego, w której trwało akurat smętne spotkanie na temat książki Ochotnik Jacka Fairweathera (rzecz traktuje o rotmistrzu Witoldzie Pileckim). I przypomniałem sobie jak 23 lata temu napisałem do Machiny (było takie pismo...) tekst o wystawie Arakiego, jaka miała się otworzyć w Starmach Gallery. A ponieważ artykuł ukazał się tuż przed wernisażem, a ja pisałem w nim sporo o wydanym wtedy przez Taschena albumie Tokyo Lucky Hole, na konferencję prasową przybyła bojówka katolicka, która zażądała zamknięcia wystawy... (jak już zobaczyli ekspozycję, nastąpiło zdziwko, że tak mało na niej cipek). Prace Arakiego pochodziły z kolekcji Jablonka Gelerie z Kolonii, której właściciel - Rafał Jablonka - sprokurował w Muzeum Techniki i Sztuki Japońskiej Manggha w tym roku wystawę Araki/Tsujimura. Na granicy cienia, a ja miałem ją okazję obejrzeć, zaraz po złagodzeniu rygorów lockdownu. I dotarło wtedy do mnie, jak bardzo zdjęcia japońskiego fotografa, jak i jego praktyka artystyczna, wywodzą się z amerykańskiego pop-artu (co wcześniej wyczuwałem, ale nie tak intensywnie...).


Ten aparat z przypiętym fleszem, który dynda na szyi fotografa to kultowy Plaubel Makina 67. W 2004 roku w jednym z warszawskich komisów trafiłem na to cudo i o mało co nie stałem się jego właścicielem.

środa, 23 września 2020

Stara Synagoga z okna Kamienicy Landauów

[Eugeniusz Wilczyk, Kraków-Kazimierz (1968-1970), Stara Synagoga z okna Kamienicy Landauów]

W końcu udało mi się wyczyścić ten kadr... I powiedzmy, że nie jest źle, jakkolwiek coś bym tu jeszcze poprawił. Widoczna na dole winieta to efekt używania obiektywu z dorobioną przejściówką (o czym kiedyś pisałem, choć teraz wydaje mi się, że ogniskowa to raczej 180mm). Obciąłbym ją, ale żal mi tego pana, co ręce ujął pod boki. Niech więc zostanie. Trzy motocykle stojące na środku pustej Szerokiej (ostatni raz taką pustkę widziałem tam w połowie lat 80.), to dwie Jawy i Junak. 

[Tak to wyglądało dzisiaj przed południem]

wtorek, 22 września 2020

(W obfitości wołaczy)

Średnio mi się czyta Pieśni progowe Petera Gizziego, ale poniższy tekst akurat spoko. Książkę wydało WBPiCAK, a wiersze przełożył Kacper Bartczak.


poniedziałek, 21 września 2020

(Abominacja. Katabasis. Nekia.)

Z książki Krzysztofa Jaworskiego Ceremonia, wydanej w 2019 roku przez WBPiCAK. Na okładce wykorzystano obraz Grzegorza Wróblewskiego Version 6 (2006).




piątek, 18 września 2020

(zagłębiała się w ciemność ze śmiechem i smutkiem)

Jakoś średnio mi się czytało wczoraj Wiek brązu Jerzego Kronholda, aż trafiłem na ten wiersz... Książkę opublikowało w 1999 roku Wydawnictwo s5.


czwartek, 17 września 2020

Ulica Szeroka i Stara Synagoga z okna kamienicy Landauów

Zwanej też czasem pałacem Jordanów. W budynku tym w latach 60. mieściła się siedziba PKZ-ów (Pracowni Konserwacji Zabytków), gdzie ojciec był zatrudniony w pracowni fotograficznej (pod koniec dekady został jej kierownikiem). Kadr niniejszy został zarejestrowany przed rokiem 1970, kiedy przystąpiono do rozbiórki muru, ogradzającego widoczną na fotografii Starą Synagogę.  Pewną wskazówką przy datowaniu mogą też być dwa wysokie kominy Gazowni Miejskiej, które na zdjęciu nie dymią - w 1968 roku przestano wytwarzać w tym zakładzie gaz w procesie suchej destylacji węgla.


Będzie jeszcze trochę zabawy z czyszczeniem tej klatki...

środa, 16 września 2020

Nie jestem tego do końca pewien...

...ale wydaje mi się, że fotografując Cmantarz Remuh, ojciec zrobił przypadkowo zdjęcie swojej żonie, a mojej mamie. Kobieca sylwetka widoczna w tych screenach jest mi dobrze znana i prawie nie mam wątpliwości... Jedyna problematyczna kwestia, to ten aparat fotograficzny w jej (?) dłoniach, mama nie fotografowała. Data wykonania tego zdjęcia? Na pewno po 1959 roku, bo wtedy miały tam miejsce prace archeologiczne, podczas których odkryto przykryte ziemią macewy. Kamienie nagrobne ułożono później w rzędach imitując cmentarny układ. Rzeczony kadr (przycięty do prostokąta) był pokazywany na wystawie Synagodze Poppera w 1988 roku podczas I Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie.





wtorek, 15 września 2020

Widok z wieży kościoła Bożego Ciała w kierunku zachodnim

[Eugeniusz Wilczyk, Kraków-Kazimierz (1959-1964), widok z wieży kościoła Bożego Ciała w kierunku zachodnim.]

Pracujemy dalej.
Tym razem skan z Epsona V700, którego zasadniczo nie ma co porównywać do tego, co daje Coolscan 9000, aczkolwiek w tym przypadku jego specyfika okazała się użyteczna...
Negatyw (brak oznaczeń producenta) jest mocno zniszczony, co szczególnie daje znać o sobie w części nieba. Trzeba było z tym ostro powalczyć. W kwestii optyki obstawiam ogniskową 180mm, czyli - uwzględniając peerelowskie realia - musiał to być/mógł to być Sonnar wyprodukowany przez Carl Zeiss Jena.
Jak widać na tym zdjęciu - sądząc po cieniach, wykonanym w samo południe - smog dawał znać o sobie w Krakowie także we wczesnych latach sześćdziesiątych...

niedziela, 13 września 2020

Parki z Kazimierza


Nona, Decima i Morta?
Pamiętam, że tak ojciec skomentował to zdjęcie... (pełny kadr pojawi się tutaj w stosownym czasie).
Co miało zapewne podtekst seksistowski.
Ale w identyczny sposób mówił też o podobnym motywie, jaki zarejestrował w 1969 roku w Macedonii.
Nie umiem zidentyfikować tego podwórka i być może nie uda mi się tego teraz zrobić? 
Szczególnie biorąc pod uwagę, że w ostatnich dwóch dekadach dzielnica została mocno przemeblowana.

sobota, 12 września 2020

(Największy masturbator świata, który mieszka w Budapeszcie)

Oto przykład jak literatura, nawet ta z okolic OuLiPo, potrafi odnieść się do rzeczywistości i ją skomentować, a jednocześnie też - genialnie się z nią rozminąć, kręcąc swój własny, mocno zakręcony piruet. Poniższy fragment pochodzi z Osobnych przyjemności Harrego Mathewsa, które przełożył Kuba Kozioł, a książkę zawierającą też Ormiańskie zwitki oraz Wiejską kuchnię z Francji centralnej wydało w 2008 roku Biuro Literackie. Niniejszy wpis dedykuję naszej Zjednoczonej Prawicy.


piątek, 11 września 2020

Ulica Kupa późnym letnim popołudniem...

...jak można sądzić po układzie światła i strojach widocznych w kadrze ludzi.  Dlaczego ta ulica na krakowskim Kazimierzu tak się nazywa już kiedyś tutaj pisałem, więc nie będę się powtarzać. Wróciłem dzisiaj do skanu, który retuszowałem podczas lockdownu w kwietniu, ale przerwałem pracę w 1/4 kadru. Nie doszedłem więc do tego (zacząłem jak zawsze od nieba), co widać na załączonych poniżej printscreenach ze środka kadru. Pierwszy w kolejności jest o tyle ciekawy, że widać na nim samochód Warszawa M20 we wczesnej wersji, jeszcze bez zespolonych kloszy tylnych lamp. Sądząc po namalowanym na klapie bagażnika numerze, mogła to być taksówka. A zza Warszawy wyłania się sylwetka traktora Ursus C-45 z charakterystycznym kominem w kształcie panzerfausta (wehikuł toczy się właśnie obok oświetlonego słońcem ogrodzenia synagogi Izaaka Jakubowicza), który ciągnie przyczepę załadowaną workami (z mąką?). Oba pojazdy bardzo często można było spotkać na ulicach w latach 60. i pamiętam je doskonale, także odgłosy pracy ich motorów oraz zapach jaki zostawiały. Nie wiem na jakich negatywach ojciec fotografował Kazimierz (na ich krawędziach brak jakichkolwiek firmowych oznaczeń, także numerów klatek), ale nawet te, prawdopodobnie polskiej produkcji klisze, a więc nie powalające jakością, zawierają niesamowitą ilość szczegółów, czyli - jakby nie patrzeć - informacji. Najpierw myślałem, że to zdjęcie wykonane zostało czeskim Flexaretem, którego wtedy używał (obiektyw w tej kamerze o nazwie Belar nie był demonem ostrości), jednak widoczna na sreenach lekka kompresja perspektywy, a także poziomy układ klatek na filmie, świadczyć mogą, że to kadr z Praktisixa z podpiętym krótkim tele. Pamiętam, że ojciec miał też enerdowskiego Sonnara 135mm f/4.5, wyprodukowanego wprawdzie do małego obrazka, ale ponieważ szkło kryło także format 6x6, więc jakiś zdolny rzemieślnik wyposażył go w bagnet do sixa. Obiektyw ten był dość siermiężnej konstrukcji i nie posiadał automatycznej przysłony, więc po nastawieniu ostrości na pełnej dziurze, trzeba było go przysłanić do wartości roboczej. I tyle działań śledczych... Obrabiając ten kadr sprzed mniej więcej sześćdziesięciu lat ogarnęła mnie fala nostalgii, ponieważ realia na nim widoczne mam pod powiekami, choć pewnie pamiętam rzeczy i sytuacje raczej z drugiej połowy lat 60.



czwartek, 10 września 2020

Synagoga Wysoka od zaplecza na przełomie lat 50. i 60. XX wieku

[Eugeniusz Wilczyk, Kraków-Kazimierz (1959-1964), Synagoga Wysoka od podwórka domu przy ul. Ciemnej]

Bardzo zależało mi na tym unikalnym kadrze, jednak wymagał on nie tylko retuszu wszystkich tych rys, rysek i plam, ale także pewnych zabiegów rekonstrukcyjnych (negatyw jest mocno zniszczony). Co jakoś udało się doprowadzić do szczęśliwego finału i zdjęcie znajdzie się w książce. Bo właśnie w tym kierunku wszystko zmierza, co mnie cieszy i napawa nadzieją. Dużo jeszcze roboty przede mną, ale już w tym momencie mam gotowych 30 kadrów, które na pewno znajdą się w składzie.