niedziela, 20 października 2013

Gest wobec obrazu fotograficznego – sympozjum performatywne



wymyślone i ozrganizowane przez Krzysztofa Pijarskiego, które odbędzie się w Zachęcie 21-22 października w ramach Warsaw Photo Days, i w którym bierzemy udział z Elą Janicką. Rozkład jazdy jest następujący:

21 października 2013

godz. 15 – Rafał Milach i Anna Nałęcka / Joanna Kinowska
godz. 17 – Paweł Bownik / Weronika Szczawińska
godz.19 – Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga / Katarzyna Bojarska

22 października 2013

godz. 15 – Nicolas Grospierre / Kuba Mikurda
godz. 17 – Łukasz Gorczyca i Michał Kaczyński / Paweł Szypulski
godz.19 – Elżbieta Janicka i Wojciech Wilczyk / Waldemar Baraniewski

Teraz może zacytujmy tekst kuratorski (zanim jednak przejdziecie Państwo do lektury SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO ZACHĘTY!):

Gest wobec obrazu fotograficznego to sympozjum, którego celem będzie zbadanie, opisanie, a przede wszystkim „pokazanie” wizualnych i praktycznych sposobów formułowania myśli; pokazanie pracy wyobraźni i umysłu krytycznego, wyrażających się w obrazach fotograficznych.

Aby pokazać wyobraźnię w działaniu, trzeba przełamać, a przynajmniej przekształcić konwencję tradycyjnej konferencji naukowej. Stąd performatywny charakter tego wydarzenia, który stanowi próbę odejścia od myślenia o sympozjum jako serii wykładów na rzecz cyklu spotkań, interakcji. W miejsce sytuacji, w której prelegent, oddzielony od widowni, dzieli się uprzednio wyprodukowaną wiedzą, sympozjum performatywne proponuje spotkanie kilku osób – artystów i teoretyków – nad fotografiami w dowolnych formatach, książkami lub stykówkami, w celu ich „odkrycia” – dla siebie nawzajem i dla zebranej widowni. Sposobem owego odkrywania obrazów będzie nie tylko dyskusja, lecz przede wszystkim wymiana gestów: wskazanie palcem, zestawianie, kadrowanie, zapisywanie, zarysowywanie itd. A więc cały repertuar reakcji wobec obrazów, jakim dysponuje ciało. Taka formuła wynika z założenia, że osobami, które najsprawniej „myślą” obrazami i za pomocą obrazów, są artyści. Dlatego też artyści będą tu w centrum uwagi – nie jako przedmiot dyskursu, lecz jako partnerzy w dialogu wobec konkretnych fotografii, książek i obiektów fotograficznych.

Kluczowa wydaje się scenografia tych spotkań: przy okrągłym stole, z luźno zorganizowaną widownią (układ krzeseł nie będzie z góry ustalony). Spotkania będą rejestrowane kamerą wysokiej jakości, umieszczoną pionowo nad stołem. Kamera będzie rejestrowała nie twarze uczestników „panelu”, lecz przede wszystkim ich dłonie oraz fotografie, o których rozmawiają. Obraz zaś będzie rzutowany na wolnostojący ekran umieszczony w sali tak, aby zebrani widzowie mogli nie tylko wsłuchiwać się w głosy uczestników, lecz także dokładnie przyjrzeć się ich gestom. Co więcej, rozmowy będą filmowane przez dwoje operatorów – Karolinę Zielińska i Adama Romanowskiego. Na podstawie materiałów zarejestrowanych podczas sympozjum Krzysztof Pijarski przygotuje abstrakcyjny film, którego celem będzie wydobycie skuteczności gestu wobec obrazu.

W ramach sympozjum Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga porozmawiają o cyklu fotografii „Archiwum prywatne” z literaturoznawczynią, krytyczką i teoretyczką kultury Katarzyną Bojarską, Elżbieta Janicka i Wojciech Wilczyk wdadzą się w dyskusję o swoim nowm projekcie, „Inne miasto”, z Waldemarem Baraniewskim, historykiem sztuki i znawcą spraw warszawskich, a Michał Kaczyński i Łukasz Gorczyca wystąpią w roli twórców książki artystycznej, „d.o.m. polski” by poddać ją refleksji wespół z Pawłem Szypulskim, kolekcjonerem książek fotograficznych i kuratorem; awangardowa reżyserka, dramaturżka i teoretyczka Weronika Szczawińska pochyli się nad cyklem prac „Koleżanki i koledzy” Pawła Bownika w dialogu z artystą, teoretyk kultury i filozof Kuba Mikurda porozmawia z Nicolas Grospierre’em o jego obiektach fotograficznych, a Joanna Kinowska, kuratorka i historyczka fotografii, porozmawia z Rafałem Milachem i Anną Nałęcką o ich wspólnej pracy nad medium książki fotograficznej.
Rzecz jasna, nie chodzi wyłącznie o wymyślenie „nowej” formuły sympozjum – jej celem nie jest efektowność. Raczej wynika ona bezpośrednio ze sposobów formułowania wypowiedzi przez zaproszonych artystów; ma za zadanie w tym samym stopniu wydobyć zapoznany aspekt naszej relacji wobec obrazów, co wskazać na tryby produkcji artystycznej, które wyraźnie podkreślają materialny aspekt obrazu fotograficznego i wychodzą poza oparte na refleksie sprzężenie oka z migawką aparatu. „Myślenie obrazem” zaproszonych artystów polega między innymi na tym, że rozciągają oni „decydujący moment” na cały proces pracy nad obrazem, dzięki czemu są w stanie nadać swoim pracom odpowiednią „gęstość” – taką gęstość, którą niełatwo przełożyć na język dyskursu.
Wyniki sympozjum zostaną zaprezentowane w formie strony internetowej. W ten sposób nagrania spotkań zostaną udostępnione szerszej, w tym międzynarodowej, publiczności. Zgromadzonym materiałom będzie towarzyszyło kilka esejów, poddających refleksji założenia i efekty sympozjum. Na stronie będzie można również obejrzeć „traktat o geście.”

sobota, 19 października 2013

mała sonata podróżnicza

Reiner Kunze

mała sonata podróżnicza

Allegro vivace
Jak kogut przez dziurę w płocie –
skulony, dziób tuż 
nad ziemia, skrzydła
zwinięte – 
przepełzłem pod szlabanem

Miałem ze sobą tylko
niedosyt świata

Za jednym zamachem skrzydeł – Czechy Morawy Słowacja,
za drugim Węgry, wreszcie
otrząsnąłem się,
przeciągnąłem i 
zapiałem

A że słońce nie wstawało,
skubnąłem
ziarnko

Nawet w Rumunii kukurydza nie leci
sama do dzioba

Adagio
Braszów, przykuty
do stóp Karpat i
moich, dalej
nie wolno

Nie, nie mam w Bukareszcie brata, tylko
braci

Ale Brâncuşi się nie liczy

A gdzieś wysoko słońce Rumuni, twardy
dolar, nie do kupienia za
życzliwość

Scherzo
Nad Bukaresztem siedmiodniowy deszcz

Ale przyjaciele
toczyli ulicami biały kawał sera – 
świecące słońce, brody
trzymali jak parasole

Wszystkie pociągi kończyły bieg w Pradze

(Zamiast tria)
Z czubka noża próbowaliśmy 
owczy ser i
wiersze

Ser, moi drodzy, był
ostrzejszy

Allegro ostinato
Sfatygowany jak
jednolejowy
banknot wygniatany
w ciemnych kieszeniach Rumunii, rozmieniany
w deszczu, wyświechtany
wśród truskawek jak pięść, róż, czosnku i kur
żywcem wiązanych w pęczki, wręczany
w bukareszteńskich trolejbusach (gdzie się wsiada
w biegu jak na konie
stepowe), obmacany
palcami poetów, kelnerów i
milicji, trzymany 
w braterskich dłoniach, jeszcze
ciepły

          zbudziłem się zwrócony
ojczyźnie, sprawdzony
pod światło, obrócony
trzy razy, ale

nierozpoznany i noszący
tajemne odciski palców
nowych przyjaciół

[wiersz w przekładzie Jakuba Ekiera z tomu: Reiner Kuzne Remont poranka, Biuro Literackie, Wrocław 2008, str. 32-34]

Ale jazda! Przeczytałem go sobie wczoraj do poduszki i zrobię to także dzisiaj!

piątek, 18 października 2013

SZYBKA PODRÓŻ PRZEZ NOC i WADY WRODZONE

Reiner Kunze

szybka podróż przez noc

W tym świecie nie sposób na dobre
zniszczyć nienawiść

Byle nas na koniec nie zdjął żal
za nieziszczoną miłość

[wiersz w przekładzie Jakuba Ekiera z tomu: Reiner Kuzne Remont poranka, Biuro Literackie, Wrocław 2008, str. 120]

Tak sobie pomyślałem, że ten tekst to dobry rodzaj komentarza do wczorajszego posta Podróż X-Panem do kresu nocy. Zresztą dwa inne wiersze Kunzego (przydrożny hotelik, transmisja telewizyjna i Amsterdam, festyn na cześć królowej), które wklejałem na hiperrealizm też się świetnie nadają.
Przy okazji muszę zaznaczyć, że tytułowe nawiązanie do książki autorstwa Louisa-Ferdinanda Céine'a wynika z mojej awersji (to eufemizm) do tego prozaika, publicysty i faszysty zarazem.
No więc, może teraz jeszcze wiersz napisany przez Krzysztofa Jaworskiego (z tomu Dusze monet), który za uprzejmą zgodą autora umieściłem jako motto eseju Piękne czasy, opublikowanego w tomie Tożsamość wyobrażona pod redakcją Joanny Tokarskiej-Bakir (Czarna Owca, Warszawa 2013).

Krzysztof Jaworski

Wady wrodzone

Nie lubisz ślepych kotów.
A lubisz ślepe konie?

czwartek, 17 października 2013

Podróż X-Panem do kresu nocy


 [Pabianice 08:09]
 [Pabianice 08:24]
[Pabianice 08:56]
 [Pabianice 09:14]
 [Aleksandrów Łódzki 10:45]
  [Łódź-Limanka 13:11]
 [Łódź-Limanka 13:19]
 [Łódź-Limanka 14:00]
 [Łódź-Limanka 14:44]
[Łódź-Limanka 14:57]

Podróż trochę monotematyczna, ale to monotematyzm właściwy dla Łodzi z przyległościami... 
Oczywiście to nie są wszystkie strzały. Było ich ze dwa razy więcej. Co najmniej.
Ok. 16 zaczęło kropić, zrobiło się ciemno/ponuro i postanowiłem ruszyć w drogę powrotną.

środa, 16 października 2013

“SHE DANCES ON JACKSON”

Oglądam sobie właśnie na Vimeo album Vanessy Winship. Kwestia zakupu książki przedstawia się jednak problematycznie, bo pozycja jest już sold out, a na Amazonie trzeba wydać na nią prawie 100 $ (może innym razem...). 
Technika jeszcze analogowa, monochrom, wielkoformatowa kamera i rodzaj narracji, który w sumie dość dobrze znamy... Ale tu się jednak wszystko świetnie sprawdza (tak jak się patrzy na kolejne przewracane kartki - naprawdę nieźle ułożona historia), chociaż mam też wrażenie, że autorka nie zagląda do końca dociekliwie pod podszewkę rejestrowanych sytuacji. 
Oczywiście nie musi tego robić (choć ja osobiście wolałbym żeby zaglądała...), niemniej jednak kapitalne kadry, które chce się oglądać! 
No i oglądam...

 

wtorek, 15 października 2013

poniedziałek, 14 października 2013

Polska, Giszowiec, 14.10.2013


 [Katowice-Giszowiec, 2013-10-04  09:19]

 [Katowice-Giszowiec, 2013-10-04  09:50]

[Katowice-Giszowiec, 2013-10-04  19:28]

Jak właśnie sobie policzyłem, mam już sfotografowanych 10 "murali pamiątkowych". A ten widoczy powyżej, spróbuję powtórzyć przy pokrywie śnieżnej (jeżeli doczeka...), co powino dobrze zrobić zdjęciu.
Dzisiejszy wyjazd do Giszowca nie był do końca owocny, ponieważ od mojego ostatniego pobytu w tej dzielnicy Katowic (29 VIII), spora część malowideł przy ulicy Wojciecha została zapaćkana przez fanów konkurencyjnego klubu. Szkoda, bo nie mogłem wcześniej tu przyjechać, a graffiti zjawiskowe...

sobota, 12 października 2013

W STRONĘ CIEMNOŚCI

Tego dnia w Treblince było istne Piekło Dantego (...). Kiedy wjechałem do obozu i wysiadłem z samochodu na placu (Sortierungplatz), stałem po kolana w pieniądzach. Brodziłem w banknotach, monetach, kamieniach szlachetnych, biżuterii, odzieży. Leżały rozrzucone po całym placu. Fetor był nie do zniesienia. Wszędzie leżały setki, nie, tysiące rozkładających się ciał. Za placem, w lesie, kilkaset metrów dalej, po drugiej stronie płotu z drutu kolczastego i wokół obozu, pośród namiotów i ognisk zobaczyłem grupy Ukraińców i kobiet - były to jak się później dowiedziałem, prostytutki z całej okolicy - wszyscy pijani, tańczyli, śpiewali i grali na instrumentach... 

Przypomniał mi się dzisiaj ten fragment książki Gitty Sereny W stronę ciemności. Rozmowy z komendantem Treblinki (str. 135), który jest wypowiedzią głównego "bohatera" tej publikacji, czyli SS-Hauptsturmführera Franza Stangla. Przypomniał mi się dzisiaj rano, gdy w krakowskiej dzielnicy Prądnik Czerwony, fotografowałem graffiti o treści HITLER WRÓĆ ŻYDÓW TRUĆ. Napis na bloku przy ul. Strzelców wprawdzie dość szybko zamalowano, ale litery były doskonale widoczne.
A potem na pobliskim chodniku sfotografowałem swastykę (niezamalowaną), której towarzyszyło hasło JE... ŻYDA. Najwyraźniej trudno było tutaj ustalić, kto ma ten napis usunąć... A nikomu z mieszkańców nie przyszło do głowy, że można to zrobić np. na własną rękę.
I ciągle miałem w pamięci tę wypowiedź Franza Stangla, gdy mniej więcej godzinę później w dzielnicy Płaszów, na skrzyżowaniu ulic Płaszowskiej i Saskiej, natknąłem się na przypłowiałe grffiti MATKI PEJSÓW SA KU... JE... ŻYDÓW MACZETAMI. Napis ten sfotografowałem wiosną tego roku i byłem święcie przekonany, że hasło o takie treści błyskawicznie zostanie zamalowane... Jak widać myliłem się (a napis ten, który umieszczono na parterowym budynku handlowym, nie jest jakoś ukryty...).
Chwilę wcześniej sfotografowałem pokaźnych rozmiarów mural na garażu przy ulicy Płaszowskiej, gdzie sylwetce orła z godła państwowego towarzyszył emblemat Wisły Kraków oraz kotwica Polski Walczącej. Zupełnie nieźle zostało to namalowane, jednak na ścianie garażu obok widniała przekreślona gwiazda Dawida i litery AJ - skrót od ANTY JUDE...

piątek, 11 października 2013

Sławoj Dubiel "Historia naturalna"

O razu muszę zastrzec, że nie widziałem tej wystawy w postaci analogowej. Czego żałuję, ale termin pokazu na Opolskim Festiwalu Fotografii w zeszłym roku pokrywał się ściśle z moimi zajęciami... Poprosiłem więc kiedyś autora, żeby wklejał na swojego bloga te zdjęcia i w ten sposób skopiowałem 12 fotografii. 
Zapis pod nazwą "Historia naturalna" dotyczy Łambinowic na Opolszczyźnie, gdzie mieścił się przed II wojną światową poligon niemiecki, a także obozy jenieckie z czasów wojny prusko-francuskiej (1870-71) i dwóch późniejszych (Dulag B Lamsdorf, Stalag VIII B Lamsdorf, Stalag VIII F i Stalag 344 Lamsdorf). W lipcu 1945 roku utworzono też w pobliżu Łambinowic polski... obóz koncentracyjny, gdzie przetrzymywano głównie Ślązaków i Niemców. Placówka nie działała zbyt długo (do października 1946), ale w wyniku złych warunków sanitarnych, tortur ze strony strażników oraz zwykłych zabójstw, życie straciło około półtora tysiąca więźniów (z ogólnej liczby ok. 5000 internowanych). 
Sławoj Dubiel sfotografował ten mocno naznaczony teren rok temu i - jak mi mówił - ma zamiar kontynuować swój zapis także tej jesieni, gdy opadną liście. Bardzo się z tego cieszę, bo dotychczasowe efekty jego pracy są interesujące i jak myślę - idealnie trafione. I mimo, że używa on jak zwykle materiałów b&w to zapis ten jest jak najbardziej transparentny. Dlaczego? Dubiel nie idzie w kierunku estetyzowania całej sytuacji, nie nostalgizuje historii tego miejsca, więc nie jest to rejestracja w typie "Szarych Łambinowic" czy - może tak właśnie  by się to nazywało - "Szarego Stalagu"...
Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy.

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Klucznik, teren poligonu i Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Klucznik, teren poligonu i Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Teren po Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Teren po Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012 

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Teren po Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012 

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Teren poligonu i Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012 

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Teren poligonu i Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012 

czwartek, 10 października 2013

Cytat na dziś (2)

Wczorajsza lektura w IR "Jan Matejko", którym przyjechałem do Warszawy. Podczas podróży powtórnie przeczytałem pierwszy rozdział Obrazów mimo wszystko Georgesa Didi-Hubermana i ten fragment wydał mi się bardzo ważny:

Mówić o Auschwitz w kategoriach niewypowiedzianego nie oznacza wcale zbliżyć się do Auschwitz - wręcz przeciwnie, oznacza to oddalić Auschwitz do sfery, którą Giorgio Agamben określił jako mistyczną adorację, lub wręcz nieświadomą powtórką nazistowskiego arcanum
Z obrazem natomiast należy uczynić to, co już czynimy - zapewne z większą łatwością (Foucault nam w tym pomógł) - z językiem; uczynić to z cała teoretyczną dokładnością. Ponieważ wszystkie świadectwa w każdym akcie pamięci - zarówno w języku, jak i w obrazie - są ze sobą całkowicie solidarne, nie przestają wymieniać się nawzajem swoimi brakami: obraz często pojawia się tam, gdzie zdaje się zawodzić słowo, a słowo często pojawia się tam, gdzie zdaje się zawodzić wyobraźnia. "Prawda" o Auschwitz, jeżeli to wyrażenie ma jakikolwiek sens, jest tak samo niewyobrażalna, co niewypowiedziana. Skoro horror obozów sprzeciwia się wyobraźni, jakże więc niezbędny jest nam każdy obraz wyrwany takiemu doświadczeniu! Skoro zaś potworność obozów funkcjonuje jako przedsięwzięcie mające doprowadzić do zniknięcia wszystkiego, jakże niezbędne jest nam każde zjawisko - jakkolwiek by było fragmentaryczne, trudne do oglądania i zinterpretowania - w którym zostanie nam wizualnie zasugerowany choćby jeden trybik napędzający tę machinę!

[Georges Didi-Huberman Obrazy mimo wszystko, Universitas, Kraków 2008, str. 33-34]

środa, 9 października 2013

12 000 domów Macieja Rawluka

Tyle ma ich być podobno w Łodzi wg. Macieja Rawluka, który - jak pisze to na swoim blogu - postanowił je wszystkie sfotografować. No więc, SZACUN z w/w powodu! Narszcie ktoś zabrał się za niknącą w oczach Łódź i systematycznie zaczął robić dokumentację tego miasta. I aż trudno uwierzyć, że dopiero teraz... Owszem, może ktoś powiedzieć, że Łódź już wcześniej sfotografowano. Bo faktycznie fotografowano to miasto, ale efekty tej działalności pozostawiają niestety sporo do życzenia. Sam ma dwa takie albumy. Pierwszy to - Łódź. Zdjęcia z początku wieku Artura Urbańskiego, wydany po raz pierwszy w roku 2003, a teraz wznowiony. Drugi - Za bramami Ziemi Obiecanej Tomasza M. Sobieraja, także z tego roku. No i nie są to wydawnictwa zbyt udane (rzecz ujmując nadzwyczaj eufemistycznie...). Tym bardziej cieszy pomysł Macieja Rawluka, zwłaszcza, że to co do tej pory umieścił na swoim blogu, pozwala pomyślnie rokować temu projektowi (no, może z wyłączeniem "składanek", których nie kupuję...). Poniżej wklejam dziesięć fotografii wykonanych w ciągu ulicy Wólczańskiej. Jest co oglądać!


Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 58
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 90
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 97
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 121/123
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 124
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 141
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 149
 Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 219
 Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 228
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 260

wtorek, 8 października 2013

„Figury Niemożliwe” na La Biennale di Venezia 2014

Print sreen ze strony Zachęty:


No i cieszę się bardzo i SKŁADAM GRATULACJE całemu zespołowi Instytutowi Architektury, ale na pierwszym miejscu Marcie Karpińskiej, mojej żonie !!! :)))

poniedziałek, 7 października 2013

Brecht zaskakujący i elegijny

Bertot Brecht

[Jadąc wygodnym samochodem]

Jadąc wygodnym samochodem
Po wiejskiej drodze
Z nadejściem nocy zobaczyliśmy zgiętego w ukłonie
Oberwańca, który machał, żeby go zabrać.
Mieliśmy dach nad głową i mieliśmy miejsce i pojechaliśmy dalej
I usłyszeliśmy jak mówię niechętnym głosem: nie
Nie możemy zabrać nikogo. 
Przebyliśmy kawał drogi, może tyle co cały dzień piechotą
Kiedy nagle przeraził mnie ten mój głos
To moje zachowanie i ten
Cały świat.

[Nauczycielu nie mów zbyt często]

Nauczycielu nie mów zbyt często, że masz rację!
Niech uczeń sam to pojmie!

Nie naciągaj prawdy:
Ona tego nie przetrzyma.

Słuchaj jak mówisz!

[Kiedy w białej sali Charité]

Kiedy w białej sali Charité
Zbudziłem się nad ranem
I usłyszałem kosa, wiedziałem
Lepiej. Już od dłuższego czasu
Nie bałem się śmierci: niby co
Ma mi być, jeśli nie będzie
Mnie? Od tej chwili
Potrafiłem się cieszyć
każdą piosenką kosa, również tą po mnie.

[wiersze w przekładzie Piotra Sommera z tomu: Cały ten Brecht, Biuro Literackie, Wrocław 2012, str. 148, 157 i 163]

niedziela, 6 października 2013

Cytat na dziś

z książki Georgesa Didi-Hubermana Obrazy mimo wszystko (najpierw chciałem napisać "ważny cytat książki Georgesa Didi-Hubermana", ale brzmiałoby to jak zajawka z nacjonalistycznego portalu wSczujni.pl braci Karnowskich, więc dałem sobie spokój...), którą czytam od soboty. Choć rzecz traktuje o Zagładzie i o sposobach traktowania wizualnych dokumentów, to poruszana w esejach Didi-Hubermana kwestia rzekomej "niewyrażalności" Shoah, odnosić sie może niekoniecznie tylko do wymordowania Żydów przez nazistów w ramach Endlösung der Judenfrage... Ciekawe są kulturowe (i psychologiczne) mechanizmy, które w tej kategorii starają się zamknąć róże bestialstwa, jakich jesteśmy świadkami (i które czasem rejestrujemy np. przy użyciu fotografii).

Dyskurs niewyrażalnego podlega dwóm różnym i ściśle symetrycznym porządkom. Jeden wypływa z estetyzmu, który dąży do zaprzeczenia historii w jej konkretnych przypadkach. Drugi wypływa z historycyzmu, który dąży do zaprzeczenia obrazowi w jego specyficznych cechach formalnych. Przykładów nie brakuje. Wiadomo, że niektóre ważne dzieła sztuki wywoływały niewłaściwie, generalizujące opinie komentatorów na temat "niewidzialności" ludobójstwa. Tym samym wybory formalne w Shoah, filmie Claude'a Lanzmanna, posłużyły za alibi całemu dyskursowi - tak moralnemu, jak estetycznemu - o nieprzedstawialnym, niewidzialnym, niewyobrażalnym... Te wybory formalne były jednak specyficzne, a więc relatywne - nie ustanowiły żadnej reguły. Ponieważ film Shoah nie wykorzystuje żadnego "dokumentu z epoki", nie pozwala na wydanie jakiegokolwiek niepodważalnego sądu na temat ogółu archiwów fotograficznych. Zaś to, co proponuje w zamian, niezaprzeczalnie buduje (w ciągu około dziesięciu godzin) wstrząsający wątek obrazów wizualnych i akustycznych, twarzy, słów i sfilmowanych miejsc, wszystko to skomponowane zgodnie z wymogami formalnymi i przy największym zaangażowaniu w kwestię przedstawialnego.

[Georges Didi-Huberman Obrazy mimo wszystko, Universitas, Kraków 2008, str. 35-26]

sobota, 5 października 2013

Wild Gift

Coś nie przechodzi mi przeziębienie... I ciągle kaszlę, i łeb mnie nap... Nie pomagają brane przez tydzień leki, nie pomaga Jack Daniel's (wczoraj - bez lodu), ani Weihestephaner (dzisiaj - ciepły). Co robić? Leżę z netbookiem na kolanach i słuchawkami na uszach. Na pierwszy ogień poszedł Jan Dismas Zelenka i jego kapitalne Requiem dla Augusta Sasa II. Przy słuchanych w następnej kolejności sonatach triowych jednak wysiadłem i przerzuciłem się na X.
Chyba jakoś 30 lat temu (ale wydaje mi się, że raczej na wiosnę) w audycji Piotra Kosińskiego Cały ten rock usłyszałem ostre gitarowe riffy i śpiewających równolegle wokalistkę i wokalistę (Exene Cervenka i Billy Zoom), więc instynktownie wcisnąłem guzik nagrywania w Grundigu (kaseta na całe szczęście była na miejscu) i w ten sposób zapisałem materiał z dwóch pierwszych płyt tej amerykańskiej kapeli punkowej. No więc słucham sobie teraz kolejno i na zmianę Los Angeles i Wild Gift (za produkcję obu longplayów odpowiadał - jak mi się zdaje - zmarły niedawno Ray Manzarek), a muzyka wchodzi mi do głowy idealnie.


To mój ulubiony kawałek (jeden z wielu ulubionych...), który wycięty został z dokumentu The Decline of Western Civilization o punkowej scenie w Los Angeles (tak w ogóle, to warto oglądnąć ten materiał, szczególnie, że postawy buntu czy sprzeciwu w kulturze masowej, a także tej o tzw. ambicjach "wysokich", to zjawiska niezmiernie teraz rzadkie...).