piątek, 4 maja 2018

Unisław Śląski

[Unisław Śląski, 04.05.2018]

Dzisiaj rano, dokładnie o 05:46 (przynajmniej ten kadr, fotografowanie rozpocząłem 10 minut wcześniej). Tutejszy kościół ewangelicki wybudowano w roku 1742, w wieku XIX obiekt przebudowano i dostawiono dzwonnicę. Po 1945 roku świątynia popadła w ruinę (to bardzo wygodnie brzmiący eufemizm...) jak wiele protestanckich kościołów na terenie Dolnego Śląska. Po lewej stronie budynku na łagodnym zboczu (tam gdzie drzewa) znajduje się zdewastowany i zarośnięty cmentarz.

czwartek, 3 maja 2018

(Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?)


Konstandinos Kawafis

Czekając na barbarzyńców (przekład Ireneusza Kani)

– Na co czekamy, zebrani na rynku?

       Na barbarzyńców, mają przybyć dzisiaj.

– Skąd dziś w Senacie taka bezczynność?
Czemuż Senatorowie siedzą, praw nie stanowią?
   
       Bo dziś mają przyjść barbarzyńcy.
       Na cóż teraz komu prawa Senatorów?
       Gdy przyjdą barbarzyńcy, ustanowią prawa.

– Czemu nasz cesarz wstał z łoża tak wcześnie
i zasiadł w największej bramie miasta
na tronie, dostojny, z koroną na głowie?

       Bo dziś mają przyjść barbarzyńcy,
       A cesarz czeka, by powitać
       ich wodza. Przygotował nawet
       dla niego pergamin, w którym wypisał
       liczne tytuły i nazwy godności.

– Czemu dwaj konsulowie i pretorzy wyszli dziś
w swoich czerwonych haftowanych togach;
czemu bransolety włożyli ciężkie od ametystów
i pierścienie z przezroczystymi szmaragdami;
czemuż wspierają się na drogocennych laskach
wykwintnie inkrustowanych srebrem i złotem?
      
       Bo dziś mają przyjść barbarzyńcy,
       A takie rzeczy olśniewają barbarzyńców.

– Czemu, inaczej niż zwykle, nie zjawiają się retorzy,
by swe wywody prezentować, wypowiadać kwestie?

       Bo dziś mają przyjść barbarzyńcy,
       a ich mowne popisy i oracje nudzą

– Ale skąd raptem ten niepokój, skąd
zakłopotanie. (Nagle spoważniały twarze).
Dlaczego szybko pustoszeją ulice i place,
a wszyscy, zamyśleni, wracają do domów?

       Bo już noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
       Parę zaś osób, przybyłych znad granic,
       mówi, że nie ma już tam barbarzyńców.

– Cóż teraz poczniemy bez barbarzyńców?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.



Czekając na barbarzyńców (przekład Zygmunta Kubiaka)

Na cóż czekamy, zebrani na rynku?

       Dziś mają tu przyjść barbarzyńcy.

Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą – czemuż praw nie uchwalą?

       Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
       Na cóż by się zdały prawa senatorów?
       Barbarzyńcy, gdy przyjdą, ustanowią prawa.

Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł – w największej z bram naszego miasta –
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie?

       Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
       Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
       ich naczelnika. Nawet przygotował
       obszerne pismo, które chce mu wręczyć –
       a wypisał w nim wiele godności i tytułów.

Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem?

      Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
      a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają.

Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli?

      Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
      a ich nudzą deklamacje i przemowy.

Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni.

      Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
      Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,
      mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców.

Bez barbarzyńców – cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.

wtorek, 1 maja 2018

(Może światło okaże się nową tyranią)

Konstandinos Kawafis

Okna

W ciemnych pokojach, w których moje dni mozolne 
przeżywam, ciągle chodzę od ściany do ściany,
próbując znaleźć okna. To będzie pociecha, 
kiedy choć jedno okno wreszcie się otworzy. 
Lecz żadnych okien nie ma albo ich nie umiem
otworzyć. I może lepiej, ze ich nie znajduję.
Może światło okaże się nową tyranią.
Któż to wie, jakie rzeczy nieznane odsłoni.

[Zabrałem na majówkę dwie książki, Męskie fantazje Theweleita i Wiersze zebrane Kawafisa, z których najpierw wybrałem do lektury tą drugą pozycję. I czytając tom na chybił trafił, znalazłem (wcale nie chybiwszy) powyższy wiersz, idealnie wręcz pasujący do cyklu, nad jakim teraz pracuję. Przekład Zygmunta Kubiaka (s. 68 w wierszach zebranych, PIW, 1981) wydaje się brzmieć nieco staroświecko i chyba dobrze (dla projektu), że właśnie tak może być odbierany.]

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

niedziela, 29 kwietnia 2018

Mrowiny

[ul. Szkolna, 26.04.2018]

Na portalu www.dolny-slask.org.pl znalazłem następujący opis historii obiektu, widocznego na zdjęciu lekko w prawą stronę od środka kadru: 

W 1742 r. właściciel Mrowin i kilku sąsiednich majątków Samuel Alfred von Winterfeld, który dosłużył się w pruskiej kawalerii stopnia podpułkownika, wystąpił o zgodę na wybudowanie w swoich majętnościach domu modlitwy (Bethausu) dla mieszkańców wyznania ewangelickiego.Pozwolenie otrzymał bardzo szybko, na dodatek nie skrępowane tak licznymi zastrzeżeniami, jak w przypadku innych okolicznych świątyń ewangelickich.Wkrótce rozpoczęto budowę domu modlitw, którą ukończono po niespełna 10 miesiącach.Uroczyste poświęcenie Bethausu odbyło się 18.08.1743 r. Koszt budowy w 2/3 pokryli właściciele mrowińskich dóbr rycerskich, którzy stali się patronami kościoła i parafii. Budynek został zbudowany z cegły i kamienia łamanego w stylu surowego baroku. W 1744 r. dobudowano do niego 25 m wieżę zwieńczoną hełmem i z zegarem. W październiku 1746 r. zawieszono na niej 3 dzwony. W tych elementach (wieża i dzwony) mrowiński Bethaus różnił się od innych okolicznych świątyń ewangelickich, które zgodnie z zarządzeniem władz pruskich do końca lat50-tych XVIII w. nie miały wież i dzwonów. Łaskawość władz pruskich wobec świątyni mrowińskiej można tłumaczyć chwalebną militarną przeszłością von Winterfelda. W 1751 r. gmina ewangelicka i Zofia Elżbieta von Nostitz ufundowali wspólnie organy. W 1817 r. gmina sfinansowała remont wieży. Po I wojnie światowej odrestaurowano wnętrze kościoła. W 1921 r. Marie von Kramsta ufundowała tablicę z wykazem 109 poległych w trakcie I wojny światowej mieszkańców parafii. W 1924 r. gmina wyznaniowa i właściciele dóbr mrowińskich złożyli się na zakup nowych dzwonów („stare podarowane zostały ok. 1917 r.walczącej ojczyźnie”) oraz organów. W czasie II wojny światowej kościół nie poniósł żadnego uszczerbku. Jednak po wysiedleniu ludności niemieckiej nie został zagospodarowany i w bardzo szybkim czasie jego wyposażenie zostało rozszabrowane, a budowla popadła w całkowitą ruinę. W latach 1964-66 rozebrano kościół, po którym pozostała jedynie trzykondygnacyjna (górna kondygnacja ze ściętymi narożami), murowana, tynkowana z tynkowanym detalem (gzymsy,obramienia okienne, podziały ramowe elewacji) wieża na planie kwadratu. Z każdej strony wieży dawnego kościoła ewangelickiego znajdują się dwa otwory okienne o pełnołukowych zamknięciach (po jednym na każdej z górnych kondygnacji), a górną kondygnację przykrywa dwuspadowy dach o małym kącie nachylenia połaci.

sobota, 28 kwietnia 2018

Apocalypse Now

TO AUTO STWORZONO Z MYŚLĄ
O PRZETRWANIU APOKALIPSY

ucieczka przed trudnymi warunkami
jest tu tylko jednym z rozwiązań
w środku czeka nas idealny zestaw
do przetrwania szerokokątny telewizor
paystation 4 ekspres nespresso mała
lodówka sejf apple tv zdalnie sterowane
stoły to jedynie część urządzeń które 
nie pozwolą nam się nudzić podczas 
szalonych warunków na zewnątrz

czwartek, 26 kwietnia 2018

OGLONDAJO


Oglondajo i fotografujo.


Która to już prezentacja projektu Niewinne oko nie istnieje? Tym razem 8 specjalnie na tę wystawę (Ojczyzna w sztuce) wyprodukowanych powiększeń. Powróćmy więc do pytania - która? Według moich obliczeń zbliżamy się do liczby 40...

środa, 25 kwietnia 2018

MATCZYZNA W SZTUCE

albo również rodzaju żeńskiego Ojczyzna w sztuce, nowa wystawa w MOCAKU-u, która się otworzy w czwartek 26 kwietnia 2018 o godz. 18:00, gdzie będzie można zobaczyć prace następujących artystek/artystów: Nikita Alexeev, Heba Y. Amin, Alpin Arda Bağcık, Maja Bajevic, Kuba Bąkowski, Krzysztof M. Bednarski, Michał Budny, Rafał Bujnowski, David Černý, Oskar Dawicki, Gunter Demnig, Monika Drożyńska, Edward Dwurnik, Mounir Fatmi, Simon Fujiwara, Władysław Hasior, Mona Hatoum, Dietrich Helms, Aleksander Janicki, Paweł Kowalewski, Jarosław Kozłowski, Jimm Lasser, Andrei Liankevich, Robert Longo, Łódź Kaliska, Marcin Maciejowski, Małgorzata Markiewicz, Jan Matejko, Grégory Michenaud, Jarosław Modzelewski, Bartosz Mucha, Damir Muratov, Deimantas Narkevičius, Csaba Nemes, Szabina Ősz-Varga, Tim Parchikov, Włodzimierz Pawlak, Pavel Pepperstein, Przemysław Pokrycki, Wang Qingsong, Sara Rahbar, Józef Robakowski, Zofia Rydet, John Salvest, Jadwiga Sawicka, Alberto Schommer, Andres Serrano, Nikita Shalenny, Katharina Sieverding, Łukasz Skąpski, Klaus Staeck, Beat Streuli, Paweł Susid, Melissa Vandenberg, Gal Weinstein, Wojciech Wilczyk, Krzysztof Wodiczko, Piotr Wysocki, Włodzimierz Jan Zakrzewski, Jerzy Jurry Zieliński; a więc także i moje (jak widać) - 9 zdjęć z cyklu Święta Wojna i 8 specjalnie na te okazję wybranych fotografii z serii Niewinne oko nie istnieje.

[Wystawę w MOCAK-u reklamuje obraz Marka Sobczyka Polacy formują flagę narodową  1997, olej, ołówek / płótno, 54 × 38 cm, Kolekcja Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki, Warszawa.]

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Duński Instytut Kultury w Warszawie ZAPRASZA!

Na spotkanie autorskie z Grzegorzem Wróblewskim w piątek 27 kwietnia 2018 roku o godz. 18:00, jakie odbędzie się w lokalu przy ul. Pięknej 31/37, poświęcone co dopiero wydanej książce Miejsca styku (Wydawnictwo Convivo), które będę miał przyjemność  poprowadzić (napisałem też rodzaj posłowia do najnowszej publikacji Grzegorza).

niedziela, 22 kwietnia 2018

Jak mogłem wcześniej na nich nie trafić?

Lepiej jednak późno niż wcale.


Taraf de Haidouks

Zamówione płyty już w drodze.
3sat to fajna stacja, kiedyś zrobili o mnie program...

czwartek, 19 kwietnia 2018

Widok z Zamenhofa 13 w kierunku północno-zachodnim - 22 marca 2012


Na pierwszym planie ulica Miła. Za drzewami, po schodkach, tzw. kopiec Anielewicza, usypany z pozostałości Miłej 18 na zwłokach około stu osób, w tym komendanta głównego oraz członkiń i członków Żydowskiej Organizacji Bojowej. Grupa Mordechaja Anielewicza popełniła samobójstwo po tygodniu oczekiwania na pomoc AK (plany kanałów, kryjówki po "aryjskiej stronie"), otoczona przez Niemców w dniu 8 maja 1943 roku.  Na dalszym planie, przy prawej krawędzi obrazu, surowa cegła budowy w miejscu dawnej bocznicy kolejowej na Umschlagplaztu. Między budowa a blokiem z żółtą okładziną szczytów i zielonymi balkonami fragment budynku przy Stawki 5/7 (szara fasada), gdzie stacjonowała komenda SS nadzorująca wywózkę Żydów z Warszawy na śmierć. W prześwicie między blokami z żółta okładziną szczytów zabudowania parzystej strony Umschlagplatzu (Stawki 4/10), w których latem 1942 roku skoszarowano połączone żydowskie szpitale, dla dorosłych i dla dzieci. Na horyzoncie wieżowiec Babka Tower nieopodal północnego krańca dawnego getta oraz kopuła kościoła rzymskokatolickiego pod wezwaniem św. Karola Boromeusza na Starych Powązkach, przy zachodniej granicy dawnej dzielnicy zamkniętej.

[Z katalogu wystawy JANICKA&WILCZYK, INNE MIASTO /OTHER CITY, Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2013, s. 86-87]

środa, 18 kwietnia 2018

(tak blisko, na wyciągnięcie ręki)

Joachim Sartorius

Wenecja

Laguna obstaje przy swej granicy.
Żadnych samochodowych opon, parujących w deszczu.
Chorzy przewożeni niebieskimi łodziami,
na niebieskim świetle.
Zamiast Pounda znaleźliśmy Sonię
na Cimetero San Michele,
młodą kobietę z zaśniedziałego brązu,
spoczywająca na czerwonym porfirze,
kok i sterczące piersi,
niedaleko Strawińskiego i Diagilewa.
Jakaś adoratrice przywiązała baletki
do nóżki wazonu.

Morze sztucznych kwiatów
jak zbyt słodkie słowa:
do podarcia i rozrzucenia
po zaśmieconej lagunie.


Jerzy Kronhold

Byłaś tak blisko, Wenecjo

Byłaś tak blisko, Wenecji,
tak blisko, na wyciągnięcie ręki.
Wystarczyło wskoczyć do łodzi
i godzinę popłynąć.
Morze miało odcień malachitowy,
taki jak święci, zatopieni w modlitwach.
Siedziałem w twoich przedpokojach,
na półwyspie Istria, mocząc nogi.
Czułem jak oddychasz,
jak się przewracasz we śnie.
Recytowałem sonet
p twojej siostrze, bizantyjskiej
księżniczce, w rękach sennej 
wieczności.
Jakże mi żal Wenecjo, jak żal,
że nie przyjąłem zaproszenia
twojej małej emisariuszki,
białoskrzydłej mewy.


[Pierwszy wiersz w przekładzie Ryszarda Krynickiego z książki: Joachim Sartorius Zegar Szronu, Wydawnictwo a5, Kraków 2017, s.  14; drugi z tomu: Jerzy Kronhold Wiersze wybraneWydawnictwo a5, Kraków 2014, s. 114.]

wtorek, 17 kwietnia 2018

PRÓBA GENEALOGII

Aleksander Wat

PRÓBA GENEALOGII
(Szkic do dwóch pierwszych stanz)

Mój przodek Raszi pląsał w Symchas Torah.
Pouczał w mieście Troyes za Filipa Pięknego.
Kiedy Gotfryd z Bouillonu szedł do Świętej Ziemi,
zamknięci w jego wieży astronomicznej
radzili, o czym? do białego świtu,
aż przybiegli uczniowie: „Rabbojonaj, już czas porannej modlitwy.‟
Nazajutrz był dzień trwogi, gdy za Godfrydem - przecież filozof Raszi także w Moguncji 
     tańczył, bo było to w Symchas Torah - ruszyli pauprzy.
Pouczał także w Moguncji i Wormacji. Rozżarci Allemani
spalili jego uczelnie tam, w „noc kryształów‟ roku 1938.
Przecież glossy mego przodka do Ksiąg Starego Testamentu
trwają ciągle, aramejskie, w każdej ich edycji.
Wnuki moje będą poddanym hrabiego Paryża. Tak koło się zamknie,
z przeszło 300-letnim epizodem ojczyzny mojej
nad zimną rzeką Wisłą.
*
Mój pradziad Izrael, maggid z Kozienic, pląsał w Symchas Torah,
cudotwórca i jasnowidz. Radził się go książę Adam, o czym?
Ród był krzepki, Moskal nadał nazwisko Chwatt, stan włościański.
W hucie dziadka, w Truskolaskim, kuto broń dla powstańców,
śród nich zginął waleczny brat jego, Berek (o tym Korzon pisze).
Dziadek dożył lat 87-miu. W Symchas Torah zjadłszy gąske,
wypiwszy reńskiego flaszkę, zmówił modlitwę, odwrócił się do ściany,
wyzionął ducha. Było to w 1870. Ojciec mój najmłodszy
z trzeciej żony z pięknego rodu Loria,
(jej wuj, kanonik - w Symchas Torah? - odprawiał msze w Stephanskirche).
Byłem jej ulubieńcem, śliczna staruszka, towarzyszka jak jabłuszko
pod aksamitnym czepcem wysadzanym perłami. Wywijała pomarańcze dla mnie
z czerwonej chusty z Madrasu. Te dwie czerwienie, pamietam,
kochały się jak kazirodcze rodzeństwo .
.........................................

[Aleksander Wat, Poezje zebrane, Wydawnictwo Znak, Kraków 1992, s. 429-430.]

niedziela, 15 kwietnia 2018