wtorek, 8 marca 2011

HUTA UTHEMANN


Thomas Voßbeck, Dawna Huta Metali Nieżelaznych „Szopienice”, wcześniej huta „Uthemann”, budynek administracyjny

a konkretnie budynek administracji tego zakładu, na zdjęciu autorstwa Thomasa Voßbecka. Dostałem dzisiaj do zrecenzowania dla kwartalnika Herito, album pt. „STRUKTURA I ARCHITEKTURA. Postindustrialne dziedzictwo Górnego Śląska” (STRUKTUR UND ARCHITEKTUR. Das postindustrielle Kulturerbe Oberschlesiens) z jego fotografiami. Przeglądam teraz tą niezwykle interesującą książkę i z zamieszczonego w niej artykułu Joanny Tofilskiej, dowiedziałem się właśnie, że wspomniany obiekt także został zaprojektowany przez Emila i Georga Zillmanów, znanych najbardziej z projektu robotniczych osiedli Giszowiec i Nikiszowiec. Czytam dalej i okazuje się, że monumentalny gmach Elektrociepłowni Szombierki (wcześniejsza nazwa Kraft- un Heizwerk „Oberschlesien”), to także ich dzieło. Nie wiedziałem tego.

Thomas Voßbeck, Elektrociepłownia „Szombierki”, dawniej elektrociepłownia „Oberschlesien”, dawna hala turbin

Thomas Voßbeck wybrał prosty i jednocześnie nowoczesny sposób na fotograficzną prezentację postindustrialnych motywów z Górnego Śląska. A więc kolor, wiosenna, lekko słoneczna aura, klarowne ustawienie kadru i jak najmniej „sztuki”.

Wydawca: Euroreportage, 2010

poniedziałek, 7 marca 2011

What is American Power?


Mitch Epstein, Amos Coal Power Plant, Raymond City, West Wirginia 2004

Mitch Epstein, Poca High Scool and Amos Coal Power Plant West Wirginia 2004

Niedawno Zbędny wrzucił na Facebooka linka do strony What is American Power Mitcha Epsteina. Zrealizowany w latach 2003-2008 projekt o nieco krótszej nazwie American Power, zaistniał w 2009 w postaci albumu, zawierającego 63 kolorowe fotografie oraz teksty komentujące. Wydana przez Steidla książka, nie była jednak jakoś specjalnie dyskutowana, mimo że sam temat tytułowej siły/energii USA wydaje się być ważny, a wspomniane wydawnictwo nie sprowadza się do prezentacji „ładnych zdjęć”. Oglądając fotograficzne projekty powstające w Stanach Zjednoczonych, często mam wrażenie, że większość z nich nie jest wstanie przekroczyć pomysłu na wizualną narrację, jaki znaleźć możemy w pionierskim (pionierskim na początku lat 70. ubiegłego wieku) cyklu Stephena Shore’a „Uncommon Places”. No więc, patrząc na te kolejne i dość liczne klony Shore’a, widać jak powielany w nich sposób obrazowania, prowadzi do powstawania serii obrazów, pozbawionych jakiejkolwiek istotnych treści, a tytułowe Uncommon Places stają się w nich common photographic locations.

Mitch Epstein, Rancho Seco, Nuclear Power Plant, Herald California 2005

Mitch Epstein, Big Bend Coal Power Station, Apollo Beach, Florida 2005

Postępowanie Mitcha Epsteina może się wydać na pierwszy rzut oka, gestem pozbawionym rewolucyjnego charakteru. Starając się konsekwentnie przedstawić wizualne aspekty produkcji i wykorzystywania energii, siłą rzeczy musiał on zaprezentować występowanie (czy raczej wszechobecność) urządzeń oraz instalacji do jej wytwarzania, widocznych we współczesnym amerykańskim krajobrazie. I ta konsekwencja właśnie oraz równie wytrwałe powstrzymywanie się od estetyzujących zabiegów, w znacznej mierze wystarczą i są niewątpliwą siłę tego projektu. A więc „obecność” autora tych zdjęć, wszelkie jego posunięcia, schowane są niejako w „chłodnej” – jak to się zwykle nazywa, czy też „beznamiętnej” – tak się to jeszcze częściej określa, konstrukcji kadru. Wspomnianych działań na pierwszy rzut oka nie widać i o to właśnie tutaj chodzi. Bo taki sposób postępowania umożliwia też bardziej skuteczne „programowanie” w rejestrowanym kadrze poziomów znaczeniowych: o charakterze politycznym, socjalnym czy ekonomicznym – oczywiście, na ile tylko fotograficzny obraz oraz sam motyw na to pozwalają.

Mitch Epstein, Signal Hill, Long Beach, California 2007

Mitch Epstein, Wyodak Coal Mine, Wyoming 2008

Oczywiście zdjęcia Mitcha Epsteina posiadają też wizualną atrakcyjność (całkiem sporą jej dawkę), a wskazywany przez amerykańskich komentatorów Walker Evans i jego cykle, są tutaj jak najbardziej trafnie przywołanym odniesieniem. Wspomniana przyległość nie polega na „estetyzowaniu” pod Evansa, co raczej (i zdecydowanie) na prostym zabiegu odnalezienia „wizualnej atrakcyjności” w samym motywie per analogiam do praktyki autora „American Pictures”. Opisane wyżej działanie nie jest jakimś specjalnie skomplikowanym ruchem/gestem, aczkolwiek samo dojście do niego trwa nieraz latami (a często w ogóle nie zachodzi, vide produkcja krajowa).

Mitch Epstein, Amos Coal Power Plant III, Winfield, West Virginia 2007

 Mitch Epstein, Vogtle Nuclear Power Plant, Waynesboro, Georgia 2006

niedziela, 6 marca 2011

MANIFA 2011



Jonasz z transparentem, który dostał od Kaśki Barańskiej.
Co momentalnie zauważyły prasowe fotopstryki.
Podobno frekwencja była większa, niż w zeszłym roku.
Według gazetowych szacunków 200 osób…
Czyli „porażająca”  liczba, jak na 800 tysięczne miasto.
Co może oznaczać, że raczej nic się tutaj nie zmieni.
Szkoda gadać!

sobota, 5 marca 2011

NOWY PROJEKT JOHNA DAVIESA


John Davies, Metal recycling, Widnes and Fiddler's Ferry Power Station, Warrington 2010 

Dawno nie zaglądałem na stronę Johna Daviesa, dobrych kilka miesięcy. Tymczasem pojawiła się na niej informacja o nowym, rozpoczętym właśnie projekcie angielskiego fotografa, który zatytułowany jest (?) „Metal Recycling”. No i pierwsze zdjęcie, jakie go zapowiada, każe spodziewać się kolejnej świetnej serii. John Davies w mistrzowskiej formie (można by powiedzieć, jak zawsze). Poniżej autorski opis przedsięwzięcia:

This photograph is part of ongoing research by John Davies into the impact of waste disposal, landfill sites and recycling plants in North West England. The image was first published in the Financial Times Weekend Magazine on 8 January 2011 (click here to view the FT feature Britain: what lies ahead?) with additional extended text below:

If you were passing through the magnificent steel arches of the 1950's Runcorn Bridge over the River Mersey towards Liverpool on a freezing afternoon in December the plumes of steam from the Fiddler's Ferry coal-fired power station would dominate the skyline. Over the bridge into Widnes a mountain of scrap metal comes into view. On top of this pile of recycled steel is a St. George's flag. The flag, now a little thread bare, was erected during the summer to show support for England's football team in the 2010 World Cup.

The site of this metal processing company and surrounding areas are planned to be cleared in the next few years to make way for the new Mersey Gateway project. The Chancellor, George Osborne, recently gave the government's commitment to provide funding for the new toll bridge over the River Mersey. Construction for the 6 lane road bridge is due to start in 2012 with the new landmark bridge opening in 2015.

The new bridge will span the railway line which carries six 1000 tonne train loads of coal a day when the power station is at full generating capacity. In the 1980's British coal was exported from Liverpool docks all over the world - now the railway delivers coal from Merseyside docks imported from South America and elsewhere.

The graded piles of steel are destined to be transported to Liverpool docks where they are likely to be exported to China, melted down and reformed into fridges and other consumer products available for sale in British shops. It's now easy to imagine that tubular steel imported from China might be used to build the new Mersey Gateway Bridge.

piątek, 4 marca 2011

Zabrze-Poremba, ul. Piekarska, 21.05.2004



Ulica wygląda na niezamieszkaną, ale to chyba pozory (nie pamiętam już, czy domy sprawiały wrażenie opuszczonych?). Sądząc po układzie cieni jest dość wcześnie rano. Ponieważ planowałem w tamtym czasie zrobienie kolorowego cyklu o górnośląskich miastach, który zresztą  jesienią zacząłem realizować, wybrałem się na mały rekonesans i jak zwykle… trafiłem na Piekarską.
Ten wpis dedykuję Sarze Staroście, która w jednym z widocznych na zdjęciu domów mieszkała i kilka dni temu napisała obszerny komentarz do wcześniejszego posta, także poświęconego tej, niestety nie istniejącej już ulicy starego Śląska.

czwartek, 3 marca 2011

„WAŁBRZYCH POWIDOKI” NARESZCIE!!!


Trochę pod wpływem ostatniej korespondencji z Wojtkiem Sienkiewiczem, wrzuciłem dzisiaj rano do googola hasło wałbrzych powidoki i na drugim miejscu listy odpowiedzi, znalazłem informację następującą informację:

Spotkanie z Andrzejem Ślusarczykiem i promocja jego książki „Wałbrzych – Powidoki”. Zapraszamy do Galerii pod Atlantami o godz. 17.30.

Galeria pod Atlantami mieści się w Wałbrzychu w budynku Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej pod adresem: Rynek 9.

Już się cieszę!
I czekam niecierpliwie na możliwość zobaczenia/nabycia książki.

 Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych Powidoki, 1999

 Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych Powidoki, 1999

 Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych Powidoki, 1999

poniedziałek, 28 lutego 2011

I JESZCZE JEDEN, I JESZCZE RAZ...


Tomasz Mielech, Jelenia Góra, 2000 (ul. Zamenhofa)

No właśnie. Jeszcze jedno ujęcie, bo dom i ta bliźniacza brama przy ulicy Zamenhofa 1/3 są najwyraźniej bardzo fotogeniczne.
Powyższe zdjęcie ściągnąłem ze strony Tomasza Mielecha jakiś czas temu (albo może z jego prezentacji na stronie ZPAF-u? nie pamiętam). Ale najnormalniej je przeoczyłem. I dopiero dzisiaj, kiedy podczas zajęć w Akademii Fotografii w Krakowie, pokazywałem studentom fotografie autorstwa - jak ich nazywam - starych dokumentalistów, zwróciłem uwagę na ten kadr...

niedziela, 27 lutego 2011

Jelenia Góra, ul. Zamenhofa 1/3, jesień 1991




Tak mi się wydaje, że jesień, aczkolwiek nie jestem tego pewny na 100%.

Wpatrując na jedno ze zdjęć Wojciecha Zawadzkiego z jego cyklu „Moja Ameryka”, nagle zdałem sobie sprawę, że przecież… znam ten dom. Te charakterystyczne półkoliste bliźniacze bramy z okulusem i zwisającą nad nimi girlandą, stanowiącą stiukową oprawę okna na pierwszym piętrze, utrwaliły mi w pamięci, zwłaszcza, że prawie 20 lat temu (jak ten czas leci) je sfotografowałem. Pracowałem wtedy dla firmy, wykonującej remonty zabytkowych obiektów i właśnie gdzieś w okolicy, wynajmowała ona mieszkanie na pakamerę dla robotników. Przy okazji wspomnianej pracy, zjeździłem wówczas podjeleniogórskie okolice  i przy tej okazji dość dobrze je poznałem. I kiedy na wystawie „Fotografia ‘98”, organizowanej przez Fundację Tuleja, zobaczyłem zestaw zdjęć z „Mojej Ameryki” właśnie, bardzo się ucieszyłem, że ktoś podjął się fotografowania tamtych, fascynujących swym wyglądem terenów. Chociaż po czasie (i po zobaczeniu serii Zawadzkiego w Galerii B&B w Bielsku-Białej), mój entuzjazm osłabł i bynajmniej nie z powodu nieco innych preferencji wizualnych. Myślę teraz, że projektowi temu wyraźnie zabrakło „terytorialnego” rozmachu.

Wojciech Zawadzki, z cyklu Moja Ameryka (1997-2003), Jelenia Góra (ul. Zamenhofa)

piątek, 25 lutego 2011

„Walenty”


w kwietniu 1993.

Ruda Śląska, koksownia „Walenty”, kwiecień 1993

Ilford Pan F, naświetlany na 50 ASA (jak czytam na stykówce) i wołany w ID-11 w rozcieńczeniu 1:1. Zależało mi wtedy na dobrej jakości obrazu: ostrości i małym ziarnie. Ale zamiast użyć po prostu średnioformatowego Praktisixa ze wspaniały Tessarem, wolałem się męczyć małym obrazkiem… I zmagałem się z nim aż do 1997, kiedy w komisie na ulicy Szpitalnej nabyłem Hasselblada (w międzyczasie Praktisxowi padła migawka i nie było sensu jej naprawiać).
To chyba był początek kwietnia, do Rudy pojechałem w niedzielę o świcie, więc nie było tam pracowników rozbierających koksownicze instalacje, ani złomiarzy, którzy właśnie w święta głównie tam grasowali, ale znowuż nie tak wcześnie rano.
Po wywołaniu filmu i zrobieniu płachty, doszedłem do wniosku, że warto jeździć i fotografować „Walentego”, co czyniłem przez najbliższe 3 lata, aczkolwiek uzyskiwane efekty nie były dla mnie satysfakcjonujące. Zupełnie.

Ruda Śląska, koksownia „Walenty”, kwiecień 1993

środa, 23 lutego 2011

Epitafium dla F90 i koksowni „Walenty”


Ruda Śląska, koksownia „Walenty”, luty 1996

Bardzo lubiłem nim robić zdjęcia. Idealnie leżał w dłoni, dobrze mierzył parametry ekspozycji, precyzyjnie otwierał migawkę. Kupiłem go wiosną 1993 w Berlinie w sklepie fotograficznym Foto Meyer, mieszczącym się na Victoria Luiza Platz. Podczas fotografowania Walentego właśnie, w trakcie mroźnej zimy w 1995, w paru miejscach delikatnie popękała mi obudowa pryzmatu. Poza tym nigdy żadnej awarii. A po kilkunastu latach użytkowania, wnętrze wyglądało niemal jak nowe. Rok temu znalazłem podobny egzemplarz na Allegro z ceną wywoławczą 100 zł… Co za upadek.
Walentego od dawna już nie ma. W lutym 2002 wysadzono w powietrze widoczne na tych zdjęciach „dziesięcionożne” betonowe silosy (młyny węglowe?), czyli w sumie dość późno, bo gdy pierwszy raz ujrzałem je w oknie samochodu, jadąc z Wirka w stronę Rudy jesienią 1992, koksownia była już nieczynna. Zobaczone przez szybę cementowe konstrukcje, przypominały mi jakoś dekoracje do filmu sf o upadku cywilizacji po konflikcie nuklearnym, więc postanowiłem się tam wybrać z aparatem fotograficznym. I zrobiłem to dopiero w kwietniu 1993. Po czym przez kolejne 4 lata jeździłem tam robić zdjęcia, z których byłem kompletnie niezadowolony. Tak samo, jak z wystawy w 1997 w krakowskiej Galerii ZPAF, zatytułowanej „Pejzaż symboliczny”.

Ruda Śląska, koksownia „Walenty”, luty 1996

Ruda Śląska, koksownia „Walenty”, luty 1996

poniedziałek, 21 lutego 2011

Kalwaria Zebrzydowska, Wielki Piątek, 18.03.2003



No i sprawa zniknięcia gwiazd Davida z rogatych nakryć głowy Annasza i Kajfasza się chyba wyjaśniła. Poniżej news agencji PAP sprzed pięciu lat:

PAP | dodane 2006-04-26 (22:30)

Centrum im. Szymona Wiesenthala w liście skierowanym do ministra spraw zagranicznych Stefana Mellera zaprotestowało przeciwko "antysemickiemu wydźwiękowi" Drogi Krzyżowej, która miała miejsce w Wielki Piątek w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Swoje zaniepokojenie wyraził dyrektor Centrum Wiesenthala ds. zagranicznych Shimon Samuels stwierdzając, że Droga Krzyżowa w Kalwarii Zebrzydowskiej była obrzędem o "antysemickim wydźwięku". Samuels uważa, że podczas procesji, w której brały udział osoby ubrane w stroje z epoki, Żydzi zostali przedstawieni w sposób stereotypowy. Uważa, że wydarzenie naruszyło zobowiązania Polski wobec UE i ONZ.

W procesji wielkopiątkowej w Kalwarii Zebrzydowskiej co roku biorą udział dziesiątki tysięcy osób. W tym roku przewodniczył jej arcybiskup Krakowa Stanisław Dziwisz.

MSZ odmówiło komentarza w tej sprawie. Rzecznik resortu Paweł Dobrowolski powiedział, że ministerstwo "zupełnie nie zajmuje się religią".

Również Bernardyni z sanktuarium kalwaryjskiego nie skomentowali stanowiska Centrum Szymona Wiesenthala.

Niemniej jednak wymowa sceny, którą osiem lat temu zarejestrowałem rosyjskim Horizonem 202, jest raczej… jednoznaczna i wcale się nie dziwię reakcji Centrum Wiesenthala. Zresztą odgrywana tutaj sytuacja, jest też mocno na bakier z przekazem, jaki zapisany jest w Ewangeliach.

środa, 16 lutego 2011

Śląsk z szuflady



A więc jedna z szuflad wreszcie się otworzyła! Jadąc wczoraj do Bytomia na promocję albumu Marka Meschnika, przedstawiającego nabytki Kolekcji Sztuki Współczesnej, jaka powstaje w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, zahaczyłem o katowickie GCK i Galerię „Pustą”, w której wnętrzu trwa właśnie wystawa zdjęć autorstwa Krzysztofa Pileckiego pt. „Wilson, Wilhelmina i inne...”.
Krzysztof Pilecki, członek Grupy Fotograficznej KRON (należeli do niej także: Michał Cała, Zbigniew Podsiadło i Piotr Szymon), fotografował w Górny Śląsk w latach 80. O jego zdjęciach z tego terenu, do tej pory właściwie tylko słyszałem, więc bardzo byłem ciekaw jak wyglądają. Wystawa w „Pustej” to zestaw kilkudziesięciu czarno-białych fotografii, wykonanych aparatem małoobrazkowym, na których zobaczyć możemy industrialne instalacje tytułowego szybu „Wilson”, być może Huty „Wilhelmina” (tego nie byłem w stanie rozpoznać, zresztą jak mi się wydaje, zakład o tej nazwie został zlikwidowany w latach 30. ubiegłego wieku) i na pewno rozbiórkę wielkiego pieca w Hucie „Pokój” w Rudzie Śląskiej-Nowy Bytom. Kwestię właściwiej atrybucji widocznych na zdjęciach obiektów, utrudnia brak… jakichkolwiek podpisów (sic!). 
Od strony fotograficznego obrazowania, zdjęcia Pileckiego prezentują pewien rodzaj „samowystarczalności”, tak jak i u Michała Cały, o który pisałem poprzednio, tyle że gdyby przyrównać je do fotografii tego ostatniego, widać tutaj zdecydowaną różnicę, tzn. wyraźny brak jakiegokolwiek pomysłu na przedstawienie widoku, tych potencjalnie atrakcyjnych industrialnych instalacji. I oglądają prace Krzysztofa Pileckiego, przypomniał mi się, wspomniany w poprzednim poście Krzysztof Jurecki, który w przypadku monochromatycznej fotografii przedstawiającej obiekty industrialne, niejako „automatycznie” (jak w pewnym wojskowym dowcipie z brodą) ma zwyczaj przywoływać twórczość małżeństwa Becherów. I nieco złośliwe pomyślałem sobie, że lektura któregoś z ich albumów, bardzo by się autorowi wystawy „Wilson, Wilhelmina i inne...” przydała.

wtorek, 15 lutego 2011

„Śląsk” Michała Cały


Michał Cała, Wałbrzych, 1979

Na wczorajszych zajęcia w Akademii fotografii pokazywałem studentom „Śląsk” Michała Cały. Ten cykl zrealizowany w latach 1978-1992 (takie ramy czasowe podaje autor na swojej stronie), po raz pierwszy miałem okazję zobaczyć w krakowskiej Galerii ZPAF w roku 1987, albo 1986, a może w 1988? Teraz nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że ta ekspozycja zbiegła się w czasie z publikacją w ówczesnej „Fotografii”.
Jako początkujący wóczas fotograf, krakowską Galerię ZPAF (mieściła się wtedy przy ulicy św. Anny) odwiedzałem dość regularnie, ponieważ po prostu chciałem się czegoś nauczyć od starszych wiekiem i stażem kolegów („kolegów” - ma się rozumieć - in spe). No i z tą edukacją było tak, że faktycznie proces dydaktyczny zaszedł, ale dopiero w momencie kontaktu ze śląskimi  fotografiami Michała Cały. Bo wcześniej, kiedy oglądałem kolejne prezentacje ogólnozpafowskich pawi, niejako z definicji o nauce mowy być nie mogło.
Zdjęcia Cały dosłownie mną wstrząsnęły. Zobaczyłem wtedy, że można być bardzo blisko konkretu (wizualne realia śląskiej konurbacji były mi wtedy raczej znane) i potraktować go jako materiał do fotograficznego, czytaj - „artystycznego” cyklu. Po kilku latach, jakoś w 1993 albo 1994, zobaczyłem ponownie te prace na wystawie w Galerii B&B w Bielsku-Białej i przeżyłem lekkie rozczarowanie. Dotyczyło ono jakości powiększeń, które podczas tej prezentacji miały rozmiary w okolicach 50x60cm (wydaje mi się, że na wystawie w Krakowie odbitki nie były zbyt duże, ale Michał Cała twierdzi że wręcz przeciwnie) i jakoś przy tej wielkości nieco siadła na nich ostrość brzegowa oraz kontrast, a także rozpiętość tonalna. Natomiast samo podejście do tematu, sposób jego prezentacji, wybór motywów, wszystko to nadal działało.

Michał Cała, Wałbrzych-Sobięcin, 1979

Michał Cała, Wałbrzych, 1979

W 2006 Galeria Zderzak wydała album pt. „Śląsk”, gdzie znalazło się 101 fotografii ze śląskiego cyklu Cały. I właśnie taki zestaw w albumowym układzie pokazywałem studentom na zajęciach.
Oglądając trwającą kilkanaście minut projekcję, zastanawiałem się nad płaszczyzną/płaszczyznami odniesień oraz nawiązań do polskiej i zagranicznej fotografii. I nie znalazłem takowych… (pytałem o to studentów i im też nic nie przychodziło do głowy) Wygląda na to, że cykl Cały jest zjawiskiem niemal kompletnie osobnym i w pewnym sensie „samowystarczalnym”. Jednocześnie, patrząc na bardziej współczesne zdjęcia tego autora (czarno-biała seria „Śląsk i Zagłębie. 2004-2010” oraz kolorowa „Miasta Śląska i Zagłębia. 2004-2010”
), dostrzec można z pewnym zdumieniem, że jego metoda pracy: sposób kadrowania, wybór motywów, etc., na przestrzeni tych nieco ponad 40 lat, nie uległy właściwie żadnym zmianom… Czy to już jest ten „styl”, którego domaga się od fotografów Krzysztof Jurecki?
Pomimo wyrażonych powyżej zastrzeżeń, myślę, że „Śląsk” Michała Cały to przedsięwzięcie o wybitnym charakterze. W latach 80. ubiegłego wieku, oprócz „Zapisu socjologicznego” Zofii Rydet, nikt właściwie z taką konsekwencją i determinacją nie starał się tworzyć dużego dokumentalnego cyklu fotograficznego o charakterze wizualnej monografii (no chyba, że w końcu poznamy te „pękające w szwach archiwa”…).
Przeglądając przed chwilą album Michała Cały, znowu uwagę moją przyciągnęły kapitalne zdjęcia z Wałbrzycha z 1979 roku, z czasów gdy pracowały tam jeszcze kopalnie węgla, a koksownie  „Thorez”, „Chrobry”, „Mieszko” i „Wiktoria” (sic!), wypluwały w powietrze kłęby śmierdzącego dymu. Tamtejsze górzyste ukształtowanie terenu, umożliwiało wykonywanie zdjęć z „wysokiej perspektywy” i Cała świetnie to wtedy wykorzystał.

 Michał Cała, Wałbrzych, 1979

 Michał Cała, Wałbrzych 1979

Michał Cała, Wałbrzych 1979 

niedziela, 13 lutego 2011

Exquisite Corpse


Grzesiek Wróblewski podesłał mi linka do swojej najnowszej publikacji w piśmie Exquisite Corpse, GRATULACJE!!!
6 wierszy w tłumaczeniu Adama Zdrodowskiego.
Kolejno są to:
Ambient
Psycho Taiga
Two Grilled Tuna
Highway of the Sun  
Drunken Children
Cinnamomum Bark

Więc wklejam poniżej ostatni z tekstów, pochodzący z najnowszego tomu pt. „Kandydat” - w wersji angielskiej i polskiej.


CINNAMOMUM BARK

Out of cinnamomum bark emerged chitin
knights. Alex’s smoking a cigar.
In his childhood he signed a pact with the devil,

but back then people still believed in dragons.
Yesterday he split a pillow and an armchair.
He was looking for diamond cones.

***

KORA CYNAMONOWCA

Z kory cynamonowca wyszli chitynowi
rycerze. Alex pali cygaro.
Podpisał w dzieciństwie cyrograf,

ale wtedy wierzono jeszcze w smoki.
Wczoraj rozpruł poduszkę i fotel.
Szukał w nich diamentowych stożków.


***

Kiedyś, to znaczy 12 lat temu (jak ten czas leci…) chcieliśmy wydać wspólną książkę. W lipcu oraz listopadzie 1999 wybrałem się do Kopenhagi i zrobiłem trochę (całkiem sporo) zdjęć. Już po pierwszej sesji byłem zadowolony z materiału, więc w kwartalniku Fa-art, puściliśmy zajawkę przyszłego (niedoszłego) wydawnictwa pt. „Kopenhaga”. Z planów tych (wspólnych) nic nie wyszło, ale tamte dwie wyprawy do Storkøbenhavn, były dla mnie niezwykle ważne. Po raz pierwszy fotografowałem miasto o tak totalnym (od strony wizualnej) charakterze. Totalnie ceglanym przy okazji. Ponieważ zestaw zdjęć miał korespondować z cyklem krótkich prozatorskich zapisów, musiał mieć on spójny oraz „narracyjny” charakter. Spodobała mi się taka filozofia pracy i chociaż planowana książka zaistniała jedynie w postaci wydawniczej makiety, to kilka miesięcy później, gdy zacząłem intensywnie fotografować Górny Śląsk, tamte wcześniejsze kopenhaskie doświadczenia i przemyślenia bardzo mi się przydały.
Więc kilka fotografii z Kopenhagi z listopada 1999, wykonanych na Assistens Kirkegard czyli Cmentarzu Asystentów (spoczywają tam i Andersen, i Kierkegaard), co jakoś koresponduje też z nazwą amerykańskiego periodyku ;)





piątek, 11 lutego 2011

Drażniące przyjemności


Wygląda to trochę na festiwal poezji Krzysztofa Jaworskiego, ale czytam sobie właśnie po raz kolejny „Drażniące przyjemności” i raz po raz natrafiam na kapitalne wiersze. Tym razem dwa teksty z tomiku „Kameraden”. Książka ujrzała światło dzienne w 1994, czyli (jak ten czas leci) 17 lat temu. I nie miała szczęścia, najpierw do wewnątrz-bruLionowych recenzentów (którzy tom odwalili), potem do wydawnictwa Miniatura (które ją wydało nie wydając), no i wreszcie zaistniała w tomie wierszy zebranych. Z tym, że nikt z osób zawodowo komentujących literaturę, nad tym tomikiem się nie zająknął. Co wcale nie dziwi, jeśli per analogiam popatrzymy na poziom i zakres recenzji plastycznych…

***

Krzysztof Jaworski

Prawdziwa i wierna relacja
o tym co przez kilka sekund
działo się pomiędzy rewolucyjnie
nastawionym tłumem a sztandarami
organizacji robotniczej

Wystarczy mieć swojego
boga, lekarza czy poetę, żeby od razu
poczuć się wartościowym człowiekiem.
Na przykład Święty Augustyn zastanawia się
w swoich wyznaniach nad słowem, które
dało początek światu, zupełnie
jakby mu samo istnienie nie wystarczało.
Wszędzie te hierarchie.
O wszechświatowej rewolucji, która to zmieni
na razie głośno się nie mówi.
Pewnego dnia przechodzące sztandary
uśmiechnęły się do nas, a ja pomyślałem
o pokonaniu śmierci, wypiciu morza, rozproszeniu ciemności,
obracając w ustach słowo: proletariat.


Tak jak powinien zrobić to każdy
dorastający syn wysłuchawszy jednej
z fascynujących historii z obfitującego
w przygody życia swego ojca

Idą Abraham z Izaakiem przez pustynię
a Izaak mówi: - Tato, dlaczego
kosmici i rząd amerykański
sterują naszym myśleniem
z dachu Empire State
Building?
A potem chce dyskutować nad reprodukcją
obrazu Duane’a Hansona Race Riot, 1969-71,
czy jest gorszy, czy lepszy niż Rafaela
Canogara, Policja, 1969?

Czyż życie ludzkie kiedykolwiek nabierze godności?

– Słuchaj synu – powiedział ojciec, który szedł.


***
Oczywiście Race Riot Duane Hansona, to hiperrealistyczna rzeźba, w właściwie grupa rzeźb.