To kuratorowana przez Małgorzatę Bakalarz-Duverger wystawa w Arnold and Sheila Aronson Galleries, Sheila Johnson Design Center w Nowym Jorku, w której weźmie udział 5 prac z naszego wspólnego z Elżbietą Janicką projektu Inne Miasto/Other City. Wernisaż 16 lutego 2017 roku. Z czego już się cieszę i SERDECZNIE WSZYSTKICH BĘDĄCYCH W POBLIŻU ZAPRASZAM! Ekspozycję będzie można oglądać do 5 marca 2017.
piątek, 3 lutego 2017
czwartek, 2 lutego 2017
środa, 1 lutego 2017
GRUDZIEŃ / DECEMBER '81
Widoczny wyżej skan pochodzi z kapitalnego albumu autorstwa Anny Beaty Bohdziewicz Lekki powiew wolności 1981, który kiedyś recenzowałem dla kwartalnika Herito (przy najbliższej okazji odnajdę egzemplarz pisma i wkleję skan tekstu, który dotyczył też innej jej książki Wszystko od nowa 1989). Stojący między Lechem i Danutą Wałęsami pan z gitarą to francuski bard Guy Béart (zmarł w 2015 roku), uprawiający także satyrę polityczną, a zdjęcie zostało wykonane podczas nagrywania programu dla niezależnej agencji filmowej, jak powstawała wtedy przy regionie Mazowsze - Béarta zaproszono do przeprowadzenia wywiadu z liderem NSZZ Solidarność.
Rzeczony album ułożony przez Annę Beatę Bohdziewicz ze zdjęć, jakie wykonała w 1981 roku (podobno znalazło się w nim gros materiału wtedy zarejestrowanego), to wydawnictwo wyjątkowe! To przykład zapisu totalnego, pozbawionego fotoreporterskich grepsów i jakichkolwiek prób estetyzowania fotografowanych sytuacji. Kilkaset zdjęć ułożonych w chronologicznym ciągu odwiedzanych przez fotografkę wydarzeń: manifestacji, mszy, zjazdów, sesji, sympozjów i związkowych spotkań, zdjęć podanych widzowi w postaci całych kadrów z czarną negatywową ramką. Oczywiście z opisami, które informują kogo fotografie przedstawiają lub czego dotyczą. Świetna robota Anny Beaty Bohdziewicz, która była wtedy przecież początkującą fotografką, a po latach bardzo słusznie zdecydowała się na publikację książki swoich werystycznych zdjęć w jak najbardziej werystycznym układzie. Co ciekawe, ta wybitna publikacja spotkała się z dość chłodnym odbiorem (by nie powiedzieć, że z żadnym)... Być może album wydano zbyt późno, kiedy za pisanie najnowszej historii Polski zabrali się specjaliści od postprawdy, pardon!, "nowej polityki historycznej" w rodzaju Sławomira Cenckewicza, Piotra Gontarczyka czy Pawła Zyzaka... (już mi się zbiera na wymioty).
Przy tej okazji przypomniało mi się, jak jesienią 1980 roku brałem udział w wiecu pod Collegium Novum w Krakowie, na którym przemawiał Lech Wałęsa. Było to chyba zaraz po rejestracji Solidarności, albo tuż przed (pamiętam, że wiecujący byli ubrani dość lekko), Wałęsę wniesiono na robotniczych ramionach i miał na sobie nowiuteńką katanę wranglera (sam kupiłem sobie wtedy podobną, a kosztowała w Peweksie 20 $). Przemówienie było dla mnie rozczarowaniem... Lider niezależnego związku zawodowego mówił nieskładnie i były to drętwe wiecowe slogany, ale kolega Jacek S., który prawdę mówiąc ściągnął mnie w to miejsce, był zachwycony i porównywał mówcę do... Józefa Piłsudskiego. Pamiętam też dość dobrze pewien szczegół z tego mityngu - w najbliższym kręgu słuchaczy Wałęsy wyróżniał się pewien długowłosy mężczyzna z dużą plakietką Solidarności wpiętą w klapę marynarki (chyba stał na pierwszym stopniu schodów prowadzących do budynku, więc widać go było wyraźnie), który po każdym wałęsowskim bon mocie odwracał się ku zgromadzonym z uśmiechem pełnym wazeliny... Nie miałem wtedy bladego pojęcia, że patrzę na Ryszarda Terleckiego.
Może jeszcze jedno zdjęcie z tamtego dnia, po prawej stronie kadru widać Marcela Łozińskiego, który wspomniany na wstępie dokument reżyserował:
Przy tej okazji przypomniało mi się, jak jesienią 1980 roku brałem udział w wiecu pod Collegium Novum w Krakowie, na którym przemawiał Lech Wałęsa. Było to chyba zaraz po rejestracji Solidarności, albo tuż przed (pamiętam, że wiecujący byli ubrani dość lekko), Wałęsę wniesiono na robotniczych ramionach i miał na sobie nowiuteńką katanę wranglera (sam kupiłem sobie wtedy podobną, a kosztowała w Peweksie 20 $). Przemówienie było dla mnie rozczarowaniem... Lider niezależnego związku zawodowego mówił nieskładnie i były to drętwe wiecowe slogany, ale kolega Jacek S., który prawdę mówiąc ściągnął mnie w to miejsce, był zachwycony i porównywał mówcę do... Józefa Piłsudskiego. Pamiętam też dość dobrze pewien szczegół z tego mityngu - w najbliższym kręgu słuchaczy Wałęsy wyróżniał się pewien długowłosy mężczyzna z dużą plakietką Solidarności wpiętą w klapę marynarki (chyba stał na pierwszym stopniu schodów prowadzących do budynku, więc widać go było wyraźnie), który po każdym wałęsowskim bon mocie odwracał się ku zgromadzonym z uśmiechem pełnym wazeliny... Nie miałem wtedy bladego pojęcia, że patrzę na Ryszarda Terleckiego.
Może jeszcze jedno zdjęcie z tamtego dnia, po prawej stronie kadru widać Marcela Łozińskiego, który wspomniany na wstępie dokument reżyserował:
wtorek, 31 stycznia 2017
Oświęcim, ul. Klasztorna
Ciekawe kiedy go nasi postpatrioci* zamalują, albo przynajmniej hasło w dymku? Tak jak to się stało w Żywcu vis a vis stadionu Górala...
[Zdjęcie wyświetla się większe, bo ma długość w pikselach dostosowaną do aktualnej szerokości kolumny. Co podpatrzyłem/sprawdziłem na blogu Wojtka Sienkiewicza. I jakość chyba jest wystarczająca?]
--------
* postpatrioci per analogiam do postprawdy.
poniedziałek, 30 stycznia 2017
Dobranoc i dzień dobry
Wracając wczoraj z Bagieńca już w okolicach śląskiej konurbacji dał się wyczuć charakterystyczny smród. I z każdym kilometrem zjawisko to narastało. Krakowskie suburbia zanurzone były w mgiełce, która oczywiście mgłą nie jest, lecz tym co wylatuje i opada z własnego oraz sąsiedzkiego komina.
Jak widać na powyższym (i poniższym) obrazku hajcowało się w nocy nieźle...
666% normy... Czy muszę pisać więcej ;)
Dzisiaj (i wczoraj też) darmowa komunikacja miejska w Krakowie, ale tylko dla osób posiadających przy sobie dowód rejestracyjny pojazdu. Z tym, że samochody, nawet te liczne diesle z wyciętymi filtrami DPF, są odpowiedzialne za smog tylko w małej części.
Politycy jakoś nie spieszą z reakcją śmierdzący problem, bo przecież ci, co hajcują to ich wierny elektorat... Nie da się wykluczyć, że sami też robią to samo w swoich domach, bo po co przepłacać za bardziej ekologiczne urządzenia grzewcze, skoro wszystko odbywa się de jure.
niedziela, 29 stycznia 2017
sobota, 28 stycznia 2017
piątek, 27 stycznia 2017
Zmiany?
Wku*rwia mnie już maksymalnie dotychczasowy wygląd tego bloga... Próbowałem zmienić rozmiar głównej kolumny, ale zdjęcia wcale nie robią się większe... z automatu. Pewnie gdybym zapisał je w odpowiedniej liczbie pikseli (dłuższy bok) i wrzucił w "rozmiarze oryginalnym", byłoby OK. Wydaje mi się, że kiedyś szablon blogspota pozwalał na większy zakres ingerencji w kształt strony, ale może się mylę? Dawno niczego tu nie zmieniałem... Wku*wiają mnie maksymalnie te malutkie foty (może nie trzeba było zmieniać monitora na większy i panoramiczny?) oraz jaśniejsza wokół nich obwódka! Próbowałem też zmienić winietę... To co teraz wisi, to tymczasowa sprawa. Może przerzucić się na tumblra? Tzn. eufemistycznie rzecz ujmując, wyjść z deszczu pod rynnę (oczywiście pomyślałem o słowie g*wno oraz jego odmianach)? Ale dlaczego tak narzekam? Przecież publikuję tu sobie za darmo (a gugiel, wcale nie za darmo mnie podgląda i pozycjonuje moje potrzeby pod kątem ew. korporeklamodawców oraz innych podmiotów...). Spróbuję jeszcze ustawić jedną kolumnę w szablonie, tak żeby zdjęcia były większe i do oglądania, a jak się to okaże niemożliwe, to pie*dolnę tym interesem!
-----
Dotarły do mnie wreszcie wylicytowane jeszcze w zeszłym roku na allegro Elegie Bukowskie i inne wiersze Bertolta Brechta w wyborze i przekładach Ryszarda Krynickiego (III wydanie Nowej z 1980 roku!). No to sobie (i dla Państwa przyjemności) wkleję teraz wiersz Rozwiązanie, który kiedyś na tym blogu pojawił się w tłumaczeniu Piotra Sommera:
Brzmi zdecydowanie lepiej, co nie?
czwartek, 26 stycznia 2017
IRIX story (Suchowola)
[Suchowola, ul. Kupiecka, 21.01.2017]
Do Suchowoli dojechałem, kiedy zaczęło się robić ciemno. No i przez jakieś 15 minut kręciłem po miasteczku szukając muralu, bo nie miałem dokładnych namiarów jego lokalizacji. Pierwsze zdjęcie zrobiłem o 15:30, ostatnie (czyli to, które widać powyżej) o 15:43. W tym czasie ulicą Kupiecką przejechało pięć samochodów, które mam na wariantowych ujęciach. Zakup filtra do Irixa (aż 95mm...) okazał się słusznym krokiem, ponieważ cały czas lekko mżyło i musiałem co pewien czas ścierać kropelki wody ze szkła. Ostatni strzał na podglądzie wyglądał przekonywająco, więc spakowałem sprzęt i udałem się w drogę do Augustowa.
środa, 25 stycznia 2017
Ostfront
[Białystok, ul. Bohaterów Monte Cassino, 21.01.2017]
Natomiast na Südfroncie taki wieczorny komunikat:
Ponieważ poczciwi ludzie palą tutaj w piecach czym popadnie... Polskie przepisy zabraniają spalania śmieci (co i tak nie jest przestrzegane, plastiki są przecież takie kaloryczne...), natomiast już odpadów kopalnianych używać można legalnie (w Czechach nie, dlatego sprzedają to błoto u nas...). Tak samo jak na całkowitym legalu można jeździć dieslem z wyciętym filtrem cząsteczek stałych. Wszelkiemu złu przecież winna jest cywilizacja śmierci, którą siłą narzucić chce niepokalanej Polsce eurokołchoz z siedzibą w Brukseli ;))
wtorek, 24 stycznia 2017
Niech się mury pną do góry...
Na specjalne życzenie Irka M., który podobnie jak ja przeżył szmat czasu na Osiedlu Podwawelskim, zdjęcie mojego ojca Eugeniusza Wilczyka. Tym razem spojrzenie w kierunku północnym, w stronę starych Dębnik - mniej więcej w centrum kadru widać wieżę modernistycznego kościoła, który powstał w latach 30. XX wieku wg. projektu Wacława Krzyżanowskiego.
Eugeniusz Wilczyk, Osiedle Podwawelskie (wówczas noszące jeszcze nazwę Tysiąclecia), wiosna 1971
poniedziałek, 23 stycznia 2017
Wojciech Kozłowski przerywa milczenie
na swoim blogu. Co mnie cieszy, bo lubiłem zaglądać i czytać. A wpisy są tam nieszablonowe, choć tropicielom WIELGIEGO ZPIZGU w polskiej sztuce mogły się nie podobać ;)
Ale ja nie o tym chciałem... Przerwa na moim poletku spowodowana była intensywną działalnością przy przedsięwzięciu, nad którym pracuję od jesieni 2014. Mam już dość sporo materiału z terenów południa Polski, więc teraz przyszła pora na eskapady w kierunku północnym. Czego - przy wektorze skierowanym lekko na wschód - dokonałem w dniach 20-22 stycznia, pokonując przy tej okazji ok. 1600 kilometrów.
No i z tej podróży, tudzież obserwowania krajobrazu ojczystego oraz słuchania zamieszkujących go obywateli (ciągle jeszcze III RP, ale chyba już w pół kroku ku mk. IV), nasuwa mi się smutny wniosek, że polska sztuka współczesna ma zasadniczo lub serdecznie w dupie rodzime realia i wizualia...
Drugi wniosek, także niespecjalnie wesoły, jaki objawił mi się po wizycie w pizzerii U Grubego Benka w Augustowie dotyczy Marka Koterskiego, który może nie jest wybitnym reżyserem filmowym, ale jego obraz Dzień świra jest filmem absolutnie genialnym! We wspomnianym wcześniej lokalu miałem okazję obserwować i podsłuchiwać (- nie było to jakimś nadużyciem z mojej strony, bo darli ryja ile wlezie...) lokalną gimbazę w różnych stadiach wiekowego zaawansowania i jedyna rzecz, jakiej Koterski nie pokazał, czy raczej nie przewidział, to moda na noszenie tzw. odzieży patriotycznej, kurwajapierdolę...
I jeszcze w kwestii genialności, chciałbym na koniec po raz kolejny powiedzieć, że wiersz Krzysztofa Jaworskiego Jesień stulecia zalicza się do tej kategorii!
Poniżej pocztówka z Suchowoli:
czwartek, 19 stycznia 2017
Wystawa "Paralele" w Bunkrze Sztuki
Kuratorowana przez Wojtka Nowickiego, na której pokazane będą m.in. zdjęcia z mojej Świętej Wojny, konkretnie 11 prac dotyczących Krakowa. Niniejszym więc zapraszam na wernisaź, który będzie miał miejsce 27 stycznia 2017 o godz. 18:00.
W tym samym dniu (co widać na wklejonym poniżej zaproszeniu) otwierają się jeszcze dwie inne wystawy: Zwiastunki chaosu Prabhakara Pachpute & Rupali Patil oraz Maszyna była pod takim wrażeniem, że sama na siebie spadła Justyny Mędrali. ZAPRASZAM SERDECZNIE!
W tym samym dniu (co widać na wklejonym poniżej zaproszeniu) otwierają się jeszcze dwie inne wystawy: Zwiastunki chaosu Prabhakara Pachpute & Rupali Patil oraz Maszyna była pod takim wrażeniem, że sama na siebie spadła Justyny Mędrali. ZAPRASZAM SERDECZNIE!
poniedziałek, 16 stycznia 2017
LUDZIE WOLNI NIE ROZMAWIAJĄ O WOLNOŚCI
Mimo, że zmieniły się polskie realia, napisany 34 lat temu wiersz Piotra Bratkowskiego brzmi dziwnie aktualnie...
[z książki: Piotr Bratkowski Nauka strzelania, Staromiejski Dom Kultury, Warszawa 1990, str. 50]
niedziela, 15 stycznia 2017
Szczęść Boże
Taka ulica w Bytomiu na Rozbarku (a bardziej uściślając na Pogodzie), prostopadła do Feliksa Musialika. Po raz pierwszy znalazłem w tych okolicach zupełnie przypadkowo w... 1992 roku (z Nikonem F801s załadowanym Tri-X Panem). I potem przez kolejne lata wielokrotnie tam wracałem. Jadąc dzisiaj od strony Siemianowic Śląskich ulicą Jana Kochanowskiego zobaczyłem, że sporo domów przy Brzezińskiej - można w przybliżeniu (i w oddaleniu) powiedzieć, że jest ona równoległa do Feliksa Musialika - ma już zamurowane okna, co nie wróży nic dobrego... Na ulicę Brzezińską też często zaglądałem. Tym razem jednak pojechałem prosto na Szczęść Boże, żeby przy użyciu Irixa zrobić zdjęcie widocznego poniżej muralu, którego wcześniej nie mogłem w całości sfotografować przy frontalnym ujęciu. I teraz jest git.
[Bytom, ul. Szczęść Boże, 15.01.2017]
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















