poniedziałek, 16 marca 2020

Miłość w Warnie

[Bułgaria, sierpień 1974, fot. Eugeniusz Wilczyk]

Z chłopcem widocznym na zdjęciu, „nieruchomym jak starzała Eleaty‟ (by przywołać autora, którego większość mieszkańców tego kraju kojarzy wyłącznie z wierszem Wilki), mam sporo wspólnego... W mojej najnowszej książce Minimalizm, która ukaże się za kilka tygodni w Wydawnictwie Convivo, czytelnik znajdzie tekst zatytułowany Miłość w Warnie. Warstwa faktograficzna tego wiersza oraz towarzyszącego mu Epilogu odnosi się w pewnym zakresie do obrazka powyżej.

(Ze względu na epidemię COVID-19 i zalecaną kwarantannę zabrałem się za skanowanie negatywów ojca. W pudle z kliszami z krakowskiego Kazimierza znalazłem samotną kopertę, zawierającą kadry z wakacji w Bułgarii w 1974 roku...)

sobota, 14 marca 2020

Vergonha / Hańba

Ingmar Bergman Hańba (1968)

Pierwszy raz zobaczyłem ten film w czasach PRL-u, chyba w końcówce sekretarzowania Edwarda Gierka. Który to mógł być rok - 1978? 1979? Obstawiam raczej Gierka, ponieważ mój imiennik w stopniu generała armii (także I sekretarz KC PZPR), który 13 grudnia 1981 wprowadził stan wojenny, raczej nie chciałby tego obrazu rozpowszechniać. Niewiele wtedy z niego zrozumiałem, zostało mi w głowie właściwie tylko kilka scen (nie ta z widocznej powyżej stop-klatki), pamiętam właściwie tak mało, że trudno byłoby mi teraz zrekonstruować - jak bardzo film został pocięty przez cenzurę, a zapewne poddano go istotnym "skrótom". Akcja Hańby rozgrywa się w czasie wojny domowej w jakimś kraju o realiach skandynawskich, para głównych bohaterów Ewa i Jan, którzy są muzykami z rozwiązanej orkiestry, zamieszkuje na wsi i utrzymuje się ze sprzedaży płodów rolnych. Kiedy militarne działania obejmują zamieszkiwaną przez nich wyspę, kiedy docierają tam żołnierze czy partyzanci walczących ze sobą stron, ich nie do końca harmonijny związek (który w warunkach pokojowych doczekałby się kilkuosobowego potomstwa, a w finale sprawy rozwodowej) ulega przyspieszonej destrukcji. Wszystko zresztą ulega przyspieszonemu rozkładowi. Bergman napisał w 100% trafiony scenariusz i zrobił na jego podstawie genialny film (jak peerelowska TVP łyknęła to po operacji "Dunaj" i stłumieniu praskiej wiosny - musieli jednak sporo wyciąć), który oglądany po 52 latach nadal można traktować jako wnikliwe studium psychologiczne ludzkich postaw i zachowań w warunkach wojny. Wizyta partyzantów w domu Ewy i Jana oraz agresywny sposób zachowania leśnych ludzi (w tym czasie przebywa u nich pułkownik strony rządowej, który wcześniej wymusza seks na pani domu), przypomniały mi przeczytane niedawno relacje, dotyczące rodzimych żołnierzy wyklętych. Co ciekawe, film nie miał zbyt dobrego odbioru, Sven Nykvist (operator tego obrazu) wspomina, że reżyser "był zawiedziony miażdżącą krytyką Hańby ze strony lewicy". I może jeszcze jedna wypowiedź Nykvista: "W Hańbie, najbardziej odnoszącym się do współczesności filmie Bergmana, traktującym o wojnie i jej wpływie na człowieka, otrzymałem zadanie znalezienie tonu reporterskiego dla oddania zwykłej, szarej codzienności. Praktycznie cały film rozgrywał się w plenerach. Pochmurna jesień. Jeśli chodzi o nastrój czułem tu paralelę z Gośćmi Wieczerzy Pańskiej." Jeśli o mnie chodzi, to pewną paralelę znajduję z wcześniejszą o 11 lat Siódmą pieczęcią, jakkolwiek w scenach plenerowych panowała tam raczej słoneczna aura (autorem zdjęć był Gunnar Fischer). W ostatnich scenach Hańby, które rozgrywają się na łodzi pełnej uchodźców, gdy ta wpływa gromadę unoszących się na wodzie trupów żołnierzy, Jan w nasuniętym na głowę kapturze wygląda jak rycerz Antonius Block (obie role odtwarza Max von Sydow) i nie sądzę, żeby to był przypadek.

Max von Sydow jako Jan Rosenberg w końcowych scenach Hańby

piątek, 13 marca 2020

(Jest przebiegłym strategiem, ale na razie nie straciłem nawet pionka)

[Ingmar Bergman, Siódma pieczęć, 1957]

- Dzisiaj rano odwiedziła mnie śmierć, gram z nią w szachy, by zyskać czas na załatwienie pilnej sprawy.
- Jakiej sprawy?
- Moje życie było ciągłą gonitwą, błądzeniem, gadaniną pozbawioną sensu. Było puste, tak. Mówię to bez goryczy i wyrzutów sumienia, bo wiem, że tak wygląda życie prawie wszystkich. Ale chcę tę zwłokę wykorzystać na jeden sensowny uczynek.
- Mhm, to dlatego grasz w szachy ze śmiercią?
- Jest przebiegłym strategiem, ale na razie nie straciłem nawet pionka.
- W jaki sposób mógłbyś ją przechytrzyć?
- Kombinacją gońca i skoczka, której jeszcze nie odkryła. W następnym ruchu zaatakuję od skrzydła.
- Zapamiętam to sobie.
- Użyłaś podstępu, oszukałaś mnie, ale jeszcze się spotkamy i znajdę na ciebie sposób.
- Spotkamy się w karczmie, tam gra potoczy się dalej.
- Oto moja ręka, żywa, pulsująca krwią. Słońce świeci na niebie, a ja Antonius Block gram w szachy ze śmiercią.

[Stosownie do okoliczności w jakich się znajdujemy, odświeżyłem sobie wczoraj Siódmą pieczęć Ingmara Bergmana. Genialny film!]

środa, 11 marca 2020

Rubinsky House (4)

[Tel Awiw, róg Sheinkin St. i HaGilboa St., 24.03.2019]

Czwarte ujęcie Domu Rubinsky'ego, które - już nie pamiętam dokładnie - chyba nie weszło do zestawu wystawowego. Zdjęcie z drabinki i przy użyciu Sigmy 14mm, więc piękny ten budynek wygląda na nieco przydeptany... Przed zarejestrowaniem tego kadru spytałem pana taksówkarza od hybrydowej toyoty, czy nie ma nic na przeciw, że fotografuję. Nie miał z tym problemu. 
No i dopadła mnie nostalgia! Tyle, że w dniu dzisiejszym, żeby dostać się do TLV, trzeba odbyć dwutygodniową kwarantannę...

czwartek, 5 marca 2020

Sol Gabetta „Il progetto Vivaldi‟


Tego sobie dzisiaj słucham. Płytę kupiłem nie tylko ze względu na świetną solistkę, ale też akompaniującą jej orkiestrę Sonatori de la Gioiosa Marca. CDs not dead!

środa, 4 marca 2020

Piotr Sarzyński o „Słowniku polsko-polskim‟ w Polityce, nr 45 (3235), 6.11-12.11.2019

Tekst pod tytułem Mary na murach w dziale Na własne oczy ukazał się dzień przed wernisażem wystawy w Państwowej Galerii Sztuki, co spowodowało spore zainteresowanie innych mediów (książka ukazała się dopiero miesiąc później...). Na wystawę w PGS-ie namawiał mnie Adam Mazur, do czego nie byłem przekonany, ponieważ chciałem (początkowo), żeby cykl zaprezentowany został publiczności wyłącznie w postaci albumu. No i dobrze się stało, że Adam umiejętnie (jest przecież doświadczonym kuratorem, a współpracowaliśmy nie raz) zniwelował mój opór. Wystawa to ważna rzecz przy pokazie projektu! 

Niniejszym inicjuję zapowiadany wczoraj cykl #prasówka.






wtorek, 3 marca 2020

W najnowszym Magazynie Press o „Słowniku polsko-polskim‟ i nie tylko - w rozmowie, jaką przeprowadziła Katarzyna Buszkowska


W stosownym czasie udostępnię tutaj treść tej rozmowy. 
W tym celu uruchomiona zostanie specjalna zakładka o nazwie PRASÓWKA
Na pierwszy ogień pójdzie artykuł Piotra Sarzyńskiego z listopadowej Polityki. Stay tuned!

poniedziałek, 2 marca 2020

Władcy przestworzy z Wrocławia

[Wrocław, ul. Bystrzycka, 29.11.2017]

Coś w tym Hurricanie część kadłuba za kabiną pilota wygląda nie halo... Aż sprawdziłem w ikonografii czy była taka wersja tego myśliwca? Nie było. To ewidentnie model kibiców Śląska Wrocław.

Słowniku polsko-polskim na str. 491.

sobota, 29 lutego 2020

(Co ten łysy wyprawia / Mruknął do siebie / Zanim pociągnął za spust)

Darko Cvijetić


Ule pod wodą

Woda wzięła moje ule
Dwadzieścia sześć uli
To nie sok z buraków płynie po podłodze prosektorium
na pewno na pewno nie z kwiatów w wazonie

Potopiły się króliki
Wszystkie siedem królików
Nie uratowałem żadnego - tyle Driny było w domu

Ojciec lat dziewięćdziesiąt partyzant znad
Neretwy utopił się w łóżku
Teraz 
W prosektorium kapie z niego na kafelki

Pszczoły gdy tonęły kleiły się do ścian pokoju
Jak paciorki kabały

Mam też syna - jego biologiczny ojciec Boszniak
Przed egzekucją ukrył go w sadzie

Dziś syn ma dwadzieścia cztery
W święto Objawienia przepłynął rzekę zdobył Święty Krzyż
Trząsł się zimna - ksiądz dał mu grzane wino
Nie mówi że jest obrzezany płacze cicho
Za siłownią

Woda wzięła moje ule


Babla-bla

W okopie pojawił się nowy
Studenciak z poboru - szczyl
Arkanowcy wzięli go w obroty
Ogolili na pałę
Umówili się we czterech
Że zrobią mu chrzest

Jeden bawił się granatem zablefował
Że wyjmuje zawleczkę
Wypadł mu granat
Wszyscy uciekli
Jak najdalej
A studenciak rzucił się na granat

Przykrył go ciałem
Przy posiłku spiekli raka
Wieczorem chłopaczka zdjął snajper
Z lasu za wodą

Co ten łysy wyprawia
Mruknął do siebie
Zanim pociągnął za spust


Druga pętla

Stary Boško spalił orzech
Nie ściął go siekierą tylko słomę
Przywiózł na traktorze obłożył nią pień aż po koronę
Wszedł po drabinie na najwyższą gałąź i z góry
Drzewo poprószył jak śniegiem

Potem podpalił wszystko świecą płomienie
Strzeliły hukiem języków lizały trawiły
Owoce pęczniały z sykiem i pękały w ogniu
Oskorupione flaki smród buchał dymami
Rano rosa wzeszła na szkielet orzecha

Srebrne ruloniki liści zwęglone rosochy
I resztki pnia oblał benzyną
Do cna wypalił w dłonie zgarnął popiół
Rzucił to do dołu na obrzeżach miasta
Gliną przysypał ze stóp strząsnął proch

Na tym drzewie powiesił się syn i żona Boška
To dlatego starł je na miał
Wytargał z domu wszystkie sznury i stołek

Nie ma orzecha patrzcie
Już nigdy na nim nie zapętli się człowiek

[Wiersze w przekładzie Miłosza Waligórskiego z książki: Darko Cvijetić, Gęsia SkóraInstytut Kultury Miejskiej, Gdańsk 2019, s. 41, 43, 57.]

niedziela, 23 lutego 2020

(Przy brzegu dziewczynka bez rąk myła twarzą morze)

Darko Cvijetić


Drone driver

Przez pięć lat codziennie jeździłem do bazy pod miastem
Gdzie z ukrycia cierpliwie sterowałem dronem
W przerwie na obiad robiłem notatki: cel trafiony 1442 razy
Błysk pył garstka iskier odrzutowiec mięsa

Wieczorem wracałem do domu z ostatniego wagonika metra
Patrzyłem przez okno na szyny co biegły do miasta
Plątały się żyłka na mojej skroni tik-tak tętniła
W takt wskazówek nocy

W Biogradzie był ośrodek wczasowy kopalni
Obok szpital i plaża dla kalek co rano
Z ojcem szliśmy uczyć się pływać motylkiem
Przy brzegu dziewczynka bez rąk myła twarzą morze


Krew w stolcu

Podstarzały strzelec wyborowy lat pięćdziesiąt
Zazwyczaj czekał w bazie na wezwanie z pierwszej linii
I ruszał dopiero gdy po drugiej stronie pojawiał się snajper

Teleskopowa wojenka na muszki
Ponad głowami okopami w koronach

Dwadzieścia lat później idzie na rektoskopię
Wezwali go na onkologię ta linia - widzi pan - i tu oto ta mała grudka
Trzeba usunąć mówi
Proktolog byłemu snajperowi

Potem w parku za szpitalem strzelec pali papierosa
Już wie że ten
Wiaterek co wieje z prawej
Trzeba wkalkulować nim trafi się śmierć


Gęsia skóra

Chlew z desek w rogu trzy świnki cisną się do siebie
Przez całą noc nie dają zbliżyć się tej czwartej -
Gryzą ją ofukują
Jakby czuły że pójdzie pod nóż

A ona chodzi od ściany do ściany od deski
Do deski bez celu w rozpaczy bo tamte są przeciw

Świta przez szpary wpada światło wiosny

Na klepisku ogień ludzie grzeją wodę w kotłach
Jeden wchodzi do chlewu wywleka trzy świnki -
Zarzynają je tną wieszają patroszą

Ta co została
Ta co całą noc nie zmrużyła oka
Drży - widzi w otworze po sęku -

Ktoś podśpiewuje pod nosem piosenkę
Młoda matka wyciera w fartuch obnażone ostrze
Kocur którego domem spółdzielczy gumofilc
Na łapkach obchodzi parujące flaki

[Wiersze w przekładzie Miłosza Waligórskiego z książki: Darko Cvijetić, Gęsia SkóraInstytut Kultury Miejskiej, Gdańsk 2019, s. 29, 33, 57.]


sobota, 22 lutego 2020

Mural przy ul. Hugona Kołłątaja we Wrocławiu - specjalnie dla Wojtka Sienkiewicza

który był przekonany, że go nie sfotografowałem. Zabawna sprawa, bo podczas pracy przy makiecie książki zapomniałem wstawić go do składu... Od czego jednak są kolejne korekty. Tyle, że - jak się teraz spostrzegłem - pomimo korekt pomyliłem ulice. W Słowniku polsko-polskim widoczne poniżej zdjęcie przypisane jest do ul. Tadeusza Kościuszki... Przy okazji, budynek na którego bocznej ścianie mural ten powstał, to słynny mezonetowiec zaprojektowany przez Jadwigę Grabowską-Hawrylak. Kurtyna!

[Wrocław, ul. Hugona Kołłątaja, 5.01.2016]

Słowniku polsko-polskim na str. 492.