czwartek, 23 stycznia 2020

Jakiś czas temu

napisałem taki tekst, który przypomniał mi się akurat dzisiaj...

Synergia (10 X 2019)

zielone niegdyś łąki Grenlandii
na których baraszkowali Wikingowie
(po to tam przypłynęli na swych długich łodziach)
znów będą zielone!

koncerny dobiorą się do ropy gazu i rtęci
skutych dotąd pod lodem
a Eskimosi żyjący na duńskim socjalu
zakupią akcje i Tesle

obawy związane z globalnym ociepleniem
ustępują wielkim nadziejom
sufluje (w wolnym przekładzie)
Krajowy Magazyn Geograficzny

jeszcze będzie wspaniale!
tymczasem tureckie czołgi ruszyły na Ras al-Ajn i Tel Abjad
Olga Tokarczuk dostała Nobla
a ja musiałem szybko do toalety

wtorek, 21 stycznia 2020

(jak uśpione stado)

Charles Reznikoff

Wieczór

Drzewa w bezwietrzym polu jak uśpione stado.


[Z książki Co robisz na naszej ulicy, czyli Reznikoff w tłumaczeniach Piotra Sommera. Bardzo podoba mi się ten minimalistyczny wiersz. Po dwutygodniowym pobycie na Dolnym Śląsku mam 31 folderów, zawierających 767 plików o ciężarze 49,1 GB. Właśnie siedzę nad tym i "wywołuję" RAW-y. Jest nieźle, ale... nie wiem, czy chcę to tutaj pokazywać? Na pewno nie wszystko, jeżeli już, to małą część (jeżeli w ogóle).]

niedziela, 19 stycznia 2020

(Jak miałbym to odgadnąć, skoro wszystko co widzę, jest tak wyraźne, tak konieczne i tak nieprzejrzyste?)

Hans Magnus Enzensberger

Spokój w trakcie ucieczki. Szkoła flamandzka, 1521

Widzę dziecko bawiące się w zbożu,
które nie widzi niedźwiedzia.
Niedźwiedź obejmuje albo bije chłopa.
On widzi chłopa,
ale nie widzi noża,
tkwiącego w jego plecach;
to znaczy w plecach niedźwiedzia.

Na wzgórzu z drugiej strony leżą szczątki
człowieka połamanego kołem; lecz rybałt,
który przechodzi obok, nic o tym nie wie.
Także obie armie, które
suną ku sobie
po jasno rozświetlonej równinie -
ich lance skrzą się, oślepiają mnie -
nie widzą krążącego krogulca,
który ogarnia je chłodnym wzrokiem.

Widzę wyraźnie pasma pleśni
ciągnące się przez więźbę dachu,
na pierwszym planie, a nieco dalej
pędzącego kuriera.
Wynurzył się pewnie z jakiegoś parowu.
Nigdy się nie dowiem,
jak jest w tym parowie;
lecz wyobrażam sobie,
że jest wilgotny, cienisty i wilgotny.

Łabędzie na stawie w centrum obrazu
nie zwracają na mnie uwagi.
Patrzę na świątynię nad przepaścią,
na czarnego słonia - to dziwne,
czarny słoń w szczerym polu! -
i na posągi, których białe oczy
kierują się ku ptasznikowi w lesie,
ku przewoźnikowi na promie, ku pożodze.
Jakie to wszystko nieme!

Na bardzo dalekich, na bardzo wysokich wieżach
z otworami strzelniczymi dziwnego kształtu
widzę, jak sowy mrużą oczy w słońcu. Tak,
zapewne to wszystko widzę,
lecz nie wiem o co chodzi.
Jak miałbym to odgadnąć,
skoro wszystko co widzę,
jest tak wyraźne, tak konieczne
i tak nieprzejrzyste?

Nic nie przeczuwający, zajęty swoimi sprawami
jak to miasto swoimi,
albo jak tamte miasta w oddali,
o wiele błękitniejsze,
rozpływające się w innych zjawiskach,
innych chmurach armiach i potworach,
żyję dalej. Idę sobie.
Widziałem to wszystko, nie widziałem tylko
noża, tkwiącego w moich plecach.

[Wiersz w przekładzie Grzegorza Prokopa z poematu Zagłada Titanica, niejednokrotnie tu przywoływanego, i na pewno nie po raz ostatni, bo to genialna książka Hansa Magnusa Enzensbergera, poety jakby niespecjalnie u nas cenionego, a szkoda!]

sobota, 18 stycznia 2020

Pałac w Ocicach

[Ocice, 18.01.2020]

Jak to powiedział ostatnio w Europarlamencie złotousty dr Jaki? „Polska wam przeszkadza, bo nie trzyma się już niemieckiej nogawki‟...
Ocice, do 1945 Ottendorf.

środa, 15 stycznia 2020

Wieża kościoła w Czerninie Górnej

[Czernina Górna, ul. Zamkowa, 12.01.2020]

Właściwie to na zdjęciu widać dwie wieże, ta druga jednak, należąca do kościoła katolickiego, nie jest samotna.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Wieża kościoła w Pasieczniku

[Pasiecznik, DK-30, 13.01.2020]

Kościół ewangelicki w Pasieczniku „Dom modlitwy‟ („Das Bethaus in Spiller‟) wybudowano w 1747 roku. Wieża jest znacznie późniejsza i pochodzi z roku 1923. Budynek kościoła rozebrano 22 kwietnia 1970. Wszystkie auta błyszczą lakierem, bo są na sprzedaż...

[W końcu dorobiłem się własnego Zeissa 25mm, jakkolwiek to, co kupiłem na Allegro, nadawało się tylko do serwisu. Krótki, acz intensywny pobyt w Oberkochen sprawił, że rejestrowane przy pomocy tego szkła obrazy są rewelacyjnie plastyczne i ostre.]

niedziela, 12 stycznia 2020

Pałac w Czerninie Górnej

[Czernina Górna, ul. Rydzyńska, 8.01.2020]

Karol Rudolf von Lestwitz (+1803) zapisał pałac w Czerninie Górnej (Tschirnau) Stowarzyszeniu Dziewic Ewangelickich, które administrowało budynkiem do wojny. Po 1945 roku mieszali w nim pracownicy lokalnego PGR-u. Od lat pięćdziesiątych obiekt stał opuszczony i był systematycznie rozkradany...

sobota, 11 stycznia 2020

Wieża kościoła w Lwówku Śląskim

[Lwówek Śląski, ul. Marii Skłodowskiej-Curie, 8.01.2020 ]

Był sobie ewangelicki kościół w Lwówku Śląskim.
Wybudowano go w latach 1746-1748.
W połowie XIX wieku do korpusu świątyni dostawiono neogotycką wieżę.
Działania wojenne oba obiekty przetrwały bez większych uszkodzeń. 
Po 1945 roku kościół stał opuszczony (jego wnętrze było dewastowane i rozkradane przez żołnierzy radzieckich oraz polskich osadników).
W 1972 roku podjęto decyzję o wysadzeniu budynku w powietrze.

piątek, 10 stycznia 2020

(Odtąd kłamstwo w moich ustach jest dobre i słodkie)

Jehuda Amichaj


JOM KIPUR WIECZOREM. OJCIEC

Ojciec błogosławił mnie, a jego ręce drżały.
(Stosunek dorosłych do dzieci polega na drżeniu).

W jego oczach
odbijały się wszystkie moje przyszłe grzechy.
Bawiliśmy się w ofiarę Abrahama i Izaaka.

Jego przedwczesna śmierć to nóż
uniesiony nade mną. Unosi się zawsze.

To, co myślę do księżyca,
samolotu, albo przed ukochaną,
to nic innego jak nóż
mojej i ojca zabawy.
Nikt nie będzie wiedział,
że to zabawa.
(Nawet Bóg nie).


WIERSZ O KŁAMSTWIE W SOBOTNI WIECZÓR

W sobotni wieczór, o zmierzchu letniego dnia,
kiedy nad każdym domem unosi się zapach jedzenia i modlitwy,
a w powietrzu głos skrzydeł aniołów soboty,
zaczynałem, w dzieciństwie okłamywać ojca:
„Poszedłem do inne bożnicy‟.

Nie wiem, czy wierzył mi, czy nie,
ale smak kłamstwa z moich ust był dobry i słodki.
I we wszystkich domach nocą
wraz ze śpiewem sobotnim, wznosiły się kłamstwa
i radość i przyjemność
i we wszystkich domach nocą
ginęły jak muchy w lampie anioły soboty,
a zakochani przykładali usta do ust
i nadymali się, unosili do góry,
albo wybuchali.

Odtąd kłamstwo w moich ustach jest dobre i słodkie,
odtąd chodzę zawsze do innej bożnicy.
A ojciec odpłacił mi kłamstwem, kiedy umierał:
„Poszedłem do innego życia‟.


[Wiersze w tłumaczeniu Tomasza Korzeniowskiego pochodzą z książki: Jehuda Amichaj, Koniec sezonu pomarańczy, Świat Literacki, Izabelin 2000, s. 85, 89.]


czwartek, 9 stycznia 2020

(Marek, Perła, Gabriel, Jona)

Irit Amiel


MAREK

Nad brzegiem szafirowego morza
okrakiem na białym obłoku
wrócił do mnie kiedyś
mój mały kuzyn Marek
i zapytał:
- Czemu tak szybko 
zapomniałaś ten dzień
w dużym getcie
tego ostatniego lata
kiedy to po raz pierwszy
pokazaliśmy sobie nawzajem?

I czemu ja jestem chudy i spalony
a ty stara wypasiona i ocalona?


PERŁA

Spotkałam ją na lekcji gimnastyki.
Mówiła, że od wielu lat bolą ją nogi
od czasu tamtej sześcioletniej wojny
- Nie wiedziałam, że ty też tam byłaś - powiedziałam
- Tak - odpowiedziała - ale ja miałam szczęście,
bardzo lekko to przeżyłam, nigdy nie głodowałam.
Tylko leżałam trzy lata po ciemku
pod łóżkiem
ze zgiętymi kolanami jak noworodek
I tam wsuwano mi kartofle i wodę.

Dlatego teraz mam trudności z chodzeniem.
I jeszcze raz powtórzyła - ja miałam szczęście.
Bardzo lekko to przeżyłam.


GABRIEL

Wczoraj na Dizengoff Center spotkałam
ostatniego żyjącego na świecie człowieka,
który uszedł cało z Sonderkommando
z Treblinki na czas.
Szedł z wózkiem opromienionym
uśmiechem swego pierwszego prawnuka.
a ja myślałam o tych wózkach co
kiedyś dawno ciągnął tam.
Nadal przystojny silny i opalony
uśmiechał się do mnie radośnie,
jak wtedy gdy wrócił i mówił:
mogłem ci przynieść garść brylantów
ale wolałem przyjść do ciebie
goły i czysty jak łza.


JONA

Gdy zmarł w Tel Awiwie na AIDS
sześćdziesięcioletni emeryt Jona
nikt nie podejrzewał że kiedyś
u schyłku sześcioletniej wojny
Jona wyszedł z szafy w sukience
z dwoma warkoczykami blond
i sam już nie wiedział czy
jest chłopcem czy dziewczynką

Jona ostrzygł się na jeża
nauczył się sikać na stojąco
poszedł na dziwki i wrócił
zrozpaczony
Potem ze zduszonym gardłem
zszedł z okrętu w Ziemi Obiecanej
i wszedł do szafy gdzie pozostał
do końca nie widząc już nigdy
promyka słońca


[Wiersze Irit Amiel (urodzonej w 1931 roku w Częstochowie jako Irena Librowicz) w przekładzie Marka Kazmierskiego przepisałem z książki: Irit Amiel, Spóźniona | Delayed, Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt 2016, s. 46, 72, 78, 86.]




niedziela, 5 stycznia 2020

Po przeczytaniu „Płuczek‟ Pawła Piotra Reszki

nadrabiam zaległości i oglądam Shtetl Mariana Marzyńskiego (rewelacyjnie napisane Płuczki powinny być lekturą obowiązkową w Polsce, podobnie jak Przez ruiny i zgliszcza Mordechaja Canina). Oglądnijcie Państwo ten dokument filmowy i odkryjcie ludzi, sytuacje oraz krajobrazy, jakie można też zobaczyć w Pokłosiu Władysława Pasikowskiego.

piątek, 3 stycznia 2020

Synagoga w Kowarach

[Kowary, ul. Poprzeczna 6,  29.12.2019]


Różne źródła podają informacje, że była to synagoga czy też do modlitwy, jakkolwiek budynek nie jest orientowany... Nie udało mi się też znaleźć żadnych zdjęć obiektu sprzed wojny. Ciągle więc żywię wątpliwości, że pełnił on funkcję sakralną przed Kristallnacht.

Czytałem dzisiaj rano tom siedem+siedem+siedem Dariusza Pado i na s. 63 znalazłem taki wiersz:


Dariusz Pado

Feldpost

dom boży i rzeźnię można zrównać z ziemią w jedno,
kiedy spędzasz do ich wnętrza bydło i podkładasz ogień.

on trawi wszelką różnicę. inność zamkniętą w gatunku
mięsa. uciekające musiano wrzucać do środka oknami.

wkrótce sprawdzisz sam jak to działa w praktyce.