poniedziałek, 10 lutego 2020

Mural w Wysokiej

[Wysoka, ul. Strzelecka, 06.07.2019]

Fotografowałem bez głębszego przekonania ten czerstwy, wielkopolski krajobraz małomiasteczkowy i nagle niebo zesłało mi rolkarza, który zaczął na ulicy kręcić piruety...

Słowniku polsko-polskim na str. 498.

niedziela, 9 lutego 2020

(bo uwierzyliśmy, że wolność to uświadomiona konieczność życia w naszym najlepszym ze światów, który buduje jeszcze lepszy, lepiej dopasowany świat)

Ryszard Krynicki

CO PEWIEN CZAS

Co pewien czas ktoś płonął na stosie
mędrcy, szaleńcy, przypadkowi świadkowie,
którymi mógł być każdy z nas

kobiety, które na każdym łóżku
swojej przypadkowej epoki
płonęły jak książki
za urojone i prawdziwe kontakty z urojonymi i prawdziwymi diabłami

jak książki oprawione w naszą nieludzką skórę

głosujący za, przeciw - i wstrzymujący się od głosu

co pewien czas nasze złe czasy zmieniały się na gorsze

właściciele narodów głosili wtedy, że jest coraz lepiej
a będzie jeszcze lepiej
im dłużej trwały przemówienia - tym bardziej wydłużały się kolejki,
ostatni w kolejce czuli za sobą tuż, tuż miedziane czoło
nadciągającego czasu

jedni dogorywali w obozach koncentracyjnych
w łagrach na dalekiej północy
swoich najlepszych czasów,
ginęli bez wieści,
drudzy wiedzieli o tym lecz mogli uwierzyć,
albo wiedzieli o tym lecz nie chcieli uwierzyć,
antyfaszyści ginęli z ręki antyfaszystów,
głód i tłok wyzwalały w nas najgorsze instynkty,

co pewien czas w encyklopediach naszych najlepszych czasów
epitety zamieniały się miejscami, hasła przybywały i ubywały,
ulice zmieniały swoje nazwy, w gazetach ubywało jednych,
przybywało innych słów,
za którymi kryła się zagłada całych pokoleń i narodów,
czytelnicy otwierali swoje gazety zamykając jednocześnie drzwi
wiodące do prawdziwego świata,
hasło bóg zajmowało coraz mniej miejsca, hasło człowiek brzmiało dwuznacznie,
godzina policyjna mogła trwać latami

co pewien czas,
zabijaliśmy czas, spędzaliśmy życie,
spędzaliśmy czaszabijaliśmy życie,
wielu gniło w więzienia swojej przypadkowej epoki,
wielokrotnie zdradziecki nóż cudzego serca wbijał się w nasze serca
byli banici
i ci, którzy nadaremnie starali się wyjechać za granicę
swej przypadkowej epoki
walka o pokój pochłaniała tyle samo ofiar
co walka o władzę
ktoś zamiast walczyć z wrogiem wewnętrznym,
który opanował jego serce
zdradzał przyjaciół,
co pewien czas
czerwony ołówek ogłupiałej cenzury śmierci,
w której najczęściej pracują absolwenci Historii i Prawa
wykreślał czyjąś otwartą bagnetem twarz
dawno straconą przez swojego przypadkowego właściciela i niewolnika

w zatrzaśniętych pośpiesznie okładkach legitymacji
przypadkowego zjednoczenia poufnych rozmówców,
poufnego zjednoczenia przypadkowych rozmówców,
potulnego zrzeszenia przymusowych rozmówców,
przymusowego zrzeszenia potulnych rozmówców,
prywatnego zjednoczenia itd. swojej epoki

co pewien czas te legitymacje z przytrzaśniętymi twarzami
płonęły na stosach,
jątrzyły jaskrawe ciała prezydialnych stołów,
rozżarzały czerwone sukno nieludzkiego świata
sztuczną krwią nabiegały nylonowe flagi,

co pewien czas nasze serca i twarze były jak proporce przechodnie,

co pewien czas byliśmy na ustach wszystkich,
usta wszystkich przyjmowały nas lub wypluwały
młodzi walczyli ze starymi, starzy z młodymi,
nie mogło dojść do równowagi,
bo ci pierwsi starzeli się o wiele prędzej, niż odważali się mówić ci drudzy
i tak wyprzedzaliśmy epokę

to co nazwaliśmy szczęściem - młodość -
otrzymaliśmy w darze od natury, a nie od państw, które były naszymi właścicielami
jedni gnili w więzieniach lub obozach psychiatrycznych,
innym przyznawano odznaczenia i wysokie emerytury,
paserzy zostawali ambasadorami,
co pewien czas historia, której absolwenci najczęściej
pracują w ogłupiałej cenzurze śmierci,
przyznawała rację jednym odmawiając jej innym,
co pewien czas nasi syci rówieśnicy
z zawiści lub głupoty pozbawiali nas środków do życia,
co pewien czas burzono pomniki
laureatów swojej przypadkowej epoki
i rehabilitowano pośmiertnie ofiary laureatów
minionej epoki

co pewien czas zabalsamowana mumia Stalina
byłą gotowa do powrotu,

co pewien czas zawodowi mordercy
ustanawiali karę śmierci,
rak kłamstwa toczył epokę,
która jak każdy śmiertelnie chory do końca naiwnie wierzyła,
że toczy się o własnych siłach ku lepszej przyszłości

co pewien  czas nie mieliśmy czasu,
na to, aby próbować zmieniać nasze czasy,
odróżnić czas naszego jedynego życia
od wielu czasów, w których przyszło nam żyć,
politycy, kaznodzieje, artyści i poeci
zawsze znajdowaliśmy coś na ich usprawiedliwienie,
czasami chcieliśmy po prostu przeżyć,
bo uwierzyliśmy, że wolność to uświadomiona konieczność
życia w naszym najlepszym ze światów,
który buduje jeszcze lepszy, lepiej dopasowany świat
i nie może już znaleźć dla siebie żadnego wolnego miejsca, żadnej luki

w powszechnej szczęśliwości

[Wiersz brzmi nadzwyczaj aktualnie, choć powstał jakieś pół wieku temu. Tak oto pewne sprawy zatoczyły koło. Tekst pochodzi z tomu Nasze życie rośnie, opublikowanego w 1981 roku drugim obiegu w Wydawnictwie ABC, s. 96-99.]






sobota, 8 lutego 2020

(Wszystkie słowa - uchodźcy)

Nelly Sachs

KTO WOŁA?
Własny głos!
Kto odpowiada?
Śmierć!
Czy przyjaźń ginie
w wojskowych obozach snu?
Tak!
Dlaczego nie zapieje kogut?
Czeka aż pocałunek rozmarynu
popłynie po wodzie.

Co to jest?

Chwila opuszczenia
od której odpadł czas
zabity przez wieczność!

Co to jest?

Sen i umieranie są bez właściwości

*

WER RUFF
Die Eigene Stimme!
Wer antwortet?
Tod!
Geht die Freundschaft unter
im Heerlager des Schlafes?
Ja!
Warum kräht kein Hahn?
Er wartet bis der Rosmarinkuß
auf der Wasser schwimmt!

Was ist das?

Der Augenblick Verlassenheit
aus dem die Zeit fortfiel
getötet von Ewigkeit

Was ist das?

Schlaf und Sterben sind eigenschaftslos

*     *     *

Kiedy nadszedł wielki strach
stała się niema -
ryba śmiertelną stroną
wypływająca na powierzchnię
pęcherzyki powietrza płaciły za walczący oddech

Wszystkie słowa - uchodźcy
do nieśmiertelnych kryjówek
gdzie siła rozrodcza musi sylabizować
narodziny gwiazd
i czas traci swoją wiedzę
w zagadkach światła -

*

Als der große Schrecken kam
wurde ich stumm  -
Fisch mit der Totenseite
nach oben gekehrt
Luftblasen bezahlten dem kämpfenden Atem

Alle Worte Flüchtlinge
in ihre unsterblichen Verstecke
wo die Zeugungskraft ihre Sterngeburten
buchstabieren muß
und die Zeit ihr Wissen verliert
in die Rätsel des Lichts -



[Wiersze w przekładzie Ryszarda Krynickiego z książki: Nelly Sachs, Rozżarzone zagadki/Glühende Rätsel, Wydawnictwo a5, Kraków 2006, s. 117, 154. Czytam ten tom na wyrywki, otwierając książkę na chybił trafił i niemal za każdym razem znajduję coś ciekawego/zaskakującego. Jakkolwiek poetyka tych zapisów, to raczej nie mój pomysł na kontakt z realnym...]




piątek, 7 lutego 2020

Mural w Olsztynku (2)

[Olsztynek, ul. Mazurska, 28.01.2018]

Na spotkaniu promocyjnym w Księgarni Karakteru nieco pochopnie wyraziłem opinię/nadzieję, że fala malowania murali z „wyklętymi wyraźnie opada. Być może przekonanie takie było skutkiem kilkumiesięcznego braku kontaktu z tematem (od zrobienia ostatnich zdjęć do książki we wrześniu 2019, nie monitorowałem fenomenu). Tymczasem znajomi podsyłają mi na priva informację o nowych realizacjach... Co biorąc pod uwagę zaostrzanie się walki politycznej w naszym kraju - mamy na karku bardzo ważne wybory prezydenckie wyznaczone na 10 maja - wcale nie dziwi. Ostatnio fala medialnej nienawiści do „obcego‟ (Kurwizja i wPotylice) skanalizowana została także w stronę... wegan i wegetarian (sic!). Czas pokaże, czy temat ten pojawi się na oprawach stadionowych i muralach?

Słowniku polsko-polskim na str. 281.

czwartek, 6 lutego 2020

Mural w Olsztynku

[Olsztynek, ul. Mazurska 2.03.2015]

Aż łza mi się oku zakręciła, początek pracy nad Słownikiem polsko-polskim, jeszcze D700 i podpięty do niego stareńki zoom 35-70mm. Zdjęcie zrobiłem w drodze na montaż Świętej Wojny w BWA w Olsztynie. 

Słowniku polsko-polskim na str. 280.

środa, 5 lutego 2020

Mural w Jastrowiu


[Jastrowie, ul. Kilińszczaków, 23.03.2018]

T-34 w widocznym powyżej malowaniu, wygląda jak czołgi radzieckich oddziałów, które brały udział w operacji berlińskiej w kwietniu 1945. Jednak ta klapa w bocznej burcie przypomina... drzwi do lodówki lub kuchenki gazowej w starym stylu. I jakby jeszcze było mało, podrywający się do natarcia piechur ma biało czerwoną opaskę na ramieniu (lewym...). Dawno już nie mam obu szerokokątnych szkieł, którymi zrobiłem te zdjęcie.

wtorek, 4 lutego 2020

Zina Dizengoff Square (4)




[Tel Awiw, 23-25.03.2019]

Wystawa w Polin się skończyła. Teraz pojedzie do Gdynii, a później do Tel Awiwu. Więc przy tej okazji, ale też powodowany sentymentem, kilka zdjęć z Zina Dizengoff Square, tym razem część południowa, z wylotem Pinsker Street i Dizengoff  street. Powoli, bardzo powoli wychodzę z grypy, a myśli jakie mnie od czasu do czasu nachodzą, to że fajnie byłoby się teraz teleportować w widoczne na zdjęciach okolice... Podczas pierwszego pobytu w Eretzu w 2016 roku, kiedy miałem wystawę na tutejszym festiwalu fotografii, w knajpie przy Pinsker podano mi absolutnie rewelacyjne Tabullech, które po powrocie do kraju próbowałem przyrządzić na własną rękę, ale nigdy nie było równie dobre. Dizengoff Square miał jeszcze wtedy dwa poziomy, betonowy pomost kondygnacji górnej przeznaczony była dla pieszych (konstrukcja ta skutecznie zasłaniała bauhausowskie domu przy placu), ruch samochodowy odbywał się dołem.

niedziela, 2 lutego 2020

(półmiski garnki pełne głodu ale przydadzą się do syta)

Jerzy Ficowski

               *
     *                  *

Muranów góruje
na warstwach umierania
fundament wsparty o kość
piwnice w wyrwach
opróżnionych z krzyku

Było nie było jest jak jest

Jest spokój jęków uprzątniętych
czarna łuna zdechłego ognia
mocno stoi Muranów
na pochówku pamięci
większość listów dochodzi

Było nie było jest jak jest

I ja jak on wydźwignięty
na powierzchnię popiołu
pod gwiazdy z tłuczonego szkła

Było nie było jest jak jest

chciałbym tylko milczeć
a milcząc kłamię

chciałbym tylko iść
a idąc depczę


     POŻYDOWSKIE

ona ma szafę z której suknie
zdążyły jeszcze wyjść
ale i tak by wyszły z mody

fotel z którego wstał ktoś kiedyś
tylko na chwilkę
a wystarczyła mu na resztę życia

półmiski garnki pełne głodu
ale przydadzą się 
do syta

portret zabitej dziewczynki 
w żywych kolorach

mogła mieć jeszcze taki czarny stół
w dobrym stanie
ale się nie spodobał

smutny jakiś

[Z książki: Jerzy Ficowski, Oczytanie popiołów, Association of Jews of Polish Origin in Great Britain, London 1979, s. 36, 18. Szalenie podoba mi się layout okładki tej książki, chciałbym w przyszłości mieć podobną oprawę, oczywiście jeżeli w ogóle coś jeszcze napiszę?]


sobota, 1 lutego 2020

Mały zestaw leczniczy

Jak mówi czasem moja żona - kapitalizm ma swoje dobre strony. Zamówiłem/kupiłem w środę na Allegro zestaw płyt kompozycjami Jana Dismasa Zelenki, a  już w piątek zadzwonił do drzwi pan kurier z paczką. Tak więc rekonwalescencja (okazało się, że to dosyć wredny wirus grypy się do mnie przyplątał) może mieć też wymiar, za przeproszeniem, duchowy. 
Widoczny w prawym dolnym rogu album z utworem Il diamante, ma też aspekt polski. Otóż kompozycja ta powstała na zamówienie Marii Józefy Habsburg - żony Augusta Sasa III, króla Polski i Elektora Saskiego - na okazję ślubu szwabskiej baronessy Joanny von Stein i księcia Jerzego Ignacego Lubomirskiego. Kompozycja pochodzi z roku 1737, a zlecono go Zelence, tworzącego głównie utwory sakralne, ponieważ operowi kompozytorzy dworu saskiego - Johann Adolf Hasse i Givanni Alberto Ristori - byli w tym czasie bardzo zapracowani.

czwartek, 30 stycznia 2020

Trochę śrubkologii

Ponieważ rozłożyła mnie infekcja (jakaś trudna do zwalczenia franca, jakkolwiek trochę jej pomogłem w zadomowieniu się), leżę opatulony w wyrze i oglądam różne strony internetowe, także te poświęcone fotografii. No i tutaj nic specjalnego się nie dzieje, owszem wyraźna jest tendencja do przechodzenia mejdżersów na system bezlusterkowy, ale w kwestii specjalistycznej optyki jest słabo. Śmiesznie zresztą wyglądają te wszystkie superjasne szkła Canona i Nikona, podpięte do maleńkich korpusów... Na pewno świetnie będzie się taki zestaw trzymać w ręku i pracować nim. Oglądam testy optyki przeznaczonej do bezluster i jakoś nie podzielam zachwytów testerów, że szkła te osiągają swe maksima przy przysłonach 2,8 czy 4, bo przecież z wyjątkiem reportażu pracuje się jednak zazwyczaj na wartościach 8 lub 11 (dlatego też nie kupiłem Sigmy Art czy nowego Tamrona, lecz starego Zeissa o jasności 1.4). Na moim ulubionym plotkarskim portalu Nikon Rumors pojawiła się jakiś temu informacja o mającym wejść do produkcji obiektywie firmy chińskiej Venus Optics o nazwie Laowa 15mm f/4.5 W-Dreamer shift lens. No i fajnie, to ogniskowa jakiej często ostatnimi czasy używam (wymiana Irixa 15mm na Sigmę 14mm była jak najbardziej słusznym krokiem), a do tego jeszcze możliwość przesunięcia osi optycznej. No dobrze, ale... jaka będzie jakość tego szkła? Przymierzałem się kiedyś do zakupu 12mm f/2.0 Zero-D, jednak wyniki testów skutecznie powstrzymały mnie od tej inwestycji. W-Dreamer shift lens swym wyglądem przypomina trochę szkła Canona (17mm) i Nikona (19mm), jednak jak widać na filmie zamieszczonym przy okazji prezentacji na Nikon Rumors, nie ma tam precyzyjnego mechanizmu przesuwania przedniej części obiektywu... Czy to kwestia prezentacji egzemplarza przedprodukcyjnego, czy też tak ma to ostatecznie wyglądać? No i najważniejsza sprawa: rozdzielczość (dystorsja na pewno nie będzie tutaj mała), jeżeli będzie gorsza od canonowskiej siedemnastki (a ten obiektyw nie jest tytanem ostrości), kupno Laowy mijać się będzie z celem. Nie wspominam tutaj o posiadanej dziewiętnastce Nikona, bo to zupełnie inna liga.

[zdjęcie ze strony Nikon Rumors]

środa, 29 stycznia 2020

(Dzieci śpiewały piosenkę o „leśnej samotni‟ i wkładały do podręczników liście dla przestrogi

Erich Fried


W PÓŁ DROGI

Oto nadchodzi las
pożarł już swoje ptaki
pożarł już swoje liście
teraz szumi inaczej

Nadchodzi i skrzypi
mech z pni sobie wyrywa
korę zrywa z siebie
z każdej jęczącej gałęzi

Teraz szumi inaczej
pożarł już swoje liście
pożarł już swoje ptaki
oto już się zbliża


CZYNY

Drzewo
porusza ramionami
i robi burzę

Wielka ryba
otwiera pysk
i wypluwa morze

Kogut
przekrzykuje koguta
i oba się palą

Dziecko grzebie w piasku
aż powstanie ziemia 
na jego grób


EGZEKUCJA

Trzy drzewa uznano 
za winne zbrodni:
udzielały swym listowiem 
schronienia cudzoziemcom

Wyrok wykonano
przed zgromadzonym ludem
na przodzie stały dzieci 
ze szkół z nauczycielami

Najpierw drzewa 
obdarto z liści
potem powieszono na własnych gałęziach
by się kołysały na wietrze

Dzieci śpiewały piosenkę
o „leśnej samotni‟
i wkładały do podręczników
liście dla przestrogi


LĘK PRZED LĘKIEM

Lęk co nadchodzi
myślenie o lęku co nadchodzi
lęk przed myśleniem co nadchodzi
lęk przed myśleniem

Gdy nadejdzie
nadejdzie z powodu lęku
z powodu lęku przed myśleniem
który napawa mnie lękiem

[Wiersze w przekładzie Marii Leśniewskiej z tomu: Erich Fried, Wezwanie do niepokoju, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1984, s. 27, 28, 30, 75.]



wtorek, 28 stycznia 2020

Nie bądźcie obojętni!

Przemówienie Mariana Turskiego, byłego więźnia Auschwitz, wygłoszone podczas uroczystości z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau.

Szanowni zgromadzeni, przyjaciele, jestem jednym z tych jeszcze żyjących i nielicznych, którzy byli w tym miejscu niemal do ostatniej chwili przed wyzwoleniem. 18 stycznia zaczęła się moja tzw. ewakuacja z obozu Auschwitz, która po sześciu i pół dniach okazała się Marszem Śmierci dla więcej niż połowy moich współwięźniów. Byliśmy razem w kolumnie 600-osobowej. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nie doczekam już następnego jubileuszu. Takie są ludzkie prawa.

Dlatego wybaczcie mi, że w tym, co będę mówił, będzie trochę wzruszenia. Oto co chciałbym powiedzieć przede wszystkim mojej córce, mojej wnuczce, której dziękuję, że jest tu na sali, mojemu wnukowi: chodzi mi o tych, którzy są rówieśnikami mojej córki, moich wnuków, a więc o nowe pokolenie, zwłaszcza najmłodsze, zupełnie najmłodsze, młodsze nawet od nich.

Kiedy wybuchła wojna światowa, byłem nastolatkiem. Mój ojciec był żołnierzem i został ciężko postrzelony w płuca. To był dramat dla naszej rodziny. Moja matka pochodziła z pogranicza polsko-litewsko-białoruskiego, tam armie się przewalały, tam i nazad łupiły, grabiły, gwałciły, paliły wioski, żeby nie zostawić nic tym, którzy przyjdą po nich. A więc można powiedzieć, że wiedziałem z pierwszej ręki, od ojca i od matki, co to jest wojna. Ale mimo wszystko, chociaż to było tylko 20, 25 lat, wydawało się to tak odległe jak polskie powstania XIX w., jak rewolucja francuska.

Kiedy dzisiaj spotykam się z młodymi, zdaję sobie sprawę, że po 75 latach wydają się troszkę znużeni tym tematem: i wojna, i Holokaust, i Shoah, i ludobójstwo. Rozumiem ich. Dlatego obiecuję wam, młodzi, że nie będę opowiadał wam o moich cierpieniach. Nie będę wam opowiadał o moich przeżyciach, moich dwóch Marszach Śmierci, o tym, jak kończyłem wojnę, ważąc 32 kilogramy, na skraju wyczerpania i życia. Nie będę opowiadał o czymś, co było najgorsze, czyli o tragedii rozstania z najbliższymi, kiedy po selekcji przeczuwasz, co ich czeka. Nie, nie będę o tym mówił. Chciałbym z pokoleniem mojej córki i pokoleniem moich wnuków porozmawiać o was samych.

Widzę, że jest między nami pan prezydent Austrii Alexander Van der Bellen. Pamięta pan, panie prezydencie, kiedy gościł pan mnie i kierownictwo Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego, kiedy mówiliśmy o tamtych czasach. W pewnym momencie użył pan takiego sformułowania: „Auschwitz ist nicht vom Himmel gefallen”. Auschwitz nie spadło z nieba. Można powiedzieć, jak to się u nas mówi: oczywista oczywistość.

No jasne, że nie spadło z nieba. Może się to wydawać banalnym stwierdzeniem, ale jest w tym głęboki i bardzo ważny do zrozumienia skrót myślowy. Przenieśmy się na chwilę myślami, wyobraźnią we wczesne lata 30. do Berlina. Znajdujemy się prawie w centrum miasta. Dzielnica nazywa się Bayerisches Viertel, Bawarska Dzielnica. Trzy przystanki od Kudammu, ogrodu zoologicznego. Tam, gdzie dziś jest stacja metra, jest Bayerischer Park – Park Bawarski. I oto jednego dnia w tych wczesnych latach 30. na ławkach pojawia się napis: „Żydom nie wolno siadać na tych ławkach”. Można powiedzieć: nieprzyjemne, nie fair, to nie jest OK, ale w końcu jest tyle ławek dookoła, można usiąść gdzieś indziej, nie ma nieszczęścia.

Była to dzielnica zamieszkała przez inteligencję niemiecką pochodzenia żydowskiego, mieszkali tam Albert Einstein, noblistka Nelly Sachs, przemysłowiec, polityk, minister spraw zagranicznych Walter Altenau. Potem w pływalni pojawił się napis: „Żydom zabroniony wstęp do tej pływalni”. Można znów powiedzieć: nie jest to przyjemne, ale Berlin ma tyle miejsc, gdzie można się kąpać, tyle jezior, kanałów, prawie Wenecja, więc można gdzieś indziej.

Jednocześnie gdzieś pojawia się napis: „Żydom nie wolno należeć do niemieckich związków śpiewaczych”. No to co? Chcą śpiewać, muzykować, niech zbiorą się oddzielnie, będą śpiewali. Potem pojawia się napis i rozkaz: „Dzieciom żydowskim, niearyjskim nie wolno bawić się z dziećmi niemieckimi, aryjskimi”. Będą się bawiły same. A potem pojawia się napis: „Żydom sprzedajemy chleb i produkty żywnościowe tylko po godzinie 17”. To już jest utrudnienie, bo jest mniejszy wybór, ale w końcu po godzinie 17 też można robić zakupy.

Uwaga, uwaga, zaczynamy się oswajać z myślą, że można kogoś wykluczyć, że można kogoś stygmatyzować, że można kogoś wyalienować. I tak powolutku, stopniowo, dzień za dniem ludzie zaczynają się z tym oswajać – i ofiary, i oprawcy, i świadkowie, ci, których nazywamy bystanders, zaczynają przywykać do myśli i do idei, że ta mniejszość, która wydała Einsteina, Nelly Sachs, Heinricha Heinego, Mandelsonów, jest inna, że może być wypchnięta ze społeczeństwa, że to są ludzie obcy, że to są ludzie, którzy roznoszą zarazki, epidemie. To już jest straszne, niebezpieczne. To jest początek tego, co za chwilę może nastąpić.

Władza ówczesna z jednej strony prowadzi sprytną politykę, bo np. spełnia żądania robotnicze. 1 maja w Niemczech nigdy nie był świętowany – oni, proszę bardzo. W dzień wolny od pracy wprowadzają Kraft durch Freude [„siła przez radość”]. A więc element wczasów robotniczych. Potrafią przezwyciężyć bezrobocie, potrafią zagrać na godności narodowej: „Niemcy, podnieście się ze wstydu wersalskiego. Przywróćcie swoją dumę”. A jednocześnie ta władza widzi, że ludzi tak powoli ogarnia znieczulica, obojętność. Przestają reagować na zło. I wtedy ta władza może sobie pozwolić na dalsze przyspieszenie procesu zła.

I potem następuje już gwałtownie, a więc: zakaz przyjmowania Żydów do pracy, zakaz emigracji. A potem nastąpi szybko wysyłanie do gett: do Rygi, do Kowna, do mojego getta, łódzkiego getta – Litzmannstadt. Skąd większość zostanie potem wysłana do Kulmhofu, Chełmna nad Nerem, gdzie zostanie zamordowana gazami spalinowymi w ciężarówkach, a reszta trafi do Auschwitzu, gdzie zostanie wymordowana cyklonem B w nowoczesnych komorach gazowych. I tutaj sprawdza się to, co powiedział pan prezydent: „Auschwitz nie spadł nagle z nieba”. Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, aż stało się to, co stało się tutaj.

Moja córko, moja wnuczko, rówieśnicy mojej córki, rówieśnicy mojej wnuczki – możecie nie znać nazwiska Primo Levi. Primo Levi był jednym z najsłynniejszych więźniów tego obozu. Primo Levi użył kiedyś takiego sformułowania: „To się wydarzyło, to znaczy, że się może wydarzyć. To znaczy, że się może wydarzyć wszędzie, na całej ziemi”.

Podzielę się z wami jednym osobistym wspomnieniem: w roku ’65 byłem na stypendium w Stanach Zjednoczonych w Ameryce i wtedy był szczyt batalii o prawa ludzkie, o prawa obywatelskie, o prawa dla ludności afroamerykańskiej. Miałem zaszczyt brać udział w marszu z Martinem Lutherem Kingiem z Selmy do Montgomery. I wtedy ludzie, którzy dowiadywali się, że byłem w Auschwitz, pytali mnie: „Jak myślisz, to chyba tylko w Niemczech coś takiego mogło być? Czy mogłoby być gdzie indziej?”. I ja im mówiłem: „To może być u was. Jeżeli się łamie prawa obywatelskie, jeżeli się nie docenia praw mniejszości, jeżeli się je likwiduje. Jeżeli nagina się prawo, tak jak to czyniono w Selmie, wtedy to się może zdarzyć”. Co zrobić? Wy sami, mówiłem im. Jeśli potraficie obronić konstytucję, wasze prawa, wasz porządek demokratyczny, broniąc praw mniejszości – wtedy potraficie to pokonać.

My w Europie w większości wywodzimy się z tradycji judeochrześcijańskiej. Zarówno ludzie wierzący, jak i niewierzący przyjmują jako swój kanon cywilizacyjny dziesięcioro przykazań. Mój przyjaciel, prezydent Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Roman Kent, który przemawiał w tym miejscu pięć lat temu w czasie poprzedniego jubileuszu, nie mógł tu dziś przylecieć. Wymyślił 11. przykazanie, które jest doświadczeniem Shoah, Holokaustu, strasznej epoki pogardy. Brzmi tak: nie bądź obojętny.

I to chciałbym powiedzieć mojej córce, to chciałbym powiedzieć moim wnukom. Rówieśnikom mojej córki, moich wnuków, gdziekolwiek mieszkają: w Polsce, w Izraelu, w Ameryce, w Europie Zachodniej, w Europie Wschodniej. To bardzo ważne. Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana do aktualnych potrzeb polityki. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana. Istotą demokracji jest to, że większość rządzi, ale demokracja na tym polega, że prawa mniejszości muszą być chronione. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek władza narusza przyjęte umowy społeczne, już istniejące. Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny.

Bo jeżeli będziesz, to nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakiś Auschwitz nagle spadnie z nieba.


poniedziałek, 27 stycznia 2020

(Dlaczego uśmiechasz się na widok tego białego człowieka, który modli się pod akacją?)

Grzegorz Wróblewski


Mandarynki

Delektując się mineralną wodą
z dumą patrzę na hiszpańskie,
wysuszone mandarynki.

Skurczone ze strachu schroniły się
w koszyku pełnym pustych butelek.
Jestem panem ich krótkiego życia.

Oszczędziłem je. Tak jak ktoś
zapomniał o mnie.


Szpital Hvidovre

Starcy nie odzywają się. Dwóch leży przy oknie,
a jeden za parawanem 
przy drzwiach.

Ich dzieci przychodzą w soboty.
Syn pana Jensa
zjawia się w poniedziałki.


Chorzy na raka jelit

Ci wychudzeni mężczyźni chorzy na raka jelit
obserwują w milczeniu osy.

Jedna z nich jest dzisiaj zwinna i tłusta.


Odmiany przestrzeni

Anne żyje w białej sukience. Hoduje sztuczne
rośliny i od lat nie wychodzi na zewnątrz.
Jest zaprzyjaźniona tylko z nieruchomym
chrabąszczem... Dlaczego uśmiechasz się
na widok tego białego człowieka, który
modli się pod akacją? - pyta mnie zawsze,
gdy odwiedzam ją w pensjonacie.
Lekarze twierdzą, że Anne cierpi na schizofrenię,
ma ciężki reumatyzm i bolą ją oczy. A tak naprawdę
to nie wiadomo, dlaczego jeszcze nie wyskoczyła
przez okno! I nadal przeżuwa swoje ulubione,
skamieniałe pestki, które od dawna już 
kolekcjonuje pod prześcieradłami...


[Wiersze z książki: Grzegorz Wróblewski, Prawo serii, Instytut Wydawniczy „Świadectwo‟, Bydgoszcz 2000, s. 13,14,15, 26. Mandarynki wprawdzie pojawiły się już tutaj kiedyś, ale w postaci skanu.]