poniedziałek, 16 października 2017

Wernisaż wystawy „Joanna Helander. Archiwum otwarte” w galerii Fundacji Kultura Obrazu w Katowicach

Co miało miejsce w zeszły piątek 13 maja o godz. 18:00. Fundacja Kultura Obrazu zajmuje się opracowaniem archiwum fotografki, co ma skutkować w niedalekiej przyszłości m.in. dużą ekspozycją oraz albumem fotograficznym. Z czego już się cieszę, ponieważ bardzo cenię zdjęcia Joanny. Prawdę mówiąc, nie byłoby Czarno-Białego Śląska bez jej fotografii z Rudy Śląskiej, jakie znalazły się w wydanym w Szwecji (w 1978 roku) albumie Kobieta, a które najpierw zobaczyłem w 1994 roku w 15/16 numerze nieistniejącego już pisma Na Głos.

 
 
 

 
 
 
 

 
 

sobota, 14 października 2017

Żołnierze W...ęci

Powrót do tematu. Po chyba półrocznej przerwie. No i nie zauważyłem, że mam  w puszce ustawiony zapis wyłącznie w postaci JPG-ów... Fuck! I tak muszę tam wrócić, kiedy liście z krzaczka spadną i odsłonią litery Y, K i L.

[Wola Filipowska, DK-79, 14.10.2017]

piątek, 13 października 2017

Patrząc na świat prosto i daleko (II)

...w piątek 13 października 2017 roku, nie mogłem nie wkleić wiersza hurra Grzegorza Kwiatkowskiego, który w zapowiadanym tomie Sową (premiera 6 listopada 2017) sąsiaduje z tekstem Franz Suchomel, ur. 1907 zm. 1979.

czwartek, 12 października 2017

Bezbramna brama

Czy też za bezbramną bramą lub przed, albo może pomiędzy, tu i tam, wiersz napisany przez mnicha zen Mumona Ekai (ch. Wu-men Hui-k'ai) w XIII wieku w Chinach (przetłumaczony pod koniec XX stulecia z angielskiego na polski przez Jerzego Jastrzębskiego), pochodzący ze słynnego zbioru koanów Mumonkan (czyli Bezbramna brama właśnie). Po tym wszystkim co się wydarzyło w polskiej poezji w drugiej połowie minionego wieku, kiedy nastąpiło definitywne zerwanie z tradycją melodyjnych rymowanek, tekst Mumona brzmi niebezpiecznie współcześnie... 

Na to samo pytanie 
Pada ta sama odpowiedź.
W ryżu jest piasek,
W błocie są ciernie.

środa, 11 października 2017

Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną... (2)

Bernardo Bellotto, Canale Grande z Palazzo Corner-Spinelli w stronę Rialto, Wenecja (1738-40)

[Ołówek, piórko, brązowy tusz, 265 x 389 mm, praca w kolekcji Rijksmuseum, Amsterdam. Skan z książki Canaletto, Bernardo Bellotto Paints Europe, Hirmer Verlag, Munich 2014, str. 161. Będę do tego albumu - jak to wcześniej zapowiadałem - jeszcze nie jeden raz wracać. Słucham sobie właśnie Suitte d'un Goût Etranger, Pièces de viole du IV Livre, 1717 Marina Marais w wykonaniu Jordi Savalla (et consortes), co dziwnie pasuje mi do tego obrazka (mimo, że francuski barok, to jednak inna bajka, niż włoski, no i utwory wcześniejsze co najmniej o 20 lat), a także do jesiennego widoku za oknem...]

wtorek, 10 października 2017

Patrząc w świat prosto i daleko...

Wiersz Grzegorza Kwiatkowskiego z książki Sową, która 6 listopada będzie miała premierę w Biurze Literackim. Tak się składa, że znam ten zestaw tekstów od dłuższego czasu (metoda pracy Kwiatkowskiego jest mi bardzo bliska i nie dotyczy to tylko sfery słowa) tym bardziej więc się cieszę, że ujrzy światło dzienne w postaci publikacji, domykającej trylogię, składającą się z wydanych wcześniej tomów Radości (2013) i Spalanie (2015). 


SS-Unterscharführer Franz Suchomel, który tak ładnie odśpiewał Hymn Treblinki w obecności ekipy Claude'a Lanzmanna pracującej nad dokumentem Shoah (nie wiedział jednak, że jest filmowany ukrytą kamerą), w rozmowie z reżyserem stworzył też swoistą definicję tego ośrodka zagłady. 

Suchomel: Treblinka war ein zwar primitives, aber gut funtktionierendes Fließband des Todes.
Lanzmann: Fließband?
Suchomel: ...des Todes. Verstehen Sie?
Lanzmann: Ja, ja. Aber primitiv.
Suchomel: Primitiv. Zwar primitiv, aber gut funtktionierendes Fließband des Todes.

Pozwoliłem sobie do niej nawiązać w jednym z wierszy z książki Realizm. 

niedziela, 8 października 2017

„Schauenviertel‟

Wim Wenders, „Schauenviertel‟, Berlin, 1992

Podczas pierwszego dłuższego pobytu w Berlinie w 1993 roku, zupełnie przypadkowo trafiłem do dzielnicy Prenzlauerberg, w której wiele miejsc wyglądało jak na tej fotografii Wendersa. Oczywiście robiłem wtedy zdjęcia, ale w zupełnie innej stylistyce... Trochę czasu zajęło mi skrócenie dystansu do realnego i dojście do weryzmu, z jakim Wenders był od dawna za pan brat. Jeśli idzie o kwestie techniczne, to fotografia powyższa wykonana została kamerą Makina 67, którą reżyser - jak wspomina o tym w wywiadach - kupił w komisie. Urządzenie zostało wymyślone przez niemiecką firmę Palubel (aparat nawiązywał do reporterskiego Paubela Makiny z lat trzydziestych, w którym obiektyw z miechem wyciągało się z korpusu na nożycowych prowadnicach), a firmowane przez japońską firmę Komio Doi. Japończycy zakupili Palubela pod koniec lat siedemdziesiątych i podrasowali prototyp, do którego w wersji produkcyjnej korpusy wytwarzała Konica, a obiektywy Nikon. Makina 67 wyposażona była w szkło o ogniskowej 80mm i świałosile 2.8, nieco później ofertę poszerzono o wersję 67W z szerokokątnym obiektywem o ogniskowej 55mm.

piątek, 6 października 2017

Kurier (nie) dzwoni dwa razy


Ten granat z okładki po lewej stronie to raczej kwaśny będzie...
Chyba nadszedł ten moment, żeby kupić oratorium Il serpente di bronzo w  kapitalnym wykonaniu Ensemble Inégal. I może jeszcze serenadę Il diamante (która była prezentem ślubnym Marii Józefy, żony Augusta Sasa III, dla żeniących się - szwabskiej baronessy Joanny von Stein i księcia Jerzego Ignacego Lubomirskiego)?

czwartek, 5 października 2017

Pionowo (z Góry Syjon)

Wim Wenders, Jerusalem seen from Mount Zion, 2000

[Już nie pamiętam, gdzie czytałem wywiad z Wendersem, w którym mówił, że do panoram używa (używał?) japońskiej kamery o nazwie Art Panorama. Ponieważ oprócz modelu 617 firma Tomiyama produkowała też wersję 624, więc sprawdziłem proporcje widoku z Syjonu (zdecydowanie pierwsza opcja). Kiedyś byłem o krok od kupienia Linhofa Technoramy 612pc, a nieco później chińskiego wynalazku o nazwie Widepan Pro II 140 (można było na Ebay'u trafić na sprawny egzemplarz za 4-5K). Stare dzieje, aż mi się łza w oku zakręciła...
Bardzo lubię zdjęcia Wendersa i chociaż ich autor ma zwyczaj opowiadać o nich w nieco pretensjonalny sposób, to zdecydowanie trudno by go było nazwać fotografikiem. Zresztą Niemcy nie mają w swoim słowniku tego kretyńskiego terminu. Ot differentia specifica...
Tak jak poprzednio jest to skan z albumu: Wim Wenders Bilder von der Oberfläche der Erde, Schrimer/Mosel, München 2001.]

środa, 4 października 2017

Pionowo

Wim Wenders, Jerusalem seen from the Mount Olives, 2000

[Tytuł zdjęcia (innych też) po angielsku, a książki po niemiecku, dotyczy to także esejów w niej zawartych... Skan z albumu: Wim Wenders Bilder von der Oberfläche der Erde, Schrimer/Mosel, München 2001. Obrazy z powierzchni ziemi... Zawsze uważałem, że fotografia to działalność mocno powierzchniowa.]

wtorek, 3 października 2017

Poezja TVN

I ty także możesz zostać Harunem Farockim...
W Berlinie trwa teraz jego duża retrospektywa (prawdę mówiąc, nie za bardzo przepadam...).

poniedziałek, 2 października 2017

Szkoda...

Tak sobie myślałem (żywiłem tzw. nadzieję), że może tym razem Szanowne Żuri Nagrody Najki wyłamie się ze schematu i nagrodzi (jednak zerknąwszy na skład żurorów oraz ich szefa, wiedziałem od razu, że to nieprawdopodobne) np. Genowefę Jakubowską-Fijałkowską... Co oczywiście nie nastąpiło, ponieważ trzeba było wyróżnić przedstawiciela rodzimej literatury zastępczej, czyli reportażu ;)) Więc na pohybel (wiadomo komu) wklejam poniższy skan z książki Paraliż przysenny. Szkoda...

niedziela, 1 października 2017

Małgorzata Lebda o "Blue Pueblo" w Prologu

No tośmy się doczekali z Grzegorzem Wróblewskim tekstu o Blue Pueblo w piśmie naukowym (sic!) z bibliografią oraz przypisamy... Małgorzata Lebda pisała już wcześniej o projekcie w ArtPapierze, a tu proszę, pismo Prolog i numer o tytule Literatura wykadrowana. Ale najpierw dwie uwagi. Wydaje mi się, że Barthesowskie kategorie punctum i studium, można odnieść też do samego fotografującego oraz procesu wykonywania zdjęć, w tym sensie, że owo nakłucie może być sygnałem płynącym od tego, co niejako domaga się rejestracji. Czyli, że cała sprawa nie dotyczy (nie powinna dotyczyć) wyłącznie wrażeń z lektury zarejestrowanych przez kogoś obrazów fotograficznych. Druga istotna kwestia to pierwszy, oddzielony dywizem, moduł tytułu ekspozycji w MOCAK-u o brzmieniu Poezja i fotografia, który nie pochodził od nas, a był efektem żmudnych negocjacji z dyrekcją tej instytucji (dlatego też po wspomnianej pauzie pojawia się słowo projekt)... Moją i Grzegorza intencją było uniknięcie takiej kategoryzacji i prezentacja przedsięwzięcia jako rodzaju gestamtkunstwerku, czym w istocie jest Blue Pueblo. Miłej lektury!





piątek, 29 września 2017

39,80 >>> 9,95

Wydanie z 2001 roku... Nie pamiętam już dokładnie, ale to chyba wtedy widziałem wystawę z tym materiałem w C/O Berlin? Albo rok, dwa lata później? Zawsze warto zaglądnąć do Langera-Blomqvista! :))