wtorek, 2 października 2012

Stary Chorzów, 12.04.2002


Myślałem o tym kadrze od dłuższego czasu...
Nieistniejące otoczenie, także nieistniejącej już Elektrowni Chorzów, to były tereny (kapitalna ul. Marii Rodziewiczówny, której chyba jeszcze nie zrównano z ziemią?), gdzie intensywnie robiłem zdjęcia na początku pracy nad "Czarno-Białym Śląskiem", czyli zimą/wiosną 2000. I w ciągu dwóch zaledwie lat rozebrano budynki otaczające elektrownię. A rok później zatrzymano jej turbiny.

poniedziałek, 1 października 2012

Jestem stąd. Polska wielu narodów


- to tytuł projektu, do którego rok temu sfotografowałem 15 przedstawicielek i przedstawicieli mniejszości etnicznych, żyjących we współczesnej Polsce. 4 października 2012 o godzinie 17:00 w Budynku Głównym Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie przy ul. Podchorążych 2 w Audytorium W. Danka, nastąpi uroczyste otwarcie wystawy, na co ZAPRASZAM! Przedsięwzięcie ma charakter edukacyjny - zdjęcia pojawią się na panelach dotyczących poszczególnych grup etnicznych - i skierowane jest do uczniów szkół podstawowych oraz gimnazjów (ekspozycja jest w pełni mobilna i będzie podróżować po kraju). Więcej informacji na temat tego projektu oraz całkiem sporego zespołu jego autorów można znaleźć na stronie www.jestemstad.pl.


Muszę powiedzieć, że z dużą przyjemnością robiłem te zdjęcia, bo po pierwsze - towarzyszyły im zwykle ciekawe rozmowy z fotografowanymi osobami, po drugie - od czasów "Antologii" i "Kalwarii" nie fotografowałem właściwie ludzi. Widoczne wyżej portrety ułożyłem teraz przypadkowo (oczywiście na panelach osoby te nie są anonimowe), nie ma tu więc porządku alfabetycznego wg. nazwisk czy nazw grup etnicznych... Czy widać tu jakieś istotne różnice?


sobota, 29 września 2012

PARANOJA


[Auchan, Wałbrzych, 29.09.2012]


Szkoda słów...

Więc po tej dawce rodzimej paranoi, niejako na odtrutkę wiersz Charlesa Reznikoffa pt. "Nawet nie tchnienie liści"

Charles Reznikoff

Nawet nie tchnienie liści

Nawet nie tchnienie wiatru
daje znak opadaniu liści -
małe cele giną 
w wielkich projektach.

Szczęśliwy człowiek
gdzie uchodźcy
to tylko ptaki i liście.

[przekład Piotra Sommera, wiersz z tomu By the Well of Living and Seeing and The Fifth Book of the Maccabees, 1969, opublikowany w Literaturze na Świecie nr 12 (137) z 1982]

piątek, 28 września 2012

Chorzów, 07.01.2001



Pomimo, że pojawia się tu nazwa dzielnicy Chorzowa - Batory, to jednak zdjęcie to - o ile dobrze sobie przypominam - wykonane zostało przy ulicy ks. biskupa Bernarda Bogedaina lub gdzieś w bliskiej okolicy.
Wzięło mnie wczoraj na przeglądanie stykówek z "Czarno-Białego Śląska" i patrząc na te płachty i widoczne na nich kadry ze górnośląskimi krajobrazami, zdałem sobie nagle (i dobitnie) sprawę, jak wiele w ciągu tych 11-12 lat się zmieniło... Co dotyczy nie tylko wyburzeń i dewastacji, ale też tzw. miejskiej infrastruktury i niekoniecznie tylko in minus. Więc chociaż dystans czasowy nie jest zbyt duży, bo to zaledwie lekko naciągnięta dekada, to widać jednak, że przemiany są kolosalne...
Powyższe zdjęcie nie weszło do książki (o przyczynach już kiedyś pisałem), ale wydaje mi się dość symptomatyczne. Po pierwsze - użycie hakenkreuzów w kibicowskim graffiti, co 11-12 lat temu było dla mnie sporym zaskoczeniem, nadal ma się dobrze i nie dotyczy wyłącznie fanów drużyny z Chorzowa, w ogóle nie dotyczy tylko Górnego Śląska. Po drugie - trzeba przyznać, że obecnie napisy takie lub często murale, mają znacznie ciekawszą formę plastyczną. Po trzecie - wracając znów do "solarnej symboliki", widoczne na zdjęciu znaki, antycypują w jakiś sposób to populistyczne i nacjonalistyczne przesunięcie w prawo, jakie się dokonuje w naszym kraju i czego najlepszym przykładem jest (będzie) zapowiadany na jutro marsz w Warszawie.

czwartek, 27 września 2012

Vedute di Silesia


- architektura postindustrialna Górnego Śląska w fotografii - tak się nazywała wystawa, na której to zdjęcie było prezentowane. I ekspozycja ta, eksponowana w latem 2005 w ruinach Teatru Miejskiego w Gliwicach (niestety samego pokazu nie widziałem - a wzięli w nim udział także: Waldemar Jama, Piotr Szymon, Sławoj Dubiel, Rafał Milach, Karel Tuma, Piotr Chojnacki i Michał Cała), towarzyszyła wystawie grafik Giambattisty Piranesiego z kolekcji tamtejszego muzeum.

Koksownia Huty Królewskiej, 28.11.2001

Hm, popatrzyłem na plik, który wysłałem 7 lat temu organizatorom tej prezentacji i... przeraziłem się jego nadmiernym kontrastem oraz pojechanym wyostrzaniem... No ale, negatyw skanowałem wówczas na Epsonie 4870, który bez zadania maski wyostrzającej mógł przyprawić o mdłości. Po małej korekcie wklejam to zdjęcie, zresztą jedno z moich ulubionych z "Czarno-Białego Śląska".

Natomiast jeśli chodzi o paralele z Piranesim, to wtedy wydawały mi się przegięciem czy też lekkim nadużyciem, ale patrząc na to z perspektywy wspomnianych 7 lat... Czemu nie? 

środa, 26 września 2012

ODCISKI PAMIĘCI / MARKS OF MEMORY


Taki jest tytuł zbiorczy wystawy w MOCAK-u, a plakat (a właściwie jego projekt, ale pewnie nic się tutaj nie specjalnie zmieni) mojego setu pt. "Przestrzenie postindustrialne" wygląda tak:


A plakat wystawy równoległej Anity Glesty pt. "Guernica" jest (będzie) taki:


wtorek, 25 września 2012

Grodziec w ramce ;-P


Cementownia "Grodziec", 29.11.2005

Skończyłem wreszcie przygotowywać pliki do druku na wystawę w MOCAK-u (otwarcie 19 października, już ZAPRASZAM). Teraz tylko muszę powiesić je na ftpie lablabu, a na początku przyszłego tygodnia wydruki powędrują do galerii na montaż wystawy. I retuszując w Ps widoczne powyżej ujęcie, nagle zobaczyłem jakieś pionowe smugi na jasnym polu nieba (co ciekawe, naświetlając barytową odbitkę 6 lat temu i skanując niedawno film, w ogóle ich nie zauważyłem)... Na całe szczęście przy fotografowaniu industriali, zawsze robiłem duble z wariantową ekspozycję. Na całe szczęście, bo szkoda by było tego kadru...
Wydruki na wystawę, będą zrobione na papierze Hahnemuhle Photo Rag Baryta 315, a ich wymiary to 60x60cm (z polem obrazu 50x50cm). Oczywiście zdjęcia nie będą miały "żałobnej obwódki" ;)

Cieszę się z tej wystawy, bo fotografie z cyklu "Postindustrial", nie były pokazywane poza znacznie skromniejsza prezentacją na "Nowych dokumentalistach" w CSW, no i robię to wszystko ze sporą przyjemnością, z pewnym dystansem i bez ciśnienia... 
A jeśli idzie już o samo ciśnienie i to podwyższone, to można było takiego stanu doświadczyć, podczas fotografowania tego motywu. Bo żeby zrobić to zdjęcie, musiałem przejść kilkumetrowy odcinek wąską, betonową kładką z tzw. "otwartą ekspozycją" po obu stronach, a potem ustawić statyw na  rodzaju półmetrowego podestu i znaleźć miejsce dla siebie. A wszystko to w zimie, przy śniegu i oblodzeniu tych betonów...

poniedziałek, 24 września 2012

METODA


Kopenhaga, Amager, 14-21.11.1999

-----

Allen Ginsberg

O utworach Burroughsa

Metodą musi być najczystsze mięso
          i żadnych przypraw z symboli,
prawdziwe widzenia i prawdziwe więzienia
          jak widziano je wtedy i jak widać je teraz.

Więzienie i widzenia pokazane
          przy pomocy surowych opisów
dokładnie odpowiadających opisom
          Alcatraz i Róży.

Nagi Lunch to dla nas rzecz normalna,
         jadamy kanapki z rzeczywistością.
Lecz alegorie to kupa sałaty.
         Nie ukrywajcie szaleństwa.

                                          San Jose, 1954


[przełożył Piotr Sommer, wiersz opublikowany w tomie: Allen Ginsberg, Znajomi z tego świata, Biblioteka "NaGłosu"-Wydawnictwo M, Kraków 1993]

sobota, 22 września 2012

NIEZNANY WIERSZ ROMANA GIERTYCHA


Jak ktoś ma wątpliwości,
to ja zawsze mówię,
żeby pojechał do Manopello,
wioski pod Rzymem, gdzie
jest tak zwana chusta Weroniki
z wizerunkiem Chrystusa
z otwartymi oczyma.

I ta twarz Chrystusa
jest twarzą Semity*,
i to taką klasyczną,
jak z antysemickich broszurek,
a przeze mnie umiłowaną.

-----
*Mam bardzo głęboko przemyślaną kwestię podejścia prawicy do problemu żydowskiego. W interesie narodowym absolutnie nie jest nawiązywanie do antysemickich wątków w historii ruchu narodowego czy innych ruchów, np. piłsudczykowskich. Ale zwalczam antysemityzm także z powodów osobistych. Dla mnie katolicyzm jest czymś ważnym, nie jestem w tym cynikiem.

Gazeta Wyborcza, sobota-niedziela 15-16 września 2012, str. 3.

piątek, 21 września 2012

HERITO numer 8 (2012)




W  ósmym numerze kwartalnika "Herito" o narodach w kontekście historii i pamięci piszą m.in. Miroslav Hroch, Alexandr Lipatov, Zdzisław Najder, Robert Traba i Wojciech Wilczyk. Z Krzysztofem Czyżewskim, dyrektorem artystycznym Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016, rozmawia Joanna Sanetra-Szeliga; Agnieszka Zabłocka-Kos analizuje ideę i konkurs Muzeum Bauhausu w Weimarze; Katarzyna Jagodzińska pisze o niedoszłym warszawskim Muzeum Sztuki Współczesnej a fiasko tego projektu komentują Piotr Piotrowski i Jarosław Suchan. Refleksjami z lektur i wystaw dzielą się Maria Poprzęcka, Łukasz Galusek i Magdalena Ujma, Maciej Czerwiński i Paweł Jarosz. Numer zamykają eseje o krajobrazie Prus Wschodnich i zaginionym Królewcu Janusza Sepioła oraz o kolekcjonerach sztuki w dawnej Łodzi Dariusza Kacprzaka.

Jest już dostępna 8 edycja Herito, a w niej także tekst mojego autorstwa pt. "Czas najwyższy przypomnieć twórczość Mojżesza Worobiejczyka". Wnętrze pisma wypełniają ilustracje, będące przefotografowanymi stronami jego unikatowej książki "Ein Getto im Osten - Wilna" z 1931 roku. Polecam uwadze ten bardzo treściwy oraz świetnie graficznie opracowany numer krakowskiego kwartalnika i wklejam poniżej fragment artykułu:

(...)
Co ciekawe Mojżesz Worobiejczyk i jego dzieło nie są w naszym kraju specjalnie znani. Owszem, nazwisko Worobiejczyka pojawia się w szkicu Historia fotografii polskiej do roku 1990 Krzysztofa Jureckiego, który zamieszczony został na portalu www.culture.pl oraz w książce Janiny Struk Holocaust w fotografiach, ale informacje te ograniczają się do zdań o następującej treści: „Portrety Żydów polskich przedstawiają zdjęcia Romana Vishniaca z Warszawy z końca lat trzydziestych i Mojżesza Worobiejczyka z Wilna.” (Jurecki) oraz „Józef Kiełsznia z Lublina i Mojżesz Worobiejczyk z Wilna dokumentowali życie społeczności żydowskich w swoich miastach” (Struk). Trzeba tu od razu poczynić sprostowanie, że Kiełsznia miał na imię Stefan, a nie Józef oraz że bynajmniej nie zajmował się „dokumentowaniem życia społeczności żydowskiej w swoim mieście”. Janina Struk jako źródło tej informacji podaje wydany w 1991 album 150 lat fotografii polskiej, opracowany przez redaktorów nieistniejącego już wtedy kwartalnika „Fotografia”, a właśnie na łamach tego pisma, w numerze 3–4 (49–50) z 1988 roku ukazał się najobszerniejszy jak dotąd artykuł o Worobiejczyku autorstwa Jerzego Tomaszewskiego.

W tekście Mojżesz Worobiejczyk, zapomniana karta historii fotografii Tomaszewski podaje obszerne informacje o autorze Ein Getto in Osten – Wilna, zaś ilustracjami do jego tekstu jest kilka skserowanych stron z wileńskiego albumu. Dzisiaj zawarte tam dane biograficzne moglibyśmy znaleźć w Internecie, trzeba jednak pamiętać, że wspomniany tekst powstał na osiem lat przed udostępnieniem sieci szerokiemu gronu odbiorców. Coraz szybszy i bardziej dostępny Internet niewiele jednak zmienił w tej sprawie; 24 lata po opublikowaniu artykułu w „Fotografii” znajomość dokonań Worobiejczyka w naszym kraju prezentuje prawie ten sam, czyli niemal zerowy poziom. A przez te lata coś się jednak wydarzyło, na przykład w roku 2004 wydawnictwo Steidl wypuściło na rynek wznowienie drugiego albumu Worobiejczyka Paris, książki wydanej także w 1931, a opatrzonej przedmową… Ferdnanda Légera. Reedycja ta nosi tytuł Ci-Contre – 110 Photos by Moï Ver, zaś zdjęcia z książki (dokładniej: fotomontaże) pokazywane były zimą 2004/2005 w Pinakothek der Moderne w Monachium. 
(...)


Mojżesz Worobiejczyk, z książki Ein Getto im Osten - Wilna (1931)

czwartek, 20 września 2012

Dom przy Amagerbrogade


Kopenhaga, Amagerbrogade, 14-21.11.1999 [Hasellblad 500 C/M + Planar 80/2,8 + Ilford FP-4 Plus]

W zeszłym roku mijaliśmy go wielokrotnie jeżdżąc na rowerach do centrum.
Ten dom od razu zwraca uwagę swoją fasadą, nie bardzo pasującą do robotniczej głównie zabudowy Amager. 

Mimo, że zdjęcie było robione ze statywu, kadr ucieka trochę w prawo i widać też lekką dystorsję standardowego Planara... co było wtedy dla mnie pewnym "odkryciem" i... zaskoczeniem. Matówka, która wtedy miałem zamontowaną w korpusie, pochodziła chyba z modelu 500 C, była ciemna i bez grida, więc sam proceder kadrowania był utrudniony i obfitował w takie pomyłki, szczególnie przy słabym oświetleniu. No ale, cały "Czarno-Biały Śląsk" zrobiłem tym właśnie zestawem, dokupując po pewnym czasie Distagona 50mm, a pod koniec pracy nad projektem,  jeszcze Sonnara 250mm.

Aha, byłbym zapomniał, zdjęcie było prezentowane na wystawie "Poeci, pisarze i ulice wielkich miast" w Galerii Widokowej na 30 piętrze PKiN w 2000 roku jesienią, a tutaj można przeczytać relację z tej ekspozycji, zamieszczoną przez Marka Grygla w fotoTAPECIE.

-----
22:34 - 150.000 odsłon strony.

środa, 19 września 2012

VALBY ULICA DŁUGA


to jeden z tych tekstów Grzegorza Wróblewskiego, które bardzo niezmiennie lubię. Wiersz z tomu "Planety" (1984) wydanego w tzw. "bibliotece bruLionu", gdzie kapitalnie oddany został klimat i charakter (oczywiście nie tylko te wymienione "parametry"...) kopenhaskiej dzielnicy Valby oraz autentycznie długiej arterii, która do niej prowadzi z centrum miasta. A ponieważ wczoraj autor wiersza powiesił na Facebooku linka do strony PROJECT FOR INNOVATIVE POETRY, gdzie można przeczytać przekłady jego tekstów na angielski (dokonane przez Malcolma Sinclaira), a wśród nich także wymieniony w tytule tego posta utwór, pomyślałem, żeby wkleić na bloga oryginał i tłumaczenie (dlaczego wcześniej tego nie zrobiłem?). 
Ponieważ swego czasu, tzn. 13 lat temu planowaliśmy wspólne przedsięwzięcie wydawnicze (nic z niego jednak nie wyszło), w ramach którego podczas dwóch pobytów w Danii fotografowałem Kopenhagę, zacząłem przeglądać archiwum i stykówki, w celu dopasowania jakiegoś obrazka. No i niestety, te wykonane wtedy na Valby, jakoś specjalnie (i przede wszystkim oglądane z perspektywy 2012 roku) mi nie podchodziły... Zdecydowałem się więc na kadr z dzielnicy Amager, którego klimat i charakter (oczywiście z wyłączeniem właściwości topograficznych) w jakiś sposób  konweniują z tym wierszem.

Kopenhaga, Amager, listopad 1999


Grzegorz Wróblewski

VALBY ULICA DŁUGA

publiczny dom (250 od łebka)
rzeźnia (słodkawy, mdły zapach)
fryzjer (obcina nieżywych już staruszków)
to jest moja duńska przestrzeń
a konkretnie valby ulica długa

zmęczony malarz w białym kombinezonie
wchodzi, załatwia błyskawicznie miłość
i odjeżdża furgonem, z którego
wystaje mu składana drabinka

(rzeźnik zbiera z ulicy czerwoną maź)

a ja nie potrafię tak znienacka
wejść i równie szybko wyjść

---

VALBY LONGSTREET

a brothel (250 per head)
a slaughter-house (a sweetish, sickly smell)
a barber (clips old men who are already dead)
this is my danish space and specifically
Valby Longstreet

a tired house-painter in white overalls
goes in, makes quick love
and leaves in his van from which
a folding ladder protrudes

(the butcher shovels up the red grease
from the street)

but I can’t go so suddenly in
and come so quickly out


[Translated from the Polish by the author and Malcolm Sinclair]

wtorek, 18 września 2012

2 wiersze z tomu "LOVE & FAME"


Johna Berrymana, w przekładzie Piotra Sommera, zamieszczone w Literaturze na Świecie nr 12 (104) z 1979 roku, którą teraz poczytuję. Pierwszy to fajny przykład odniesienia do konkretu, co nie jest zbyt częste w poezji i co bardzo lubię, drugi odpowiada mojemu dzisiejszemu nastrojowi... (czy w "szerzej" to ujmując, mojemu usposobieniu ostatnich kilku dni - czy to efekt septemberlicht?) Tak w ogóle, to wspomniany numer LnŚ sprzed 33 (!) lat poświęcony był głównie Robertowi Lowellowi, a John Berryman pojawił się tam w pewnym sensie na doczepkę. I czytając teraz ten rozlatujący się tomik we fioletowej okładce, po raz pierwszy też z pewną przyjemnością przeczytałem wiersze Lowella, którego wcześniej szczerze nie znosiłem. A wracając do Berrymana, to mimo świetnych tłumaczeń Piotra Sommera, poeta ten jakoś niespecjalnie zafunkcjonował w Polsce, jako przedmiot przekładów, źródło inspiracji czy rodzaj odniesienia... Szkoda.

Literatura na Świecie Nr 12 (104) 1979

poniedziałek, 17 września 2012

17 września


Kolejna rocznica naszego Dolchstossu, który jest jednym z głównych mitów założycielskich prawackiego patriotyzmu. To ciekawe, że prawaki najbardziej celebrują militarne klęski, a wśród nich głównie te kopniaki, jakie nas dosięgły od sąsiadów na wschodzie, a nie równie dotkliwe z przeciwnej strony... Przy okazji tejże rocznicy pojawia się też zwykle zdumienie, że ludność ukraińska, białoruska i polonizowani intensywnie Poleszucy, czyli wcale liczne etniczne grupy, zamieszkujące wschodnie tereny II RP, jakoś nie miały specjalnego przywiązania do polskiej państwowości w momencie, gdy wkraczała tam Armia Czerwona... Ciekawe dlaczego? 

17 września bieżącego roku wypada też Żydowski Nowy Rok, więc dla wszystkich, którzy obchodzą SHANA TOVA UMETUKA!

I także 17 września, tyle, że w roku 1938 rozstrzelano Brunona Jasieńskiego (przebywającego w ZSRR od 1929, a aresztowanego przez NKWD w maju 1937 podczas czystek tzw. "jeżowszczyzny"), którego właśnie w tym dniu skazany został na karę śmierci przez Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR. Jasieński był wybitnym polskim poetą, a napisany przez niego w pierwszej połowie lat 20. poemat "Słowo o Jakubie Szeli", to najlepszy chyba utwór poetycki międzywojnia. Więc przy okazji tej smutnej rocznicy, krótki poemat Jasieńskiego z tomu "But w butonierce" zatytułowany "Śmierć Pana Premiera". W roku 1920 dziewiętnastoletni Bruno Jasieński odbywał służbę wojskową  w szkole podchorążych w Chełmnie, gdzie po zorganizowaniu wieczoru poetyckiego, podczas którego poniższy wiersz był recytowany, został aresztowany za obrazę podoficera i spędził 2 miesiące w karcerze. Przez pewien czas funkcjonowała legenda (oparta na relacji brata poety), że odsługujący także płocką podchorążówkę Stefan Wyszyński, czyli przyszły "Prymas Tysiąclecia", odwiedzał w areszcie uwięzionego, co jednak okazało się być bujdą na resorach.


Bruno Jasieński

Śmierć Pana Premiera
Rapsod

Eleganckie, otwarte landau
Z fantazyjnie filmową szybkością
Elastycznie tańczyło po nierównym bruku
Zaprzężone w dwa białe, rasowe ogiery.
Pan Premier z wysokości pluszowej poduszki,
Oddając z lekka-grzecznie ukłony en gros,
Jak ktoś, kto ma cylinder i dobre maniery,
Myśli z przyjemnością:
— Świat jest, w zasadzie, piękny.
I słońce jest piękne. Niewątpliwie… —
(Pan Premier jest, jak zwykle, po dobrym śniadaniu)
— I piękne są dziewczęta w wiosennych manteaux
Na swoich śpiewnych biodrach kroczące leniwie.
Np. ta blondynka — pulchna, jak ciasteczko… —
(Pan Premier zakurzył buty przy wsiadaniu,
Otrzepuje je z lekka chusteczką)
— I jaka nadzwyczajna we wszystkim harmonia! —
(Pan Premier myśli filozoficznie)
— Przecież nie widzi chyba niewidomy!
Przez to, że węglarz jest brudny i czarny,
Jaśniej i bielej wyglądają domy.
(Zdaje się nawet jakiś myśliciel już to rzekł.)
I czym by było np. resorne landau,
Gdyby nie było wcale trzęsących dorożek?
Albo czy kwitłyby tak pięknie drzewa,
Gdyby zbrakło na świecie zwyczajnego… gnoju… —
(Pan Premier poetyzuje.
Jest dziś w wybornym nastroju.
Wiosna go olśniewa.)
— I jak wobec tych pięknych rzeczy są komiczni
Wszyscy posłowie socjalistyczni
Z tym swoim brudnym ludem, którym ciągle straszą.
Oni są po pierwsze nie-e-ste-tycz-ni…
Tak przesiąkli kapustą i kaszą…
Nie potrafią ocenić jak cudnym jest życie.
I w ogóle, gdy świat jest cały taki piękny, —
Bez wątpienia
Jest po prostu nieprzyzwoicie
Robić w nim jakieś zatwardzenia… —
Hoppp…
Intermezzo.
Lekkie wstrząśnienie.
Szprycha zadziała koło w ciężarowym wozie.
Białe konie kłusowieją dalej.
Pan Premier uprzytamnia sobie, że siedzi w powozie
I jedzie na posiedzenie.
Na poduszce, w skórzanym portfelu
Leży jego mowa,
Którą ma dziś wygłosić przed plenum.
Rzecz niby, w zasadzie, nie nowa…
Dobrze jednak, że dziś jest w humorze,
To mu w takich razach dodaje tlenu.
Poza tym mowa mu się udała,
No… i teraz jest tak pięknie na dworze…
Gdy przymknie oczy, bez mała
Zdaje mu się, że jest Wielkim Księciem
I jedzie gdzieś po miękkiej fiołkowej łące…
(I ludzie najtrzeźwiejsi mają swe poezje…)
— Jednak to wszystko jest strasznie męczące… —
Myśli Pan Premier z dystyngowanym ziewnięciem,
Z którym mu jest bardzo do twarzy…
— Dzisiaj w Sejmie 3 interpelacje,
Nie licząc samych wniosków nagłych…
Ten pasztet wczoraj na kolację
Na intencję holenderskiej misji
Był stanowczo cokolwiek nieświeży…
Poza tym interview 8 dziennikarzy
W sprawie nowej państwowej emisji…
(Strasznie ciekawy naród — ci Polacy…)
Potem bankiet u Ministra Zdrowia
Z 50-ej okazji urodzin…
Wszystko to, jeśli się zmierzy, —
Wypadnie na pewno 12 godzin pracy.
Robotnicy krzyczą ośmiu godzin!
Zobaczyliby ile mamy ich my, Ministrowie!
Ale to ich nie obchodzi… —
Tymczasem słońce świeci tak różowo…
Na ulicach bieleją kasztany…
Pan Premier nie wie co się dzieje z jego głową
Jest zupełnie słońcempijany.
Budzi się w nim odwieczny u człowieka kult Rha.
Stara się myśleć nad swoją mową.
Na porządku jest kwestia agrarna.
Mowa jest stanowczo non plus ultra.
Mocna. Zwięzła. Lapidarna.
Przy tym kwiecista i patriotyczna.
Wynalazł nawet piękną cytatę z Verhaerena…
Jutro już będą o tym czytać sojusznicy…
W Sejmie można liczyć na poparcie.
Zrobi się mały rwetes na lewicy…
Zresztą, mówiąc otwarcie,
Zważywszy pro i contra pewnym jest, że chociaż…

niedziela, 16 września 2012

KTW



czyli śląska mutacja magazynu WAW, prowadzonego przez Mike Urbaniaka. Która światło dzienne ujrzała chyba ze 2 miesiące temu, ale dopiero przedwczoraj odebrałem w biurze Katowic Miasta Ogrodów tzw. "egzemplarze autorskie". Ponieważ w środku tego wydawnictwa znajduje się esej autorstwa Adama Mazura na temat moich zdjęć z Górnego Śląska, no i oczywiście trochę fotografii w roli ilustracji/przykładów. Na zachętę wklejam poniżej początek tekstu Adama:

Brakujące ogniwo. O śląskich fotografiach Wojciecha Wilczyka

1.
„Koksownię ‘Walenty” zobaczyłem po raz pierwszy wczesną wiosną 1992 roku. Jechałem wtedy samochodem przez niekończącą się Rudę Śląską w kierunku Bytomia, kiedy nagle po lewej stronie drogi, zza plątaniny industrialnych rurociągów zaczęły wyłaniać się olbrzymie betonowe konstrukcje. Mżył wczesnowiosenny deszcz, pora była wczesnopopołudniowa, czyli szaro-ciemna, a namoknięte betonowe budowle widoczne przez boczne okno, przypominały dekoracje do jednego z filmów science-fiction, których akcja rozgrywa się w momencie nieuchronnego upadku cywilizacji.

Pierwsze zdania tekstu z katalogu wystawy Czarno-biały Śląsk precyzyjnie oddają początek fascynacji regionem, który do dziś dnia, a więc od niemal dwudziestu lat przyciąga Wojciecha Wilczyka (ur. 1961). Autor konsekwentnie realizuje dokumentujące rozpad form architektury przemysłowej na Śląsku serie fotograficzne, z których najbardziej znane są cykle Z wysokości (2001), Kapitał (książka wydana wraz z K. Jaworskim w 2002 r.), Czarno-biały Śląsk (2004), Postindustrial (2003-6), Święta wojna (2008-2012). Powstające cykle stanowią istotny element historii fotografii śląskiej i szerzej polskiej. Do liczącego setki i tysiące naświetlonych i zeskanowanych klatek archiwum wypada jeszcze dodać intensywną działalność krytyczną, teoretyczną, kuratorską, a także praktykę archeologa fotografii śląskiej, co w sumie czyni Wilczyka postacią tyleż wybitną, co nierozpoznaną. Dlatego nie dziwi fakt, że w poświęconym w całości Śląskowi numerze „Opcji” z września 2011 roku można przeczytać felieton Wilczyka dedykowany twórczości Maxa Steckla, ale o nim samym nie znajdziemy w tekstach licznych autorów nawet jednego zdania, jednego akapitu. Wprawdzie w numerze nie pojawiają się także wybitni fotografowie zajmujący się w ostatnich latach intensywnie Śląskiem tacy jak Tomasz Tomaszewski (być może zbyt propagandowy, zbyt optymistyczny i niewiarygodny dla samych Ślązaków), czy Jerzy Wierzbicki (z kolei zbyt mroczny, okrutny, nieludzki w swojej wizji kultury biedaszybów), ale wydaje się, że to bez Wilczyka i jego hiperaktywności trudno jest cały ten temat ogarnąć i zrozumieć dynamikę zachodzących w regionie zmian. Nawet jeśli w „Opcjach” znaleźć można sugerujące ciągłość narracji historycznej teksty dedykowane fotografom XIX-wiecznym (von Blandowski), XX-wiecznym (Lewczyński), XXI-wiecznym (Milach), to wciąż coś się tu nie zgadza. Podobnie jak opisywany w tekście Max Steckel, działający przed II wojną światową wybitny dokumentalista śląskiego pejzażu, Wilczyk, by użyć tytułu jego felietonu z „Opcji”, sam pozostaje „brakującym ogniwem”.
(...)

Wysyłając Mike'owi wiosną tego roku pliki z obrazkami w CMYK-u i skali szarości, zastanawiałem się, jak to wszystko wyjdzie w druku... bo każdy kto publikował swoje zdjęcia w tym kraju, ma na pewno pod tym względem tzw. "bogate doświadczenia". No i kiedy zaglądnąłem do środka KTW, zobaczyłem, że wszystko jest OK, żadnych dominant kolorystycznych i przekłamań, po prostu przyjemność oglądania (i niemal w 100% to, co widziałem u siebie na ekranie). Poza tym, że pismo jest ciekawie i rzeczowo redagowane, należy też podkreślić, że KTW oraz WAW mają rewelacyjny, nowoczesny layout, co jest zasługą Edgara Bąka.