sobota, 18 lutego 2017

A kim był elektryk?

Że w powyższy sposób  zaanonsuję dwa wiersze Bertolta Brechta w przekładach Ryszarda Krynickiego oraz Jakuba Ekiera, których tłumaczenia ostatnio sobie komparatystycznie czytam. Najpierw wersja Ryszarda Krynickiego z tomu: Elegie Bukowskie i inne wiersze, NOWa, Warszawa 1980 (str. 47 i 49-50).

Bertolt Brecht


TRUDNE CZASY

Stojąc przy moim pulpicie do pisania
patrze przez okno na krzew czarnego bzu w ogrodzie
i dostrzegam tylko czerwone i czarne
przypominam sobie nagle czarny bez
z mojego dzieciństwa w Augsburgu.
Przez dłuższą chwilę zupełnie poważnie
waham się, czy nie podejść do stołu
po okulary, by znów
ujrzeć czarne jagody na czerwonych gałązkach.


PRZED OŚMIU LATY

W tym czasie
wszystko było tu inne.
Wie o tym żona rzeźnika.
Listonosz trzyma się zbyt prosto.
A kim był elektryk?


A teraz wersja Jakuba Ekiera z książki: Ten cały ten Brecht. Przekłady i szkice, Biuro Literackie, Wrocław 2012 (str. 71 i 74).


Trudne czasy

Stojąc za swoim pisarskim pulpitem
Przez okno widzę ogród, krzew czarnego bzu
A w nim dostrzegam jakąś czerń i czerwień
I nagle przypominam sobie czarny bez
W Augsburgu czasów dzieciństwa.
Przez kilka minut rozważam
Całkiem serio, czy nie przynieść ze stołu
Okularów, bo wtedy zobaczyłbym
Znów czarne owoce na czerwonych gałązkach.

Osiem lat temu

Był taki czas
Że tu było wszystko inaczej.
Żona rzeźnika wie coś o tym.
Listonosz za wysoko unosi głowę.
A kim był elektryk?



piątek, 17 lutego 2017

Węgierskie kostki

Czyli projekt, a zarazem też książka niemieckiej artystów wizualnej Kathariny Roters. Na Hungarian Cubes trafiłem przypadkowo, szukając materiałów dotyczących czechosłowackich domów jednorodzinnych typu "V", znanych pod popularną nazwą šumperák. Ponieważ piszę dla Herito recenzję albumu Tomáša Pospěcha, który poświęcony jest temu właśnie budynkowi zaprojektowanemu przez Josefa Vaňka (pierwszy taki obiekt powstał dla byłego dyrektora szpitala w Šumperku, stąd nazwa), więc postanowiłem się nieco rozejrzeć w googlach. Zdjęcia Kathariny Roters wydały mi się być interesujące, więc znalazłem w sieci jej album i go zamówiłem. Pojawiająca się w tytule rzeczonej książki "kostka", to słowo obecne także w nazwie rodzimego projektu poświęconego architekturze jednorodzinnej z czasów realnego socjalizmu, a mam tu na myśli serię Łukasza Skąpskiego Szara kostka/Grey Cube. Wygląda na to, że zarówno Skąpski, jak i niemiecko-węgierski duet niemal równolegle wykonali podobne tematycznie przedsięwzięcia (gdy będę miał już album, to sprawdzę jakie są ramy czasowe realizacji Hungarian Cubes). Ale zanim książka do mnie trafi, trochę fotografii z sieci.

Widoczne poniżej zdjęcia Kathariny Roters ściągnąłem ze strony www.dezeen.com.








czwartek, 16 lutego 2017

środa, 15 lutego 2017

Rembrandt: Medytujący filozof

Hotel, w którym mieszkaliśmy w Wiedniu zlokalizowany był właśnie przy... Rembrandtstraße. Nie dałbym się pokroić za widoczne poniżej teksty, ale też nie wywołują one we mnie jakichś gwałtownych odruchów odrzucenia. W przypadku wiersza po lewej stronie, wydaje mi się, że Zagajewski pisze raczej obok obrazów "filozofa" z Rijn. Mam przeczucie, że kluczem do tego malarstwa są raczej te wielokrotnie sporządzane autoportrety, częsta obecność motywów wanitatywnych oraz pewien rodzaj przesady w prezentacji tego, co jest malowane, kwestia światła... Tak właśnie sobie myślałem w wiedeńskim Kunsthistorishes Museum (jest ono klasyczną instytucją władzy, co sprawia, że sztukę fajnie się ogląda...), patrząc na kapitalną kolekcję tamtejszych Rembrandtów.

[skan z książki: Adam Zagajewski Jechać do Lwowa, Oficyna Wydawnicza Margines, 1986]

I po raz pierwszy też właściwie z przyjemnością patrzyłem na Alegorię malarstwa autorstwa mistrza, do którego pije wiersz po prawej stronie, starając się wychwycić zniekształcenia, jakie były skutkiem stosowania przez niego camera obscura (niestety katalog plastycznych zachwytów Zagajewskiego jest dość przewidywalny, by nie powiedzieć, że typowy dla wysokokulturowo zorientowanej rodzimej inteligencji). Tak na oko jednak, wspomnianych przerysowań dostrzec się raczej nie da, choć - jak mi się wydaje - to iluzjonistyczny charakter malarstwa Vermeera, by nie nazwać go po prostu "fotograficznym", tak efektywnie przyciąga uwagę sporej grupy widzów.

------

Wróćmy jednak do Krakowa, w którym egzystencjalna sytuacja przedstawia się dzisiaj w sposób następujący:






W kategorii PM10: Bronowice (620% normy) tuż za Aleją Zygmunta Krasińskiego (622% normy). W kategorii C6H6 znowuż - jednak tylko walkowerem, bo to jedyna stacja, która monitoruje rakotwórczy benzoalfapiren - Aleja Zygmunta Krasińskiego (319% normy). Miłego dnia ku*wa mać! 

wtorek, 14 lutego 2017

TO CO CHCĘ IM POWIEDZIEĆ

Bertolt Brecht


CZYTANIE GAZETY PODCZAS PARZENIA HERBATY

O świcie czytam w gazecie o epokowych zamiarach
papieża i królów, bankierów i magnatów naftowych.
Drugim okiem śledzę, jak woda
która gotuje się na herbatę,
mąci się, zaczyna wrzeć, znów staje się przejrzysta,
i, przelewając się przez garnek, tłumi ogień.


TO CO CHCĘ IM POWIEDZIEĆ

Pytałem siebie samego: po co z nimi rozmawiać?
Oni kupują wiedzę po to, żeby ją sprzedawać.
Chcą wiedzieć, gdzie jeszcze wiedza jest tania,
by mogli ją drożej sprzedać. Dlaczego 
miałoby ich obchodzić,
co przemawia przeciw kupnu i sprzedaży?

Oni chcą zwyciężać,
nie chcą wiedzieć o niczym,
co przemawia przeciwko zwycięstwu.
Oni nie chcą być ciemiężeni,
oni chcą ciemiężyć.
Oni nie chcą postępu,
oni chcą wyprzedzać.

Są posłuszni każdemu, 
kto im obieca, że będą mogli rozkazywać.
Gotowi są zaofiarować samych siebie,
byle pozostał kamień ofiarny.

Co powinienem im powiedzieć? - zastanawiałem się. To
chcę im powiedzieć, postanowiłem.


PIEŚŃ KIN-JENA O WSTRZEMIĘŹLIWYM KANCLERZU

Słyszałem, że kanclerz nie pije,
nie je mięsa, nie pali,
i zajmuje małe mieszkanie.
Ale słyszałem też, że biedni
głodują i giną z nędzy.
Czy nie lepsze byłoby państwo, o którym by się mówiło:
Kanclerz kompletnie pijany siedzi na obradach
Rady Ministrów,
a te nieuki, śledząc kręty dym z jego fajki,
zmieniają ustawy.
Głodnych nie ma.


[nadzwyczaj aktualnie brzmiący Bertolt Brecht w przekładach Ryszarda Krynickiego z tomu: Bertolt Brecht ELEGIE BUKOWSKIE i inne wiersze, NOWa, wydanie III poprawione, Warszawa 1980, str. 21 i 36]



poniedziałek, 13 lutego 2017

Irix Story (Lubin)

[Lubin, ul. Kolejowa, 12.02.2017 - 07:30]

Według autorów innego muralu w Lubinie, jaki można oglądać na ogrodzeniu przy ulicy Zielonogórskiej, sowiecka okupacja w Polsce trwała od 1939 roku do 1993... czyli 54 lata. Co jednak nie dotyczy(ło) chyba w całości samego miasta Lubin, noszącego do roku 1945 nazwę Lüben, zaś po przejęciu tego terenu przez polską (OMG, komunistyczną?!) administrację przez krótki czas używano też form "Lubiń" i Lubień". 

[ps. Irix 15mm f/2.4 spisuje się - jak dla mnie - rewelacyjnie. Aż mi się zamarzyło, żeby ktoś w tej firmie wpadł na pomysł wyprodukowania shifta... Bo jakościowo (mechanika + optyka) na pewno sobie poradzą, a cena byłaby z pewnością znacznie niższa, niż dyskusyjne produkty w tym asortymencie koncernu na literę "N".]

sobota, 11 lutego 2017

piątek, 10 lutego 2017

Dwie pocztówki z wczoraj. Na do widzenia i dzień dobry.

Pierwsza jeszcze z Czerwonego Wiednia, z osiedla George Washington Hof:


A druga z pierwszej stacji benzynowej za polsko-czeską granicą (dokładnie w Boboszowie):



Właściwie zarzuciłem już dokładanie kolejnych kadrów do Życia po życiu, choć akurat teraz często spotykam obiekty, które powinno się (powinienem) sfotografować...
Jak robiłem to zdjęcie smartfonem, przechodzący obok mężczyzna krzyknął do mnie:
- Piękny co? 
- Mój ojciec nim jeździł!

środa, 8 lutego 2017

Marne kopie

Czerwony Wiedeń, Czerwonym Wiedniem, ale wczorajszy dzień zaczęliśmy jednak od wizyty (jak najbardziej slusznej) w Kunsthistorisches Museum. Gdzie zawsze warto zaglądnąć i popatrzeć na te kilkanaście przednich Breugli, których niedoskonałe kopie (tym bardzie marne, że mój samsung liczy już ponad trzy lata, co w przypadku smartfonów to jak wieki całe - nie radzi sobie biedactwo z korekcją dystorsji i innymi sprawami) wklejam poniżej. Żyjemy w cywilizacji marnych kopii (jakimi są przecież fotografie), więc warto od czasu do czasu (jak najczęściej) spojrzeć na oryginały. Pieter Breugel (starszy): Chłopskie wesele (1568) i Taniec wiejski (1566).


poniedziałek, 6 lutego 2017

Od wczoraj oglądamy

z Martą i Jonaszem tzw. "Czerwony Wiedeń", np. słynny Karl Marx Hoff (częściowo widoczny poniżej, sól w oku miejscowych nazioli w latach 30.) czy Verkbundsiedlung (tu brak ilustracji, ale architektura przednia). Czy ktoś w Polszcze uwierzy, że 75% mieszkań w stolicy Austrii to lokale komunalne lub subsydiowane przez miasto?


A dzisiaj (ponieważ lało) muzea, np. MUMOK, który mocno przypomina (w pozytywnym sensie) MOCAK. Kurcze, jest tam co oglądać, jakkolwiek muszę przyznać, że rozdęta na 3 kondygnacje retrospektywa Juliusa Kollera dość słabo wypada w porównaniu do mocakowej monografii konceptualnych działań Jarosława Kozłowskiego (także ze względu na jakość pokazywanych obiektów). Poniżej więc akcent zdecydowanie austriacki... praca Marca Adriana z serii kolaży powstałych w latach 1956-58.


A jutro (ma być pogodnie) apiać "Czerwony Wiedeń"!

piątek, 3 lutego 2017

FAR AWAY FROM WHERE?

To kuratorowana przez Małgorzatę Bakalarz-Duverger wystawa w Arnold and Sheila Aronson Galleries, Sheila Johnson Design Center w Nowym Jorku, w której weźmie udział 5 prac z naszego wspólnego z Elżbietą Janicką projektu Inne Miasto/Other City. Wernisaż 16 lutego 2017 roku. Z czego już się cieszę i SERDECZNIE WSZYSTKICH BĘDĄCYCH W POBLIŻU ZAPRASZAM! Ekspozycję będzie można oglądać do 5 marca 2017.

środa, 1 lutego 2017

GRUDZIEŃ / DECEMBER '81


Widoczny wyżej skan pochodzi z kapitalnego albumu autorstwa Anny Beaty Bohdziewicz Lekki powiew wolności 1981, który kiedyś recenzowałem dla kwartalnika Herito (przy najbliższej okazji odnajdę egzemplarz pisma i wkleję skan tekstu, który dotyczył też innej jej książki Wszystko od nowa 1989). Stojący między Lechem i Danutą Wałęsami pan z gitarą to francuski bard Guy Béart (zmarł w 2015 roku), uprawiający także satyrę polityczną, a zdjęcie zostało wykonane podczas nagrywania programu dla niezależnej agencji filmowej, jak powstawała wtedy przy regionie Mazowsze - Béarta zaproszono do przeprowadzenia wywiadu z liderem NSZZ Solidarność.

Rzeczony album ułożony przez Annę Beatę Bohdziewicz ze zdjęć, jakie wykonała w 1981 roku (podobno znalazło się w nim gros materiału wtedy zarejestrowanego), to wydawnictwo wyjątkowe! To przykład zapisu totalnego, pozbawionego fotoreporterskich grepsów i jakichkolwiek prób estetyzowania fotografowanych sytuacji. Kilkaset zdjęć ułożonych w chronologicznym ciągu odwiedzanych przez fotografkę wydarzeń: manifestacji, mszy, zjazdów, sesji, sympozjów i związkowych spotkań, zdjęć podanych widzowi w postaci całych kadrów z czarną negatywową ramką. Oczywiście z opisami, które informują kogo fotografie przedstawiają lub czego dotyczą. Świetna robota Anny Beaty Bohdziewicz, która była wtedy przecież początkującą fotografką, a po latach bardzo słusznie zdecydowała się na publikację książki swoich werystycznych zdjęć w jak najbardziej werystycznym układzie. Co ciekawe, ta wybitna publikacja spotkała się z dość chłodnym odbiorem (by nie powiedzieć, że z żadnym)... Być może album wydano zbyt późno, kiedy za pisanie najnowszej historii Polski zabrali się specjaliści od postprawdy, pardon!, "nowej polityki historycznej" w rodzaju Sławomira Cenckewicza, Piotra Gontarczyka czy Pawła Zyzaka... (już mi się zbiera na wymioty).

Przy tej okazji przypomniało mi się, jak jesienią 1980 roku brałem udział w wiecu pod Collegium Novum w Krakowie, na którym przemawiał Lech Wałęsa. Było to chyba zaraz po rejestracji Solidarności, albo tuż przed (pamiętam, że wiecujący byli ubrani dość lekko), Wałęsę wniesiono na robotniczych ramionach i miał na sobie nowiuteńką katanę wranglera (sam kupiłem sobie wtedy podobną, a kosztowała w Peweksie 20 $). Przemówienie było dla mnie rozczarowaniem... Lider niezależnego związku zawodowego mówił nieskładnie i były to drętwe wiecowe slogany, ale kolega Jacek S., który prawdę mówiąc ściągnął mnie w to miejsce, był zachwycony i porównywał mówcę do... Józefa Piłsudskiego. Pamiętam też dość dobrze pewien szczegół z tego mityngu - w najbliższym kręgu słuchaczy Wałęsy wyróżniał się pewien długowłosy mężczyzna z dużą plakietką Solidarności wpiętą w klapę marynarki (chyba stał na pierwszym stopniu schodów prowadzących do budynku, więc widać go było wyraźnie), który po każdym wałęsowskim bon mocie odwracał się ku zgromadzonym z uśmiechem pełnym wazeliny... Nie miałem wtedy bladego pojęcia, że patrzę na Ryszarda Terleckiego.

Może jeszcze jedno zdjęcie z tamtego dnia, po prawej stronie kadru widać Marcela Łozińskiego, który wspomniany na wstępie dokument reżyserował:


wtorek, 31 stycznia 2017

Oświęcim, ul. Klasztorna

[31.01.2017]

Ciekawe kiedy go nasi postpatrioci* zamalują, albo przynajmniej hasło w dymku? Tak jak to się stało w Żywcu vis a vis stadionu Górala...

[Zdjęcie wyświetla się większe, bo ma długość w pikselach dostosowaną do aktualnej szerokości kolumny. Co podpatrzyłem/sprawdziłem na blogu Wojtka Sienkiewicza. I jakość chyba jest wystarczająca?]

--------
* postpatrioci per analogiam do postprawdy.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Dobranoc i dzień dobry

Wracając wczoraj z Bagieńca już w okolicach śląskiej konurbacji dał się wyczuć charakterystyczny smród. I z każdym kilometrem zjawisko to narastało. Krakowskie suburbia zanurzone były w mgiełce, która oczywiście mgłą nie jest, lecz tym co wylatuje i opada z własnego oraz sąsiedzkiego komina.


Jak widać na powyższym (i poniższym) obrazku hajcowało się w nocy nieźle...


666% normy... Czy muszę pisać więcej ;)

Dzisiaj (i wczoraj też) darmowa komunikacja miejska w Krakowie, ale tylko dla osób posiadających przy sobie dowód rejestracyjny pojazdu. Z tym, że samochody, nawet te liczne diesle z wyciętymi filtrami DPF, są odpowiedzialne za smog tylko w małej części.
Politycy jakoś nie spieszą z reakcją śmierdzący problem, bo przecież ci, co hajcują to ich wierny elektorat... Nie da się wykluczyć, że sami też robią to samo w swoich domach, bo po co przepłacać za bardziej ekologiczne urządzenia grzewcze, skoro wszystko odbywa się de jure.