[Działoszyce, ul. Ignacego Krasickiego 2, 10.12.2019]
wtorek, 10 grudnia 2019
poniedziałek, 9 grudnia 2019
(Toniemy bezgłośnie)
Hans Magnus Enzensberger
Pieśń siedemnasta
Toniemy bezgłośnie. Woda, spokojnie jak w wannie,
stoi na jasno oświetlonych dziedzińcach palmowych,
w salach tenisowych, we foyer, odbija się w lustrach.
Żadnej kłótni, żadnej wymiany słów. Dialogi półgłosem.
Proszę, pan pierwszy. Pozdrów dzieci. Tylko się nie przezięb.
W łodziach słychać nawet skrzypienie lin i widać , że z płetwy
sterowej, która jakby w zwolnionym tempie wynurza się
z morza, fosforyzujące krople z powrotem opadają w morze.
Dopiero na samym końcu - ciemny kadłub wznosi się już
pionowo z otchłani jak absurdalna wieża,
na statku zgasły światła, nikt nie patrzy na zegarek -
niesłychany dźwięk rozbija szklany spokój:
„To było stęknięcie, nie to był charkot, grzmot,
seria strasznych uderzeń, jakby do piwnicy wrzucano
jakieś przedmioty, ważące tony, w otchłań,
a te rzeczy, niewyobrażalnie ciężkie, spadając rozbijały
wszystko. Takiego dźwięku nie słyszał dotąd
nikt, i każdy z nas ma nadzieję, że do końca życia
nic podobnego nie usłyszy.‟ Od tej właśnie chwili
statku już nie było. Potem, zaczęły się krzyki.
[Z tomu Zagłada Titanica w przekładzie Grzegorza Prokopa, wiersz ze s. 16.]
niedziela, 8 grudnia 2019
I bombed Beirut every day
śpiewa Zeev Tene w piosence Beirut, która jest coverem utworu zespołu Cake I bombed Korea z płyty Motorcade of Generocity.
Piosenka pojawia się w ścieżce dźwiękowej głośnego filmu Walc z Baszirem Ariego Folmana, ale chyba musiałem oglądać ten obraz bardzo pobieżnie 10 lat temu, bo w ogóle nie zwróciłem na nią uwagi...
Zeev Tene urodził się w 1947 roku w Łodzi, jako Zygmunt Tenenbaum w rodzinie ocalałych z Zagłady. Nie wiem w którym roku wyemigrowali do Eretzu (być może w 1956?), izraelska strona Wikipedii, którą wrzuciłem do google translatora, nic o tym nie mówi.
Na piosenkę Zeeva Tene zwróciła mi uwagę moja żona Marta, który odkąd zobaczyła Walc z Baszirem, lubi czasem nucić rano Lebanon baker tov.
sobota, 7 grudnia 2019
Św. Mikołaj nie dzwoni dwa razy
Jeżeli w ogóle dzwoni? Przynosi za to np. dwa prezenty. Pierwszy od Marty, mojej żony. Drugi... ode mnie samego. I tak się chronologicznie - za przeproszeniem - składa, że obie płyty to dzieło Jordi Savalla oraz orkiestry Le Concerts de Nations (w przypadku oratorium Juditha Trioumphans dochodzi chór z La Capella Reial de Catalunya).
Historia mojej fascynacji oratorium Antonio Vivaldiego ─ opartego na biblijnej historii Judyty, która urzyna łeb Helofernesowi, dowódcy asyryjskich wojsk i chroni swych żydowskich ziomków w oblężonej Betulii (dodajmy może jeszcze, że dekapitacja Helofernesa była tematem podejmowanym kilkakrotnie przez genialną włoską malarkę z epoki baroku Artemisię Gentileschi - jej monograficzną wystawę zaprezentuje w kwietniu londyńska Galeria Narodowa) ─ przedstawia
się następująco. Latem 1988 roku pracowałem
przy konserwacji polichromii w klasztorze w Hebdowie. Znajdowała się ona w
pomieszczeniu dawnego refektarza, w którym w czasach gdy część klasztornych
pomieszczeń wykorzystywał tamtejszy PGR, urządzono magazyn nawozów sztucznych.
Chemiczne opary nie przysłużyły się trwałości malowideł na suficie, zresztą
może to i dobrze, bo nie było to jakieś wielkie malarstwo. Niemniej jednak
żyjąca w Anglii ziemianka z sąsiedztwa Hebdowa wyasygnował sporą kwotę w twardej
walucie na zabezpieczenie polichromii. Właśnie siedziałem okrakiem na drabinie
i z przyczepionego do niej wiadra nakładałem wapienną pobiałę na puste miejsca
między ornamentami, kiedy z ustawionego na II Program radia (podczas pracy non
stop czegoś słuchałem, bo od tej monotonii wykonywanych czynności można było
ocipieć lub – uszanujmy parytet – ochujeć) buchnęły pompatyczne fanfary z intro Judithy
Triuphans Antonio Vivaldiego. Muzyka zrobiła na mnie tak silne wrażenie, że
mało co nie wylądowałem na betonowej posadzce tego pomieszczenia. Oszołomiony
nieco dźwiękami zlazłem z drabiny i dosłuchałem audycji na stojąco, patrząc przez
okno refektarza na leniwie przepływającą obok klasztoru Wisłę. Po latach zastanawiam
się co to mogło być za wykonanie i przez pewien obstawiałem nagranie Nicholasa
McGegana z Capellą Savaria, jednak - jak sprawdziłem teraz – realizacja ta
pochodzi z 1990 roku. Więc kto? Berlińska Orkiestra Kameralna i Vittorio Negri,
którzy nagrali to oratorium w 1975 roku (kilka lat temu udało mi się kupić enerdowskie
wydanie Eterny na analogach)? Być może (zapewne). Na pewno nie była to
interpretacja Ferenca Szekeresa z 1964 (też mam to wykonanie na LP), ponieważ w
obsadzie przewidzianej wyłącznie na głosy kobiece – oratorium Vivaldiego zostało
napisane dla żeńskiego zespołu Ospedale della Pietà – partie Helofernesa, Vagausa
i Ozjasza zaśpiewali mężczyźni. Trudno dzisiaj dojść do tego, a i też nie mam
zamiaru specjalnie drążyć tematu. Mniej więcej piętnaście lat później w sklepie
Musiccorner, który mieścił się wówczas w pasażu handlowym przy Rynku Głównym 13
w Krakowie (był to prawdziwy salon muzyczny!), wypatrzyłem wykonanie The King’s
Consort & Roberta Kinga, co miało tez pewien wymiar symboliczny, bo po
dłuższym czasie wróciłem wtedy do słuchania klasyki. W międzyczasie udało mi
się kupić wspomniane wcześniej edycje analogowe, a także kapitalną
interpretację Modo Antiquo i Federico Marii Sardellego (to oczywiście nie
wszystko, co posiadam w tym temacie). Na wykonanie Jordi Savalla trafiłem przez
facbooka… ponieważ polubiłem kiedyś profil artysty, więc wyświetlił mi się
reklamowy anons tego nagrania (przy okazji Alia Vox wciąż wydaje swoje płyty w zapisie SACD!). Sprawdziłem więc na youtubie kilka udostępnionych ścieżek i niezwłocznie skontaktowałem się z św.
Mikołajem w kwestii prezentu.
piątek, 6 grudnia 2019
Adam Mazur „Okaleczony świat. Historie fotografii Europy Środkowej. 1838-2018‟
Tytułowe historie opowiadane są przy pomocy analizy pojedynczych zdjęć. Pomysł świetny i - co ważne - także realizacja. Adam Mazur napisał książkę, która będzie/jest ważnym punktem odniesienia do analiz europejskiej (i nie tylko) fotografii. Znalazłem się w gronie komentowanych autorów ze zdjęciem z projektu Niewinne oko nie istnieje, które przedstawia budynek synagogi w miejscowości Wielkie Oczy. Z pewnością czytelnicy hiperrealizmu dobrze znają to miejsce oraz fotografię. W komentarzu Adama Mazura do zdjęcia i projektu czytam (z przyjemnością) co następuje:
W porównaniu z innymi artystami zajmującymi się pamięcią i Holokaustem, fotografie Wilczyka są analitycznym dokumentem utrzymanym w fotograficznym stylu zero. Autor „Niewinnego oka‟ bywa porównywany z twórcami szkoły Düsseldorfskiej - Berndem i Hilla Becherami - czy też z amerykańskim tzw. Nowymi Topografami. Urodzonemu w Krakowie Wilczykowi bliżej jednak do angielskich dokumentalistów (np. John Davies), a nade wszystko dziewiętnastowiecznych anonimowych pionierów fotografii architektury. Zdjęcia Wilczyka nie układają się w Becherowską typologię, a fotograf nie ujednolica widoków poszczególnych budynków. Przeciwnie, stara się oddać ich cechy jednostkowe oraz zaznaczyć skalę i umiejscowienie budynku w pejzażu miejskim, krajobrazie kulturowym.
[Wielkie Oczy, synagoga, 28.07.2017]
czwartek, 5 grudnia 2019
Mogę tego słuchać w nieskończoność...
[#MC5
Remastered Tartar Field - Ramblin Rose/Kick Out The Jams/Looking At You - July
1970]
środa, 4 grudnia 2019
Kościół w Wojnowicach
[4.12.2019]
Był sobie ewangelicki kościół p.w. św. Szymona i Tadeusza Judy w Wojnowicach.
Wybudowano go w latach 1806-1807 na miejscu starszej świątyni z XVII wieku.
Na początku roku 1945 znalazł się na linii frontu II wojny światowej...
wtorek, 3 grudnia 2019
Synagoga w Szczekocinach
[Szczekociny, ul. Marii Konopnickiej 3, 28.08.2007]
Do książki weszło zdjęcie zrobione 4 grudnia 2008 roku, kiedy wyburzono już garaże widoczne na pierwszym planie, a budynek był w trakcie tynkowania.
Pierwotnie na elewacji zachodniej z lewej strony znajdowała się drewniana klatka schodowa, umożliwiająca dostanie się do sali modlitwy dla kobiet na pierwszym piętrze.
Obecnie w budynku na parterze znajduje się sklep, a na pierwszym piętrze restauracja.
poniedziałek, 2 grudnia 2019
A w dzisiejszej Gazecie Wyborczej o „Słowniku polsko-polskim‟
rozmawia ze mną Emilia Dłużewska. Zapraszam do lektury!
Książka jest już wydrukowana, a po dodaniu obwoluty będzie dostępna (jak się spodziewam) w ciągu tygodnia. O postępach oczywiście będę tutaj informować.
niedziela, 1 grudnia 2019
(Przecież w końcu twierdził od dawna: Tak dalej być nie może!)
Hans Magnus Enzensberger
Odroczenie
Podczas słynne erupcji Helgafell, wulkanu na wyspie
Heimaey, erupcji transmitowanej na żywo przez tuzin kaszlących
ekip telewizyjnych, widziałem, pod deszczem siarki,
jakiegos starszego pana w ogrodniczkach, który, wzruszając
ramionami i nie zwracając uwagi na porywisty wiatr, żar,
kamerzystów, popiół, widzów (wśród których byłem i ja,
siedzący na dywanie, przed błękitnym ekranem),
za pomocą ogrodowego węża, cienkiego, lecz było go widać
wyraźnie, walczył z lawą, aż w końcu jego sąsiedzi, żołnierze,
dzieci, a nawet strażacy z sikawkami, sikawek wciąż przybywało,
zaczęli wznosić przeciw płynącej lawie zaporę z tężejącej
lawy studzonej wodą, zaporę coraz wyższą i w ten sposób,
zszarzali od popiołu, przynajmniej na jakiś czas, choć na pewno
nie na zawsze, odroczyli zagładę Zachodu, i właśnie tym sposobem
owi ludzie, jeżeli dziś jeszcze żyją, na Heimaey,
jednej z wysp u wybrzeży Islandii, budzą się rankiem
w swoich małych, drewnianych, kolorowych domkach
i po południu, nie rejestrowani przez kamery, podlewają
w swoich ogródkach sałatę, głowiastą, użyźnioną
przez lawę, podlewają tylko do czasu, bez paniki.
Tylko spokój
Niekiedy, nawet dość często, w czasie zimowych
polowań na zające, albo, na krótko przed
Wielkanocą, przez uchylone okno wagonu sypialnego
kiedy się już rozwidnia, widać na śniegu, na dachach stodół,
na hałdach węgla i na ambonach w lesie mieszanym
niewielkie grupy ludzi ubranych na czarno,
pod wodzą proroka w drucianych okularach
na spuchniętym nosie, jak trwają w bezruchu
czekając na koniec świata. Tymczasem my, inni, zajęci
naszymi jakże istotnymi błahostkami, przypuszczamy,
że potop zdarzył się w najdalszym czasie przeszłym bądź
uważamy go tylko za szacowną kaczkę dziennikarską,
tamci, co czyhają na wysokości, wiedzą, co do minuty -
kiedy nastąpi. We właściwym czasie wyrejestrowali telewizory,
opróżnili lodówki, żeby nic się nie zepsuło,
i uzbroili dusze. Ich wstrząsająco cienkie zawodzenia
wpadają nam w uszy znad sprzątniętych pól, znad drogi
szybkiego ruchu w Ruhrze, znad prawie chłodnej, żyznej łąki:
Bliżej, Boże, do Ciebie. Na dłuższą metę
oczywiście nie da się uniknąć, że ten
czy ów spojrzy na zegarek i zacznie się dziwić:
że prorokowi zdrętwieje ręka wzniesiona ku przestrodze;
i że, gdy się rozwidni, przeleci z hukiem pośpieszny,
skurczą się hałdy, stopnieje śnieg
a zające powędrują do piecyka, jeden za drugim,
przy szyderczym aplauzie otoczenia,
niejeden się będzie spuszczać na linie w tę niską codzienność,
otwierać na nowo rachunek rozliczeniowy, kupować konewki,
przygotowywać się do nieuniknionego urlopu.
Biorąc pod uwagę Powszechne Zasady Zawierania Umów
i brudną bielizna, nawet prorok musi iść na pewne
ustępstwa, ale będzie twardy, bo idzie
o sprawę. Cienkim, lecz mocnym głosem powie sobie:
To tylko forma zewnętrzna. Cierpliwości!
Co znaczy wobec wieczności parę tygodni
czy wieków w tę czy tamta stronę.
Jeżeli o niego chodzi, kiedy przyjdzie pora,
nie będzie zaskoczony. Przecież w końcu
twierdził od dawna: Tak dalej być
nie może! Niech nastanie sprawiedliwość! Sami
jesteśmy winni! Gdybyśmy tylko zawsze byli Mu posłuszni!
A więc przeczuwa na dachu swojej stajni, kracząc
nieustraszenie, że koniec świata, choćby niepunktualny,
będzie zawsze na nowo smakował jak manna, że w pewnym
sensie będzie ukojeniem, najsłodszą pociechą, ponurą,
z wypadającymi włosami i z mokrymi nogami.
[Z tomu Zagłada Titanica przełożonego w całości przez Grzegorza Prokopa (1993), s. 44, 70, 71. Często czytam tę książkę Enzensbergera i nie mogę się naczytać. I zastanawiam się nieustannie, dlaczego ten wybitny niemiecki poeta jest tutaj tak średnio popularny?]
sobota, 30 listopada 2019
Synagoga w Słomnikach
[Słomniki, ul. Krakowska 23, 18.12.2006]
13 lat temu (w książce znalazł się jednak kadr z ujęciem ukośnym).
Szmat czasu...
Często mijam ten budynek w drodze do Warszawy.
I za każdym razem czuję/wiem, że powinienem mu poświęcić więcej uwagi.
Tak było zresztą wcześniej (coś takiego właśnie za każdym razem odczuwałem) i dlatego m.in. zrobiłem projekt Niewinne oko nie istnieje.
Który nie jest wcale - to przekonanie narasta we mnie od pewnego czasu - zamkniętą księgą.
piątek, 29 listopada 2019
Synagoga w Kosowie Lackim
[Kosów Lacki, ul. Łąkowa 4, 7.03.2007]
Zdjęcie, które nie znalazło się w książce Niewinne oko nie istnieje (jak wiele innych, jakie ostatnio tu prezentuję). Na tym kadrze widać jednak tylko fragment wcześniejszej synagogi - dwukondygnacyjną część frontową. Po lewej (uciętej) stronie mieściła się sala modlitwy. Centralna kompozycja, do której niejako skłania architektoniczny kształt budynku, nie oddaje prawdy o nim... Fotografia byłej synagogi z Kosowa Lackiego, jednak w ukośnym ujęciu, znalazła się też na okładce książki Piotra Foreckiego Od Shoah do Strachu.
czwartek, 28 listopada 2019
Jeszcze z premiery „Słownika polsko-polskiego‟ w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie
Zdjęcia podesłane przez Piotra Zabłockiego, który na wernisaż przyniósł także egzemplarz Czarno-Białego Śląska do podpisu, który z przyjemnością sygnowałem. Chyba najwyższa pora na zrobienie ripleja tej książki.
środa, 27 listopada 2019
Synagoga w Zawierciu
[Zawiercie, ul. Marszałkowska 41, 26.11.2019]
Kiedyś była to frontowa elewacja tego budynku z wejściami do sali modlitwy i na babiniec.
[Pierwsze poważniejsze działania z użyciem D850 + PC NIKKOR 19mm f/4E ED.
A będzie ich więcej. Wkrótce.
Wydawało mi się, że przesiadka z D810 na D850 odbędzie się z marszu, jednakże nowe korpus i jego możliwości (właściwości) wymagają pewnego oswojenia...
Zastanawiałem się po kupnie tego shifta, czy przypadkiem nie przeinwestowałem?
Zupełnie niepotrzebnie!]
wtorek, 26 listopada 2019
Nowe widzenie Śląska
Od 6 grudnia 2019 w Czytelni Sztuki w Gliwicach. Wernisaż 5 grudnia o godz. 17:00 w siedzibie muzeum przy ul. Dolnych Wałów 8a. A ja dostałem właśnie plakat anonsujący wystawę oraz zaproszenie. WOW! Cieszę się, że w tych materiałach promocyjnych występuję z Andrzejem Tobisem! Na stronie Muzeum wystawa opisana jest w następujący sposób:
Są to prace
koncentrujące się na nowym widzeniu Śląska jako przestrzeni – urbanistycznej,
przemysłowej, kulturowej – przez fotografów tu żyjących, wywodzących się stąd
lub Śląskiem zainspirowanych. W fotografiach tych odnajdziemy prawdziwy i
zarazem zniekształcony obraz miejsca i ludzi. Pejzaż lub jego fragment stanowią
punkt wyjścia do rozważań natury pozaestetycznej. Choć autorzy czerpią z
bezpośredniej obserwacji otoczenia, natura fotografii i dzieł sztuki powstałych
przy użyciu fotografii jest konceptualna. Prace te wypełniają jedną z
najpoważniejszych luk w zbiorach Muzeum w Gliwicach. Są to dzieła
przedstawicieli generacji niemal nieobecnych w gliwickim muzeum. Tworzą zwarty
blok, gotowy do prezentacji na wspólnych lub osobnych wystawach. Ich autorami są:
Wojciech Prażmowski, Wojciech Wilczyk, Nicolas Grospierre, Rafał Milach i
Andrzej Tobis.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















