sobota, 11 lutego 2017

piątek, 10 lutego 2017

Dwie pocztówki z wczoraj. Na do widzenia i dzień dobry.

Pierwsza jeszcze z Czerwonego Wiednia, z osiedla George Washington Hof:


A druga z pierwszej stacji benzynowej za polsko-czeską granicą (dokładnie w Boboszowie):



Właściwie zarzuciłem już dokładanie kolejnych kadrów do Życia po życiu, choć akurat teraz często spotykam obiekty, które powinno się (powinienem) sfotografować...
Jak robiłem to zdjęcie smartfonem, przechodzący obok mężczyzna krzyknął do mnie:
- Piękny co? 
- Mój ojciec nim jeździł!

środa, 8 lutego 2017

Marne kopie

Czerwony Wiedeń, Czerwonym Wiedniem, ale wczorajszy dzień zaczęliśmy jednak od wizyty (jak najbardziej slusznej) w Kunsthistorisches Museum. Gdzie zawsze warto zaglądnąć i popatrzeć na te kilkanaście przednich Breugli, których niedoskonałe kopie (tym bardzie marne, że mój samsung liczy już ponad trzy lata, co w przypadku smartfonów to jak wieki całe - nie radzi sobie biedactwo z korekcją dystorsji i innymi sprawami) wklejam poniżej. Żyjemy w cywilizacji marnych kopii (jakimi są przecież fotografie), więc warto od czasu do czasu (jak najczęściej) spojrzeć na oryginały. Pieter Breugel (starszy): Chłopskie wesele (1568) i Taniec wiejski (1566).


poniedziałek, 6 lutego 2017

Od wczoraj oglądamy

z Martą i Jonaszem tzw. "Czerwony Wiedeń", np. słynny Karl Marx Hoff (częściowo widoczny poniżej, sól w oku miejscowych nazioli w latach 30.) czy Verkbundsiedlung (tu brak ilustracji, ale architektura przednia). Czy ktoś w Polszcze uwierzy, że 75% mieszkań w stolicy Austrii to lokale komunalne lub subsydiowane przez miasto?


A dzisiaj (ponieważ lało) muzea, np. MUMOK, który mocno przypomina (w pozytywnym sensie) MOCAK. Kurcze, jest tam co oglądać, jakkolwiek muszę przyznać, że rozdęta na 3 kondygnacje retrospektywa Juliusa Kollera dość słabo wypada w porównaniu do mocakowej monografii konceptualnych działań Jarosława Kozłowskiego (także ze względu na jakość pokazywanych obiektów). Poniżej więc akcent zdecydowanie austriacki... praca Marca Adriana z serii kolaży powstałych w latach 1956-58.


A jutro (ma być pogodnie) apiać "Czerwony Wiedeń"!

piątek, 3 lutego 2017

FAR AWAY FROM WHERE?

To kuratorowana przez Małgorzatę Bakalarz-Duverger wystawa w Arnold and Sheila Aronson Galleries, Sheila Johnson Design Center w Nowym Jorku, w której weźmie udział 5 prac z naszego wspólnego z Elżbietą Janicką projektu Inne Miasto/Other City. Wernisaż 16 lutego 2017 roku. Z czego już się cieszę i SERDECZNIE WSZYSTKICH BĘDĄCYCH W POBLIŻU ZAPRASZAM! Ekspozycję będzie można oglądać do 5 marca 2017.

środa, 1 lutego 2017

GRUDZIEŃ / DECEMBER '81


Widoczny wyżej skan pochodzi z kapitalnego albumu autorstwa Anny Beaty Bohdziewicz Lekki powiew wolności 1981, który kiedyś recenzowałem dla kwartalnika Herito (przy najbliższej okazji odnajdę egzemplarz pisma i wkleję skan tekstu, który dotyczył też innej jej książki Wszystko od nowa 1989). Stojący między Lechem i Danutą Wałęsami pan z gitarą to francuski bard Guy Béart (zmarł w 2015 roku), uprawiający także satyrę polityczną, a zdjęcie zostało wykonane podczas nagrywania programu dla niezależnej agencji filmowej, jak powstawała wtedy przy regionie Mazowsze - Béarta zaproszono do przeprowadzenia wywiadu z liderem NSZZ Solidarność.

Rzeczony album ułożony przez Annę Beatę Bohdziewicz ze zdjęć, jakie wykonała w 1981 roku (podobno znalazło się w nim gros materiału wtedy zarejestrowanego), to wydawnictwo wyjątkowe! To przykład zapisu totalnego, pozbawionego fotoreporterskich grepsów i jakichkolwiek prób estetyzowania fotografowanych sytuacji. Kilkaset zdjęć ułożonych w chronologicznym ciągu odwiedzanych przez fotografkę wydarzeń: manifestacji, mszy, zjazdów, sesji, sympozjów i związkowych spotkań, zdjęć podanych widzowi w postaci całych kadrów z czarną negatywową ramką. Oczywiście z opisami, które informują kogo fotografie przedstawiają lub czego dotyczą. Świetna robota Anny Beaty Bohdziewicz, która była wtedy przecież początkującą fotografką, a po latach bardzo słusznie zdecydowała się na publikację książki swoich werystycznych zdjęć w jak najbardziej werystycznym układzie. Co ciekawe, ta wybitna publikacja spotkała się z dość chłodnym odbiorem (by nie powiedzieć, że z żadnym)... Być może album wydano zbyt późno, kiedy za pisanie najnowszej historii Polski zabrali się specjaliści od postprawdy, pardon!, "nowej polityki historycznej" w rodzaju Sławomira Cenckewicza, Piotra Gontarczyka czy Pawła Zyzaka... (już mi się zbiera na wymioty).

Przy tej okazji przypomniało mi się, jak jesienią 1980 roku brałem udział w wiecu pod Collegium Novum w Krakowie, na którym przemawiał Lech Wałęsa. Było to chyba zaraz po rejestracji Solidarności, albo tuż przed (pamiętam, że wiecujący byli ubrani dość lekko), Wałęsę wniesiono na robotniczych ramionach i miał na sobie nowiuteńką katanę wranglera (sam kupiłem sobie wtedy podobną, a kosztowała w Peweksie 20 $). Przemówienie było dla mnie rozczarowaniem... Lider niezależnego związku zawodowego mówił nieskładnie i były to drętwe wiecowe slogany, ale kolega Jacek S., który prawdę mówiąc ściągnął mnie w to miejsce, był zachwycony i porównywał mówcę do... Józefa Piłsudskiego. Pamiętam też dość dobrze pewien szczegół z tego mityngu - w najbliższym kręgu słuchaczy Wałęsy wyróżniał się pewien długowłosy mężczyzna z dużą plakietką Solidarności wpiętą w klapę marynarki (chyba stał na pierwszym stopniu schodów prowadzących do budynku, więc widać go było wyraźnie), który po każdym wałęsowskim bon mocie odwracał się ku zgromadzonym z uśmiechem pełnym wazeliny... Nie miałem wtedy bladego pojęcia, że patrzę na Ryszarda Terleckiego.

Może jeszcze jedno zdjęcie z tamtego dnia, po prawej stronie kadru widać Marcela Łozińskiego, który wspomniany na wstępie dokument reżyserował:


wtorek, 31 stycznia 2017

Oświęcim, ul. Klasztorna

[31.01.2017]

Ciekawe kiedy go nasi postpatrioci* zamalują, albo przynajmniej hasło w dymku? Tak jak to się stało w Żywcu vis a vis stadionu Górala...

[Zdjęcie wyświetla się większe, bo ma długość w pikselach dostosowaną do aktualnej szerokości kolumny. Co podpatrzyłem/sprawdziłem na blogu Wojtka Sienkiewicza. I jakość chyba jest wystarczająca?]

--------
* postpatrioci per analogiam do postprawdy.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Dobranoc i dzień dobry

Wracając wczoraj z Bagieńca już w okolicach śląskiej konurbacji dał się wyczuć charakterystyczny smród. I z każdym kilometrem zjawisko to narastało. Krakowskie suburbia zanurzone były w mgiełce, która oczywiście mgłą nie jest, lecz tym co wylatuje i opada z własnego oraz sąsiedzkiego komina.


Jak widać na powyższym (i poniższym) obrazku hajcowało się w nocy nieźle...


666% normy... Czy muszę pisać więcej ;)

Dzisiaj (i wczoraj też) darmowa komunikacja miejska w Krakowie, ale tylko dla osób posiadających przy sobie dowód rejestracyjny pojazdu. Z tym, że samochody, nawet te liczne diesle z wyciętymi filtrami DPF, są odpowiedzialne za smog tylko w małej części.
Politycy jakoś nie spieszą z reakcją śmierdzący problem, bo przecież ci, co hajcują to ich wierny elektorat... Nie da się wykluczyć, że sami też robią to samo w swoich domach, bo po co przepłacać za bardziej ekologiczne urządzenia grzewcze, skoro wszystko odbywa się de jure.

piątek, 27 stycznia 2017

Zmiany?

Wku*rwia mnie już maksymalnie dotychczasowy wygląd tego bloga... Próbowałem zmienić rozmiar głównej kolumny, ale zdjęcia wcale nie robią się większe... z automatu. Pewnie gdybym zapisał je w odpowiedniej liczbie pikseli (dłuższy bok) i wrzucił w "rozmiarze oryginalnym", byłoby OK. Wydaje mi się, że kiedyś szablon blogspota pozwalał na większy zakres ingerencji w kształt strony, ale może się mylę? Dawno niczego tu nie zmieniałem... Wku*wiają mnie maksymalnie te malutkie foty (może nie trzeba było zmieniać monitora na większy i panoramiczny?) oraz jaśniejsza wokół nich obwódka! Próbowałem też zmienić winietę... To co teraz wisi, to tymczasowa sprawa. Może przerzucić się na tumblra? Tzn. eufemistycznie rzecz ujmując, wyjść z deszczu pod rynnę (oczywiście pomyślałem o słowie g*wno oraz jego odmianach)? Ale dlaczego tak narzekam? Przecież publikuję tu sobie za darmo (a gugiel, wcale nie za darmo mnie podgląda i pozycjonuje moje potrzeby pod kątem ew. korporeklamodawców oraz innych podmiotów...). Spróbuję jeszcze ustawić jedną kolumnę w szablonie, tak żeby zdjęcia były większe i do oglądania, a jak się to okaże niemożliwe, to pie*dolnę tym interesem!

-----

Dotarły do mnie wreszcie wylicytowane jeszcze w zeszłym roku na allegro Elegie Bukowskie i inne wiersze Bertolta Brechta w wyborze i przekładach Ryszarda Krynickiego (III wydanie Nowej z 1980 roku!). No to sobie (i dla Państwa przyjemności) wkleję teraz wiersz Rozwiązanie, który kiedyś na tym blogu pojawił się w tłumaczeniu Piotra Sommera:





Brzmi zdecydowanie lepiej, co nie?

czwartek, 26 stycznia 2017

IRIX story (Suchowola)

[Suchowola, ul. Kupiecka, 21.01.2017]

Do Suchowoli dojechałem, kiedy zaczęło się robić ciemno. No i przez jakieś 15 minut kręciłem po miasteczku szukając muralu, bo nie miałem dokładnych namiarów jego lokalizacji. Pierwsze zdjęcie zrobiłem o 15:30, ostatnie (czyli to, które widać powyżej) o 15:43. W tym czasie ulicą Kupiecką przejechało pięć samochodów, które mam na wariantowych ujęciach. Zakup filtra do Irixa (aż 95mm...) okazał się słusznym krokiem, ponieważ cały czas lekko mżyło i musiałem co pewien czas ścierać kropelki wody ze szkła. Ostatni strzał na podglądzie wyglądał przekonywająco, więc spakowałem sprzęt i udałem się w drogę do Augustowa.

środa, 25 stycznia 2017

Ostfront


[Białystok, ul. Bohaterów Monte Cassino, 21.01.2017]


Natomiast na Südfroncie taki wieczorny komunikat:


Ponieważ poczciwi ludzie palą tutaj w piecach czym popadnie... Polskie przepisy zabraniają spalania śmieci (co i tak nie jest przestrzegane, plastiki są przecież takie kaloryczne...), natomiast już odpadów kopalnianych używać można legalnie (w Czechach nie, dlatego sprzedają to błoto u nas...). Tak samo jak na całkowitym legalu można jeździć dieslem z wyciętym filtrem cząsteczek stałych. Wszelkiemu złu przecież winna jest cywilizacja śmierci, którą siłą narzucić chce niepokalanej Polsce eurokołchoz z siedzibą w Brukseli ;))

wtorek, 24 stycznia 2017

Niech się mury pną do góry...

Na specjalne życzenie Irka M., który podobnie jak ja przeżył szmat czasu na Osiedlu Podwawelskim, zdjęcie mojego ojca Eugeniusza Wilczyka. Tym razem spojrzenie w kierunku północnym, w stronę starych Dębnik - mniej więcej w centrum kadru widać wieżę modernistycznego kościoła, który powstał w latach 30. XX wieku wg. projektu Wacława Krzyżanowskiego.

Eugeniusz Wilczyk, Osiedle Podwawelskie (wówczas noszące jeszcze nazwę Tysiąclecia), wiosna 1971