czwartek, 5 października 2017

Pionowo (z Góry Syjon)

Wim Wenders, Jerusalem seen from Mount Zion, 2000

[Już nie pamiętam, gdzie czytałem wywiad z Wendersem, w którym mówił, że do panoram używa (używał?) japońskiej kamery o nazwie Art Panorama. Ponieważ oprócz modelu 617 firma Tomiyama produkowała też wersję 624, więc sprawdziłem proporcje widoku z Syjonu (zdecydowanie pierwsza opcja). Kiedyś byłem o krok od kupienia Linhofa Technoramy 612pc, a nieco później chińskiego wynalazku o nazwie Widepan Pro II 140 (można było na Ebay'u trafić na sprawny egzemplarz za 4-5K). Stare dzieje, aż mi się łza w oku zakręciła...
Bardzo lubię zdjęcia Wendersa i chociaż ich autor ma zwyczaj opowiadać o nich w nieco pretensjonalny sposób, to zdecydowanie trudno by go było nazwać fotografikiem. Zresztą Niemcy nie mają w swoim słowniku tego kretyńskiego terminu. Ot differentia specifica...
Tak jak poprzednio jest to skan z albumu: Wim Wenders Bilder von der Oberfläche der Erde, Schrimer/Mosel, München 2001.]

środa, 4 października 2017

Pionowo

Wim Wenders, Jerusalem seen from the Mount Olives, 2000

[Tytuł zdjęcia (innych też) po angielsku, a książki po niemiecku, dotyczy to także esejów w niej zawartych... Skan z albumu: Wim Wenders Bilder von der Oberfläche der Erde, Schrimer/Mosel, München 2001. Obrazy z powierzchni ziemi... Zawsze uważałem, że fotografia to działalność mocno powierzchniowa.]

wtorek, 3 października 2017

Poezja TVN

I ty także możesz zostać Harunem Farockim...
W Berlinie trwa teraz jego duża retrospektywa (prawdę mówiąc, nie za bardzo przepadam...).

poniedziałek, 2 października 2017

Szkoda...

Tak sobie myślałem (żywiłem tzw. nadzieję), że może tym razem Szanowne Żuri Nagrody Najki wyłamie się ze schematu i nagrodzi (jednak zerknąwszy na skład żurorów oraz ich szefa, wiedziałem od razu, że to nieprawdopodobne) np. Genowefę Jakubowską-Fijałkowską... Co oczywiście nie nastąpiło, ponieważ trzeba było wyróżnić przedstawiciela rodzimej literatury zastępczej, czyli reportażu ;)) Więc na pohybel (wiadomo komu) wklejam poniższy skan z książki Paraliż przysenny. Szkoda...

niedziela, 1 października 2017

Małgorzata Lebda o "Blue Pueblo" w Prologu

No tośmy się doczekali z Grzegorzem Wróblewskim tekstu o Blue Pueblo w piśmie naukowym (sic!) z bibliografią oraz przypisamy... Małgorzata Lebda pisała już wcześniej o projekcie w ArtPapierze, a tu proszę, pismo Prolog i numer o tytule Literatura wykadrowana. Ale najpierw dwie uwagi. Wydaje mi się, że Barthesowskie kategorie punctum i studium, można odnieść też do samego fotografującego oraz procesu wykonywania zdjęć, w tym sensie, że owo nakłucie może być sygnałem płynącym od tego, co niejako domaga się rejestracji. Czyli, że cała sprawa nie dotyczy (nie powinna dotyczyć) wyłącznie wrażeń z lektury zarejestrowanych przez kogoś obrazów fotograficznych. Druga istotna kwestia to pierwszy, oddzielony dywizem, moduł tytułu ekspozycji w MOCAK-u o brzmieniu Poezja i fotografia, który nie pochodził od nas, a był efektem żmudnych negocjacji z dyrekcją tej instytucji (dlatego też po wspomnianej pauzie pojawia się słowo projekt)... Moją i Grzegorza intencją było uniknięcie takiej kategoryzacji i prezentacja przedsięwzięcia jako rodzaju gestamtkunstwerku, czym w istocie jest Blue Pueblo. Miłej lektury!





piątek, 29 września 2017

39,80 >>> 9,95

Wydanie z 2001 roku... Nie pamiętam już dokładnie, ale to chyba wtedy widziałem wystawę z tym materiałem w C/O Berlin? Albo rok, dwa lata później? Zawsze warto zaglądnąć do Langera-Blomqvista! :))

czwartek, 28 września 2017

THE SOVIET PHOTOBOOK

Trochę wytarty na rogach przez oglądaczy (i chałmaczy), ale za 1/3 ceny wyjściowej... Warto zawsze zaglądnąć do Buchhandlung Walther König w Martin Gropius Bau :))

niedziela, 24 września 2017

Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną...

[Giovanni Antonio Canal, Weneckie dachy, widok z okna mieszkania artysty, The British Museum, Londyn - skan z albumu Canaletto, Bernardo Belotto Paints Europe, Hirmer, Munich 2014, str. 29.]

Obaj weneccy malarze, posługujący się pseudonimem Canaletto (Giovanni Antonio był wujkiem Bernardo), nie przestają mnie zadziwiać. Bardzo ciekawe są ich rysunkowe szkice do przyszłych wedut. Więc może niebawem co nieco tu powklejam (coś mnie ostatnio zdecydowanie odrzuca od zdjęć...). A Wenecja wręcz przeciwnie, jest jak w tytule wpisu, który pożyczyłem od wieszcza.

sobota, 23 września 2017

ODLOT, a pykanie

W kwestii samolotu ze strony 169 Jedynki Macieja Rawluka przeprowadziłem małe śledztwo z pomocą wuja googla, z którego wynika, że rzeczona restauracja „Odlot” mieszcząca się w Kościelsku vis a vis DK-1, rozpoczęła swą działalność w roku 1994. Podobno latający wcześniej w barwach LOT-u Ił-18, miał zagrać w filmie Bohdana Poręby Katastrofa w Gibraltarze (1983), ale chyba nie wystąpił w roli Liberatora, który uległ wypadkowi, bo tutaj obsadzony był An-26. Wydawało mi się, że samolot w Kościelsku stał tam już nieco wcześniej, bo jego widok był stałym elementem podróży jedynką, ale oczywiście moment jego pojawienia się może być późniejszy (ostatecznie minęły od tego momentu ponad dwie dekady).

 [Wojciech Prażmowski, zdjęcie z cyklu biało-czerwono-czarna, str. 35]

Jak wspomniałem w komentarzu pod poprzedni wpisem, zdjęcie Iła pojawiło się w dokumentalnym projekcie Wojciecha Prażmowskiego biało-czerwono-czarna (1999-2000), który jest w ogóle pierwszym tak obszernym zapisem dotyczącym Polski po ustrojowej transformacji z 1989 roku. Prażmowski swój cykl realizował używając średnioformatowej kamery Mamiya 6, której specyfikacja (tryb automatyczny przy preselekcji przysłony) umożliwiała mu błyskawiczne robienie zdjęć, jak sam to określał „podnoszę aparat do oka i pyk” (oczywiście potem należało przewinąć film na następną klatkę). No i pyk, i mam zdjęcie z Kościelska. Do swojej książki Prażmowski wybrał dwie setki pykniętych kadrów.


Olympus Mju 2, którego używał Michał Szlaga robiąc zdjęcia do swojego cyklu Polska, pracuje tylko w trybie automatu, ma autofokus i silnik przewijający film, więc można nim pykać do woli (do końca taśmy) i w miarę szybkim tempie. I to trochę widać na załączonym obrazku, który skleiłem z kadrów wykonanych podczas jednego pobytu w „Odlocie”, zamieszczonych w blogowym wpisie z 25 maja 2010 roku. Pyk, pyk, pyk... czy raczej pyk-pyk-pyk-pyk-pyk... Podczas autorskiego oprowadzania po wystawie Polska, którą można obecnie oglądać w sali im. Heleny Modrzejewskiej Starego Teatru w Krakowie, Szlaga mówił, że podczas pracy nad cyklem naświetlił 1000 małoobrazkowych negatywów, co daje sumę ok. 36000 pykniętych klatek...

piątek, 22 września 2017

Fotografie z „Jedynki‟ Macieja Rawluka, które są w książce i bardzo mi się podobają...

...odkąd je po raz pierwszy zobaczyłem (w przypadku kilku było to ze 3 lata temu co najmniej). W ten sposób nawiązując do procederu udostępniania przez autora Jedynki na swoim blogu zdjęć, jakie się w książce nie znalazły, pozwolę sobie wkleić poniżej kilka moich faworytów z zestawu albumowego. Myślę, że te nie zawsze oczywiste portrety ludzi związanych pracą z tytułowym szlakiem komunikacyjnym, są mocną stroną najnowszej książki Rawluka, który zdecydowanie warto posiadać! Ciekaw jestem, kiedy ktoś z szanownych komentatorów życia kulturalnego w Polsce ruszy się wreszcie, żeby coś o tym napisać?

[Maciej Rawluk, Jedynka, Włodzimierz]
[Maciej Rawluk, Jedynka, Wiesław]
[Maciej Rawluk, Jedynka, Joanna]
[Maciej Rawluk, Jedynka, Rafał]
[Maciej Rawluk, Jedynka, Agata]
[Maciej Rawluk, Jedynka, Grzegorz]


[Maciej Rawluk, Jedynka, Łukasz, Bożena, Janusz]

[Maciej Rawluk, Jedynka, NN]

czwartek, 21 września 2017

Żarki Żydowskie

Żarki żydowskie to książka niezwykła i ważna. Wydana przez Fundację Brama Cukermana publikacja, którą przygotowali Karolina i Piotr Jakoweńko, zawiera zdjęcia przedstawiające mieszkańców Żarek, wykonane kilka lat przed wojną oraz w czasie okupacji (według redaktorów wydawnictwa są to lata 1937-42). Fotografie zamieszczone w albumie w większości wyszły spod ręki (oka) Józefa Baciora, który prowadził tam usługi fotograficzne. Ponieważ nie posiadał on wówczas stałego atelier, portrety powstawały na ulicach miasteczka lub w tzw. lesie fabrycznym – lokalnym terenie rekreacyjnym, przez co sprawiają wrażenie bardziej naturalnych, niż typowe studyjne zdjęcia z tamtych czasów Nie jest też bez znaczenia, że w swojej pracy Bacior posługiwał się kamerą małoobrazkową, więc jego portrety maję pewne cechy - jak to wtedy nazywano - „laikarstwa” i przypominają amatorskie fotografie pamiątkowe… Żarki przed drugą wojną światową zamieszkiwało 5000 mieszkańców, z czego ok. 3000 stanowili Żydzi. W miasteczku ocalała jedna z synagog (jej zdjęcie jest oczywiście w książce Niewinneoko nie istnieje), zaś układ urbanistyczny oraz wygląd wielu domów nadal nie pozostawia żadnych wątpliwości, że mamy tutaj do czynienia z dawnym sztetlem. Na zdjęciach Baciora widzimy anonimowych dzisiaj mieszkańców Żarek (wydawcom udało się do tej pory zidentyfikować sześć personaliów), Polaków i Żydów, których odróżnić od siebie można dopiero w momencie, gdy ci ostatni już w czasie okupacji niemieckiej pozują do portretów z opaskami z gwiazdą Dawida na przedramieniu... Ponieważ klientami żareckiego fotografa nie byli chasydzi, ani ortodoksi (być może nie mieszkało ich zbyt wielu w Żarkach lub po prostu nie angażowali Baciora?), na zdjęciach oglądamy ubranych z małomiasteczkową elegancją obywateli przedwojennej Polski, których „żydowskość” lub „chrześcijańskość” trudno dzisiaj zidentyfikować... (choć być może nie doceniam w tym momencie wprawnego oka współczesnego polskiego antysemity?). Józef Bacior zmarł tragicznie w 1989 roku, więc niestety nie można go zapytać o okoliczności wykonywania portretów, ani o jego relacje z klientami. Z wypowiedzi syna fotografa zamieszczonej w książce dowiedzieć się możemy, że po likwidacji żareckiego getta (którego mieszkańców wywieziono do komór gazowych Treblinki), przeprowadził się on do pożydowskiego domu przy rynku, gdzie mieścił się zakład fotograficzny. Józef Bacior używał go do swojej śmierci. Przechowywane na strychu negatywy przekazał Fundacji Brama Cukermana wnuk fotografa Damian Kot. Ciekawa jest też tutaj historia w jaki sposób Karolina i Piotr Jakoweńko trafili na omawiany zbiór zdjęć i dotarli do potomków fotografa z Żarek. Wszystko zaczęło się od pudła z fotografiami, jakie znaleźli Państwo Jolanta i Wojciech Gałeccy, podczas porządkowania w Będzinie mieszkania po rodzicach Pani Jolanty i przekazali znalezisko Fundacji Brama Cukermana. Okazało się, że zdjęcia należały wcześniej do rodziny małżeństwa Heleny i Jehoszuy Najmanów, którzy przeżyli Zagładę, a w 1965 roku wyemigrowali do Australii. Na części odbitek znajdowały się pieczątki zakładu Józefa Baciora.



Fundacja Brama Cukermana działa w Będzinie od 2009 roku i powołana została w celu opieki nad domem modlitwy, mieszczącym się w tzw. Bramie Cukermana (jest to dawny pasaż handlowy - między dzisiejszą Aleją Hugona Kołłątaja, a Placem 3 Maja). Oczywiście fotografia tego obiektu także znalazła się w książce Niewinne oko nie istnieje. Kiedyś rozmawialiśmy o pokazie projektu w przestrzeni dawnego domu modlitwy, ale nic z tego nie wyszło... (nie pamiętam już z jakiej przyczyny). Z Karoliną i Piotrem spotkaliśmy się na wiosnę tego roku w Nieporęcie na corocznej konferencji Liderów Dialogu (gdzie miałem prelekcję dotyczącą Świętej Wojny) i tam właśnie dowiedziałem się o ich książce. 


środa, 20 września 2017

O „Realizmie‟ w Nowych Książkach

W Nowych Książkach to chyba miałem recenzję tylko raz i dotyczyła ona albumu Niewinne oko nie istnieje. Tekst napisała Marta Leśniakowska, ale ponieważ dowiedziałem się o tym poniewszasie, nie dotarłem do tego numeru miesięcznika (a pismo niestety nie miało - ten stan trawa zresztą nadal - witryny internetowej...). A tutaj proszę, jakie zaskoczenie!


Myślę, że tytuł tego omówienia (ciekawe czy pochodzi od autora?) śmiało mógłby się zmieścić na szortliście Memoriału im. Karola Maliszewskiego... ;)

wtorek, 19 września 2017

Transporty jadące na rzeź



Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz kupiłem papierową Gazetę Wyborczą… Aż do wczoraj, gdy zobaczyłem w sieci zapowiedź fotoreportażu Dawida Chalimoniuka o transporcie zwierząt do rzeźni (obecnie miejsca takie funkcjonują pod nazwą ubojni). A ponieważ zdjęcia na witrynie wyborcza.pl fatalnie się oglądało, więc pomyślałem, że może na papierze będzie to wyglądać jak w dawnych czasach (właściwie nie tak dawnych…). No i tu się oczywiście zawiodłem, bo w wersji papierowej Dużego Formatu wydrukowano zaledwie pięć fotografii, omijając (jak się należało tego spodziewać) te najbardziej drastyczne. To co zostało sfotografowane dzieje się tuż obok nas i na masową skalę! I skandalem jest, że na tę jawną zbrodnię nie reagujemy, prawie nie reagujemy, bo przecież powstał ten bardzo potrzebny zapis Dawida Chalimoniuka. Kiedyś czytałem wspomnienia Edmunda Wiercińskiego z okupacji niemieckiej, który opisywał plażę nad Świdrem latem 1942 roku i relaksujących się tam ludzi, a obok nich (czy też nad ich głowami) po kolejowym moście przejeżdżały pociągi wiozące do Treblinki Żydów z warszawskiego getta. I nikogo z plażowiczów to nie ruszało… 



[trzy widoczne powyżej kadry to print screeny zdjęć Dawida Chalimoniuka z portalu wyborcza.pl]

poniedziałek, 18 września 2017

adrenalina-podpowiada-jeszcze-jeden-metr

[ROZMOWA Z GROTOŁAZEM]

"Dobry zwyczaj nakazuje,
by cięższe nieczystości
wynieść ze sobą na powierzchnię"

[http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,22375356,adrenalina-podpowiada-jeszcze-jeden-metr.html]


[Michał Szlaga, z cyklu Polska, zdjęcie z ekspozycji w Tatrze Starym w Krakowie, sala im. Heleny Modrzejewskiej]