Poemat Denis Riley, który odczytała wczoraj po angielsku na swoim spotkaniu autorskim podczas Festiwalu Miłosza. Poniżej przekład Jerzego Jarniewicza, który przeczytał polską wersję poematu. Podczas wspomnianego spotkania czytane były utwory z książki Szantung, wydanej co dopiero przez Dom Literatury w Łodzi. Tekst - jeżeli się w niego wgłębić - zupełnie niezły, natomiast na wczorajszym wieczorze autorskim poetka niestety położyła jego odczytanie, głucho i monotonnie recytując wersy, nie czyniąc też specjalnej różnicy między zwrotkami zapisanymi kursywą, a resztą tekstu (przynajmniej ja to tak usłyszałem). Tłumaczowi czytanie szło nieco lepiej...
niedziela, 9 czerwca 2019
sobota, 8 czerwca 2019
Warto było ponownie odwiedzić wystawę Joanny Helander „Baby patrzą‟
w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, a tam zreflektować się, że na recepcji można nabyć książkę Gerard K. breven frản Polen, na którą od dawna polowałem (dlaczego nie zauważyłem wcześniej, że wystawiono ją do sprzedaży?).
[Tytułowy Gerard K. na okładce Gerard K. breven frản Polen, zdjęcie z czwartej strony wykonane zostało przez Joannę Helander]
Rzeczone Listy z Polski Gerarda K. to mocno autobiograficzna proza w formie epistolarnej (Gerard K. jest ojcem narratorki i autorki), gdzie jednak pojawiają się też elementy fikcyjne. Oczywiście nie poczytam sobie zawartości tego tomu, ponieważ tekst jest w języku szwedzkim (znam jedynie tłumaczenie fragmentów, które opublikowano w 1994 roku w piśmie NaGłos), jednak obok słów znajdują się tam też zdjęcia, bardzo dużo zdjęć, głównie z Rudy Śląskiej. Chyba już kiedyś tutaj wspominałem, ale mogę to powtórzyć jeszcze raz (i nie raz), że główną inspiracją podczas pracy nad moim Czarno-Białym Śląskiem były śląskie fotografie Joanny Helander, zobaczone po raz pierwszy właśnie we wspomnianym numerze Nagłosu (a obok niej także dwóch fotografów z kręgu FSA - Johna Vachona i Todda Webba). Kiedy w lutym 2000 roku postanowiłem systematycznie fotografować Górny Śląsk, pierwsze miasto, do którego dotarłem to była Ruda Śląska, gdzie niemal automatycznie trafiłem w podwórko z zakładem fotograficznym „Foto-Maria‟...
[Skan z książki: Joanna Helander, Gerard K. breven frản Polen, Nordstedts, Södertälje 1986, s.66-67.]
Widoczny na rozkładówce poniżej obiekt na lewej stronie, to budynek administracyjny KWK „Walenty-Wawel‟. W latach 1992-1996 fotografowałem rozbieraną wówczas Koksownię „Walenty‟ (primo voto „Wolfgang‟ - w Czarnych Diamentach Maxa Steckela jest też zdjęcie tego obiektu), a fotografie z tej serii znalazły się na wystawie Pejzaż symboliczny, prezentowanej w krakowskie galerii ZPAF w 1997 roku. Nic nie jest przypadkowe...
[Skan z książki: Joanna Helander, Gerard K. breven frản Polen, Nordstedts, Södertälje 1986, s.84-85.]
piątek, 7 czerwca 2019
Spisateljica sagledava domovinu dok učeni postmodernist ulazi u njen grad
Ferida Duraković
Pisarka patrzy na ojczyznę
podczas gdy uczony postmodernista
przyjeżdża do jej miasta
Brutalnie i wiecznie powtarza się to wszystko
i wszystko się zdarza po raz pierwszy:
twarz młodzieńca, z którego życie całą noc
uchodziło przez twoje ręce, przez dziurę
w jego plecach.
Twarz żołnierza
obok przystanku autobusowego, z otwartymi oczami,
gdzie się zatrzymała pytamy niebo majowe - Zmyślasz,
mówię - to nie jest spokojna i odległa twarz Historii.
I jeziorko krwi: w środku jeziorka chleb
nasycony krwią jak w porannym mleku łaciatym -
Zmyślasz, powtarzam, znów po raz pierwszy:
ołowianą sarajewską glinę która spada na wielkie
stopy chłopca w adidasach
w przykrótkiej trumnie z drzwi szafy... Nie, tobie
nie można wierzyć, ty przychodzisz z serca
ciemności która wybuchła i rozlała się w dzień.
Niewiarygodny z ciebie świadek, a przy tym stronniczy. Dlatego
przyjechał Profesor, na wskroś paryski:
Mes enfants,
zaczął, a jego palce wciąż powtarzały:
Mes enfants, mes enfants, mes enfants, a w całej
Akademii Nauk siwe głowy myślały
wyłącznie o jego nowej koszuli nieskazitelnie białej...
Mes enfants, tu umiera Europa. Potem wszystko
poukładał w filmie, na zdjęciach, wielkimi słowami, jak
historie, Europe, responsabilité i, oczywiście,
Les Bosniacs. Tak oto patrzy się w twarz Historii,
a nie jak ty: na brutalne niestosowne urywki,
na snajperską kulę, która wbija się w czaszkę,
na groby, które już porosła niestrudzona trawa
na swoje dłonie położone na
Edwardzie Munchu, który już sam, niegdyś,
wymyślił wszystko, nadaremnie.
Dla B.H. Levy'ego, z garścią soli, 1993
[Wiersz w przekładzie Magdaleny Koch z książki: Ferida Duraković, Srce tame/Serce ciemności, Wydawnictwo Pogranicze, Sejny 2019, s. 67-69. A ja miałem okazje posłuchać dzisiaj, jak ten i inne teksty poetka czyta na spotkaniu autorskim podczas tegorocznej edycji Festiwalu Miłosza. No dzięki tej imprezie ukazała się też książka z przekładami wierszy Feridy Duraković.]
czwartek, 6 czerwca 2019
(Wszyscy będziemy wiedzieć wszystko)
Prawdziwy Jaworski Festiwal! Nowy tom Ceremonia wydany w WBPiCAK oraz Ciąg Fibonacciego. 111 wierszy wybór tekstów przygotowany dla Convivo. W tym drugim (świetny wybór tekstów!) można też przeczytać bardzo rozsądnie napisany szkic o twórczości Krzysztofa Jaworskiego, pióra Dawida Kujawy i Rafała Wawrzyńczyka. To może najpierw 3 wiersze z Ceremonii (s. 25, 26, 27).:
Krzysztof Jaworski
Wszyscy będziemy wiedzieć
Wszyscy będziemy wiedzieć.
Będziemy wiedzieć.
Wszyscy.
Wszyscy będziemy wiedzieć wszystko.
Wszyscy.
Ceremonia. Ołów
Obsesja zdrowia.
Choć z drugiej strony
co wytatuować na ciele?
Przede wszystkim
żadnych fałszywych ruchów.
Korzystać z darów natury.
Rozkoszować się zapachem
palonego mięsa.
Zadawać właściwe pytania.
Obserwować potomstwo.
Czekać.
Łopata, dół, ziemia
Panu Wiesławowi Uchańskiemu
Wszystko się rozpada.
Idzie po mnie.
Sny spokojne.
Chóry anielskie.
Przez chwilę ciepła sierść.
I może jeszcze ten tekst z Ciągu Fibonacciego, który pochodzi z książki Do szpiku kości (s. 134):
TRIUMF WOLI
I co za kretyn powiedział, że chrześcijaństwo
to religia słabych? Kiedy tak patrzę na tych krzepkich
młodzieńców pewnie ściskających w twardych dłoniach
kije bejsbolowe, pokrzykujących radośnie „... A KURWA!‟,
albo tych starych, bezzębnych i śmierdzących,
wygrzebujących ze śmietnika puszki po piwie
i miażdżących je stopą w ten wymyślny sposób,
by więcej aluminium zmieściło się w dziurawej siatce
z napisem „Empik - Pełna Kultura‟, lub na ich
rozkładające się za życia kobiety, poupychane
w szczelinach między dworcowym kiblem a budką
„Gyros - Kebab - Zapiekanka‟ - to pytam z dumą:
Gdzież jest, o śmierci, oścień twój?
Gdzież, o śmierci, twoje zwycięstwo?
środa, 5 czerwca 2019
wtorek, 4 czerwca 2019
Czkawka? Niestrawność? Nudności?
Anna Beata Bohdziewicz wykrakała... Jakkolwiek nasz potwór domowy ma nieco inną powierzchowność, no ale może bez body-shamingu. Po 30 latach od symbolicznej daty transformacji ustrojowej, za którą uznaje się wygrane przez opozycję wybory do "sejmu kontraktowego", dryfujemy (ze zmienną prędkością, ale konsekwentnie) w stronę autorytarnej oligarchii w stylu Orbana... A ponieważ rządzącym sprzyja niezmienna koniunktura gospodarcza, więc w perspektywie najbliższych miesięcy trudno spodziewać się zmian.
Już chyba kiedyś pisałem na tym blogu (chyba wielokrotnie), że jestem fanem Fotodzienników Anny Beaty Bohdziewicz. Tymczasem jedyny opublikowany tom z tej serii to książka Wszystko do nowa 1989, wydana w 2014 roku przez Dom Spotkań z Historią w Warszawie i oficynę Monoplan. Kiedy kilka lat temu spotkałem się z autorką, mówiła mi, że przygotowuje właśnie do wydania dziennik ze stanu wojennego. Tak się składa, że miałem okazję widzieć ten kapitalny zapis na okaleczonej przez cenzurę wystawie w Krakowie w 1983 roku (chyba w 1983?), w Galerii ZPAF, która mieściła się wówczas przy ul. św. Anny. Jednak zapowiadanego tomu jak nie ma, tak nie ma... To w ogóle gruby skandal, że żadna z państwowych instytucji sztuki czy fundacji zajmujących się fotografią, nie pomyślała o wydaniu Fotodzienników, tych z czasów PRL-u i wczesnego potransformacyjnego kapitalizmu. A może o czymś nie wiem?
piątek, 31 maja 2019
(jakkolwiek trywialna i melodramatyczna byłaby jej materia)
Wiktor Woroszylski
* * *
Moi dobrzy ludzie z New Jersey
nie słyszeli o rosyjskim poecie Brodskim
ani nawet o Brodskim amerykańskim poecie
w dzienniku który rano podnoszą z progu
nic o nim nie było
zresztą czy to człowiek spamięta
Ale to nie tak
żeby niepotrzebna im była poezja
znak uczucia i desperacji
To jest
w gazecie
siedemnastoletnia Amy Fisher
rozbijająca samochód za samochodem
z uczucia do dwa razy starszego
Joey Buttafuoco właściciela warsztatu
jej strzał do żony kochanka
zeznania przed sądem
film telewizyjny książka musical
I'm in love with Joey Buttafuoco
He said I was the love of his life
I'm in love with Joey Buttafuoco
But he really loves only his wife
Mają już zarezerwowane bilety w najlepszym rzędzie
podnieceni pytają czyją trzymam stronę:
Amy zdającej maturę w celi więziennej
rozdartego Joey
czy Mary ze sparaliżowaną połową twarzy
Ja no cóż
ja trzymam stronę poezji
jakkolwiek trywialna i melodramatyczna
byłaby jej materia
* * *
Moi dobrzy ludzie z New Jersey
nie słyszeli o rosyjskim poecie Brodskim
ani nawet o Brodskim amerykańskim poecie
w dzienniku który rano podnoszą z progu
nic o nim nie było
zresztą czy to człowiek spamięta
Ale to nie tak
żeby niepotrzebna im była poezja
znak uczucia i desperacji
To jest
w gazecie
siedemnastoletnia Amy Fisher
rozbijająca samochód za samochodem
z uczucia do dwa razy starszego
Joey Buttafuoco właściciela warsztatu
jej strzał do żony kochanka
zeznania przed sądem
film telewizyjny książka musical
I'm in love with Joey Buttafuoco
He said I was the love of his life
I'm in love with Joey Buttafuoco
But he really loves only his wife
Mają już zarezerwowane bilety w najlepszym rzędzie
podnieceni pytają czyją trzymam stronę:
Amy zdającej maturę w celi więziennej
rozdartego Joey
czy Mary ze sparaliżowaną połową twarzy
Ja no cóż
ja trzymam stronę poezji
jakkolwiek trywialna i melodramatyczna
byłaby jej materia
wtorek, 28 maja 2019
Hamama House (2)
[Tel Aviv, Grunzberg Street, 22.03.2019]
Według exifa zdjęcie zostało wykonane o 16:34, ale ponieważ nie przestawiłem strefy czasowej w aparacie, więc była to 17:34, czyli niemal idealnie moment rozpoczęcia szabasu. Dlatego sklepy są zamknięte i mało przechodniów widać na tej ruchliwej zazwyczaj ulicy. Przy okazji, ciężki jest czasem żywot bauhausowskiej architektury...
poniedziałek, 27 maja 2019
(Forma jest pustką a pustka formą)
Bożena Keff
Sutra diamentowa (Jablonex)
Forma jest pustką
a pustka formą
są jednak pustki mniej lub bardziej błyszczące
i formy wklęsłe, ale też wypukłe
Forma jest pustką
a pustka formą
ale tu stoi pustka
w formie szaroniebieskiej kanapy, którą kupiłam w Ikei,
obok niej czeka moja filiżanka z herbatą i otwarta książka
w której rozlazła blondynka ratuje
zwięzłą szatynkę od śmiertelnej klęski ―
Forma jest pustką
a pustka formą
gdy nie ma już oddechu ust wzroku słuchu
powietrza głosu światła ani dźwięku
wtedy się nie pocieszysz
Ale póki jest ―
Między psem a wilkiem
Dopóki widzę przed sobą resztkę światła
jeszcze nie ma strachu. Zjeżdżam na dół drogą,
mijam panią krowę. Za rzeką gorące tunele
późnego zachodu wśród zastygłych chmur:
rewolucyjna czerwień, cesarska żółć, feministyczny
wrzos; więc dzień nadal należy do nas,
dwunożni. Ale za zakrętem
gasną resztki światła, znikają lekkie cienie szprych
mojego roweru. Szara szarość, gruba i skondensowana,
osacza mnie jak mech nagle wyrosły z powietrza. Bicyklu,
uciekajmy; stopa naciska pedał, solidny
ustępliwy opór, mój oddech,
twoje mruczenie dynama, podskakujące
nikłe światło lampki. Prędzej,
świat staje się zbyt jednolity, zewnętrzny i taki
przepastny. Pełen aluzji,
których treść tłucze się już w sercu i żołądku.
W domu mój czarny pies nastawiwszy uszu
czeka w drzwiach między pokojem a gankiem,
patrzy ze światła w ciemność. Gdzieś w przepastnej czerni
staje wilk, wygląda
z ciemności w ciemność ―
A ja prędzej, pędzę
środkiem ―
[Wiersze z książki: Bożena Keff, Nie jest gotowy, Wydawnictwo Open, Warszawa 2000, s. 104, 106]
Sutra diamentowa (Jablonex)
Forma jest pustką
a pustka formą
są jednak pustki mniej lub bardziej błyszczące
i formy wklęsłe, ale też wypukłe
Forma jest pustką
a pustka formą
ale tu stoi pustka
w formie szaroniebieskiej kanapy, którą kupiłam w Ikei,
obok niej czeka moja filiżanka z herbatą i otwarta książka
w której rozlazła blondynka ratuje
zwięzłą szatynkę od śmiertelnej klęski ―
Forma jest pustką
a pustka formą
gdy nie ma już oddechu ust wzroku słuchu
powietrza głosu światła ani dźwięku
wtedy się nie pocieszysz
Ale póki jest ―
Między psem a wilkiem
Dopóki widzę przed sobą resztkę światła
jeszcze nie ma strachu. Zjeżdżam na dół drogą,
mijam panią krowę. Za rzeką gorące tunele
późnego zachodu wśród zastygłych chmur:
rewolucyjna czerwień, cesarska żółć, feministyczny
wrzos; więc dzień nadal należy do nas,
dwunożni. Ale za zakrętem
gasną resztki światła, znikają lekkie cienie szprych
mojego roweru. Szara szarość, gruba i skondensowana,
osacza mnie jak mech nagle wyrosły z powietrza. Bicyklu,
uciekajmy; stopa naciska pedał, solidny
ustępliwy opór, mój oddech,
twoje mruczenie dynama, podskakujące
nikłe światło lampki. Prędzej,
świat staje się zbyt jednolity, zewnętrzny i taki
przepastny. Pełen aluzji,
których treść tłucze się już w sercu i żołądku.
W domu mój czarny pies nastawiwszy uszu
czeka w drzwiach między pokojem a gankiem,
patrzy ze światła w ciemność. Gdzieś w przepastnej czerni
staje wilk, wygląda
z ciemności w ciemność ―
A ja prędzej, pędzę
środkiem ―
[Wiersze z książki: Bożena Keff, Nie jest gotowy, Wydawnictwo Open, Warszawa 2000, s. 104, 106]
niedziela, 26 maja 2019
(Albowiem nie było znaków na niebie komet żałobnych wody w krew zamienionej krzaków płonących...)
[Wiersz Wiktora Woroszylskiego Państwa faszystowskie zeskanowałem z książki: Wiktor Woroszylski, Wiersze 1954-1996, Wydawnictwo a5, Kraków 2007. Kiedyś zresztą już go tutaj przepisałem... Tekst pochodzi z tomu Zagłada gatunków z 1970 roku. Minęło pięćdziesiąt lat, a wiersz jest ciągle na czasie (wolałbym, żeby nie był). To w roli komentarza powyborczego.]
sobota, 25 maja 2019
Joanna Helander „Baby patrzą. Fotografie 1976-2012‟
Od dzisiaj w Muzeum Etnograficznym w Krakowie mini-retrospektywa Joanny Helander. Najważniejsza wystawa tegorocznego Miesiąca Fotografii! Specjalnie na tę ekspozycję wydano też album, gdzie zdjęć jest znacznie więcej. Artystka przekopała się przez swoje archiwum, dzięki czemu możemy oglądać fotografie wcześniej nie eksponowane, czy też nie pokazywane w Polsce. O ile prezentacja w Domu Esterki pokazuje zdjęcia wybrane przez kuratorki Fundacji Kultura Obrazu w osobach Barbary Kubskiej, Eweliny Lasoty i Anny Sielskiej, to selekcja prac w albumie jest dziełem Joanny Helander. Warto mieć tę książkę!
Dla zachęty kilka rozkładówek (skanów z albumu):
[Joanna Helander, Bliźniaczki z Krakowa, Pędzichów, Kraków 1984]
[Joanna Helander, Urodziny Kulkowej, Ruda Śląska, 1976]
[Joanna Helander, Sassari, Sardynia, 1987]
piątek, 24 maja 2019
PRZYSZŁOŚCI NIE MUSISZ WYBIERAĆ!
ONA SAMA CIĘ ZNAJDZIE/DOPADNIE...
[Widoczni na zdjęciu Maciej Salamon i Adam Witkowski współtworzyli kiedyś najlepszy polski zespół punkrockowy Gówno. Nie raz na hiperrealizmie przywoływany. Stockowe zdjęcie w tle plakatu, fatalna separacja wklejonych postaci, rodzima grafika wyborcza w całej krasie... Z tym, że złożona przez „kandydatów‟ obietnica na pewno się spełni.]
czwartek, 23 maja 2019
Kofri House (2)
[Tel Aviv, Emil Zola Street, 26.03.2019]
Budynek zaprojektowali Haim Sima i E. Glück (pisany też jako Glueck lub Glik, jednak nie udało mi się dojść jakie imię kryje się pod inicjałem E lub czasem A). Obiekt powstał w roku 1935, a w 2003 wraz z innymi telawiwskimi domami w stylu bauhasowskim został wpisany na Listę Kulturalnego Dziedzictwa Unesco. Ulica Emila Zoli (biorąca w tym miejscu początek z Bulwaru Ben Guriona) jest niezwykle wąska i zastawiona parkującymi samochodami. Drabinkę ustawiłem na podeście narożnej restauracji, dzięki czemu (stałem znacznie wyżej) w polu widzenia nie znalazły się auta stojące po tej stronie uliczki. Ostatnie zdjęcia podczas pobytu w Tel Awiwie, ostatni fotografowany obiekt... Tego samego dnia około północy znaleźliśmy się z powrotem w kraju, z którego przed wojną i zaraz po jej zakończeniu przyjechała spora część mieszkańców Białego Miasta. Dziwnego kraju bez Żydów (podczas spisu powszechnego w 2011 roku narodowość żydowską zadeklarowało nieco ponad 7 tysięcy osób), gdzie liderzy katolickich, populistycznych, nacjonalistycznych, faszyzujących i jawnie faszystowskich partii, straszą przed wyborami do Parlamentu Europejskiego „żydowskimi roszczeniami‟. Nawet chciałem początkowo dla kontrastu wkleić tu kilka stosownych screenów ze słynnymi „paskami‟ z programów TVP Info, ale chyba bym zaraz zwymiotował na ekran.
środa, 22 maja 2019
Ryszard Grzyb „Ofiara‟
Bardzo lubię i cenie malarstwo Ryszarda Grzyba, tak zresztą jak i twórczość jego kolegów z Gruppy, Jarosława Modzelewskiego czy Marka Sobczyka. Wiedziałem, że pisze też wiersze, ale jakoś do tej pory nie miałem okazji się z nimi zetknąć. Aż do przedwczoraj, kiedy algorytmy facebooka wyświetliły mi dyskusję pod zdjęciami z Galerii Wizytującej, gdzie trwa właśnie jego wystawa Akumulacja zapomnianych dusz i gdzie autor prezentacji wkleił jeden z poetyckich tekstów, jakie wygłosił podczas wernisażu. Świetny wiersz! Nie wiem czy ów pokaz ma katalog, a ponieważ zdjęcia prezentowanych tam obrazów są w rozdzielczości facbookowej i niepodpisane (w sensie braku tytułów, określenia techniki, datowania, etc.), pozwalam wkleić skan akwareli Ryszarda Grzyba z albumu Puszcza wydanego w 2007 roku przez Galerię Zderzak, która - jak myślę - koresponduje też jakoś z wierszem. No i zamówiłem też od razu książkę Zdania napowietrzne.
[Ryszard Grzyb, Dziwny zwierz, (29), akwarela/papier, 37,5 x 52,5 cm, 01.2007.
Skan z albumu: Ryszard Grzyb, Puszcza, Galeria Zderzak, Kraków 2007, s. 48.]
wtorek, 21 maja 2019
3 wiersze i 3 rysunki
Wiersze Michała Kaczyńskiego, rysunki Wilhelma Sasnala. A wszystko to z książki - Michał Kaczyński, Szczęśliwice, Raster & Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2012 - nie raz na tym blogu cytowanej. Często wracam do lektury tego tomu.
Jakiś czas temu Jaś Kapela z Krytyki Politycznej, przy okazji pożaru katedry Notre Dame, przytoczył na twitterze fragment wiersza Michała Kaczyńskiego Warszawa płonie, a konkretnie te wersy: nie gaście gówna / cud, że się pali... No i dzięki takiej "akcji promocyjnej" (choć samo grillowanie Kapeli przez prawicowy internet nie trwało zbyt długo), post na hiperrealizmie ze wspomnianym utworem doczekał się 993 odsłon. W sumie fajnie, choć trudno przypuszczać, że zaglądały tam osoby zainteresowane akurat współczesną poezją...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























