[Chropaczów, 30.7.2003]
sobota, 30 maja 2020
piątek, 29 maja 2020
SABINA G. LUBI
[Chorzów, 12.04.2002]
Parking na rogu Floriańskiej i 3 Maja.
Właściwie to mógłbym ułożyć książkę z samych panoram... na co jednak raczej się nie zdecyduję. Doszedłem do końca roku 2002 i zacząłem robić selekcję obrazków. No i trochę (całkiem sporo) tych odsianych od plew się uzbierało. Oczywiście te wstępnie wybrane też trzeba będzie kilka razy przetrzebić. W archiwum mam już 4073 zeskanowane kadry (kwadraty i panoramiczne), a do finiszu jeszcze całkiem sporo zostało.
czwartek, 28 maja 2020
Zabrze-Biskupice
[20.07.2002]
Tutaj akurat niewiele się zmieniło, choć zapis z Google Street View też nie wygląda na zbyt świeży. Fascynowało mnie to miejsce i wracałem do niego wiele razy, starając się oddać jego esencję. Czując po każdym pobycie spory niedosyt, także wtedy, gdy w latach 2004-2005 fotografowałem Górny Śląsk w kolorze. Zabrzańskie Biskupice przypominają zdekompletowany maszynopis, który podczas czytania ujawnia, że narracja prowadzona była w nim skrupulatnie i celowo. Jednak czytając ten tekst współcześnie mamy do dyspozycji jedynie pourywane fragmenty oraz dopiski i glossy z kolejnych redakcji. Z drugiej strony można sobie wyobrazić, że sto lat temu panował tutaj „porządek‟ (czytaj: „Ordnung‟), jak na zdjęciach Maxa Steckla...
środa, 27 maja 2020
(Sposób, żeby znaleźć sens)
[Siemianowice Śląskie, „Hugo‟, 1.12.2002]
I patrząc na powyższy kadr, przyszedł mi do głowy wiersz Reinera Kunze (przekład Jakuba Ekiera):
Sposób, żeby znaleźć sens
dla M.
Przez pęknięcia wiary widać
nicość
Ale nawet kamyk
chłonie ciepło
ręki
[Teren pomiędzy Piastowską i Jana Matejki w Siemianowicach Śląskich... W porze sprzyjającej konsumpcji na wolnym powietrzu musiało być tam rozrywkowo. Czego jednak (i na szczęście) nie było mi dane doświadczyć. Do dzielnicy noszącej nieoficjalną nazwę „Hugo‟ w pobliżu nieistniejącej już Huty „Jedność‟ (primo voto „Laura‟) przybywałem zwykle jesienno-zimową porą. Rosyjski panoramiczny Horizon 202 nie był zbyt doskonałym (eufemizm) narzędziem, ale coś z tych obrazów nim zarejestrowanych da się wyciągnąć. Nawet z tych zeskanowanych nie na Coolscanie 9000 Nikona, tylko na Epsonie V700 (oczywiście z małą pomocą Phpotoshopa). Do epsonowskiej ramki wchodzą 4 kawałki filmu (12 kadrów), więc proces skanowania trwa szybciej, a uzyskiwana jakość na potrzeby wglądówek wystarczy. Żałuję, że panoramy nie weszły do pierwszego wydania książki, co jednak będzie można - mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości - nadrobić.]
wtorek, 26 maja 2020
niedziela, 24 maja 2020
(zapamiętale albo leniwie)
Ryszard Grzyb
Popołudnie na Bundesplatz
Nie możesz zebrać myśli
nie dane ci było doczekać jasnego obrazu
leżysz osłupiały na niebieskim śpiworze
kołysany przez biel sufitu
Tu jest Berlin stolica Nowej Atlantydy
nad brzegiem Złego
w mieście gdzie żyje najwięcej starców
nie dane ci było doczekać jasnego obrazu
leżysz osłupiały na niebieskim śpiworze
kołysany przez biel sufitu
Tu jest Berlin stolica Nowej Atlantydy
nad brzegiem Złego
w mieście gdzie żyje najwięcej starców
i ludzi młodych
którzy nie chcą iść do wojska
w mieście gdzie jest dużo parków
- To jest dobre - powiedział człowiek
Znów powracasz do poplątanych ulic
barier różnego rodzaju, deszczu, bycia obcym
powtórnego bycia obcym w - jak w stolicy Nolandii Warszawie
powracasz do śpiewu ptaków podwórku-studni
z trzema progami tajemnicy, do pragnień powracasz niejasnych
krzyżujących się losów ludzkich, rozstań,
dróg pędzących w przestrzeń dla której i przyszłość
nie znajdzie nazwy
W bólu i trwodze wydalania, pochłaniania
pracy, narodzin i śmierci
w pocie bezwzględnego usuwania innych na bok
toczymy swoją bryłkę gnoju
zapamiętale albo leniwie
Berlin 1986
Krzeszowice, Miechów
Na sznurku w ogrodzie suszą się ubrania
ciężkie, zardzewiałe wagony towarowe
stoją na bocznicy
czekają na następny transport
Każdy załatwia różne sprawy na tym świecie
pełnym szarości i rdzy
Biały gołąb opada na zaorane pole
podczas gdy jakiś człowiek podróżuje z miasta do miasta
zanurzony w szumie wagonów, jęku żelaza
Ciężarówka wiezie żwir w innym kierunku
trudno jest natrafić na ślady ducha
w tym pejzażu
1990
[Z książki Ja chrząszcz, 1978-2002 (Fundacja na rzecz kultury i edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, Wrocław w 2020), s. 68, 96.]
którzy nie chcą iść do wojska
w mieście gdzie jest dużo parków
- To jest dobre - powiedział człowiek
Znów powracasz do poplątanych ulic
barier różnego rodzaju, deszczu, bycia obcym
powtórnego bycia obcym w - jak w stolicy Nolandii Warszawie
powracasz do śpiewu ptaków podwórku-studni
z trzema progami tajemnicy, do pragnień powracasz niejasnych
krzyżujących się losów ludzkich, rozstań,
dróg pędzących w przestrzeń dla której i przyszłość
nie znajdzie nazwy
W bólu i trwodze wydalania, pochłaniania
pracy, narodzin i śmierci
w pocie bezwzględnego usuwania innych na bok
toczymy swoją bryłkę gnoju
zapamiętale albo leniwie
Berlin 1986
Krzeszowice, Miechów
Na sznurku w ogrodzie suszą się ubrania
ciężkie, zardzewiałe wagony towarowe
stoją na bocznicy
czekają na następny transport
Każdy załatwia różne sprawy na tym świecie
pełnym szarości i rdzy
Biały gołąb opada na zaorane pole
podczas gdy jakiś człowiek podróżuje z miasta do miasta
zanurzony w szumie wagonów, jęku żelaza
Ciężarówka wiezie żwir w innym kierunku
trudno jest natrafić na ślady ducha
w tym pejzażu
1990
[Z książki Ja chrząszcz, 1978-2002 (Fundacja na rzecz kultury i edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, Wrocław w 2020), s. 68, 96.]
sobota, 23 maja 2020
piątek, 22 maja 2020
(za uporczywe trwanie w brzydocie człowiek ten winien zostać zapomniany przez żyjących w pięknie)
Wiktor Woroszylski
Akt oskarżenia
Jaki brzydki jest ten człowiek
ze zdekompletowaną twarzą Z powieką
jak kurtyna co się zacięła
wpół zsunięta na oko
z kneblem krwi na wargach
Jego brzydota
jest wywrotowa Na równym miejscu
nogi uginają się pod nim
Złamana linia jego rąk
podnosi rękę
na strzelistość waszych luf i pozdrowień
Nic nie przemawia za nim
Za nim
mur
Sam nie przemawia za sobą
Jest niemy Odmawia
Wysoka Ludzkości
Jego przepocona koszula
to wrogi sztandar
jego oddech nieświeży
zatruwa atmosferę
jego smutek to zamach
na pogodę bliźnich
To oczywiste że
za uporczywe trwanie w brzydocie
człowiek ten winien zostać zapomniany
przez żyjących w pięknie
[Ze str. 135 z książki Z podróży, ze snu, z umierania, wydanej przez a5 w 1992 roku.]
czwartek, 21 maja 2020
Selfie w starym stylu z winietą
[Chorzów, koksownia Huty „Kościuszko‟, 8.03.2002]
Nakręcenie filtra pomarańczowego na przejściówkę (obiektywy do Hasselblada nie miały gwinta, lecz bagnet...), zapiętą na Distagona 50mm, nie było zbyt szczęśliwym pomysłem. Oryginalne filtry z bagnetem były wtedy cholernie drogie...
środa, 20 maja 2020
Brzeziny Śląskie
[1.12.2002]
Widok z hałdy dawnej kopani rud cynku i ołowiu „Orzeł Biały‟. Za domami i wieżą kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa widać zabudowania i szyby KWK „Andaluzja‟. W procesie skanowania doszedłem już do grudnia 2002 (pomijając jednak negatywy ze zdjęciami panoramicznymi, będzie z nimi nieco więcej zabawy). Tak czy owak, mam już w archiwum 3439 kadrów.
wtorek, 19 maja 2020
poniedziałek, 18 maja 2020
Huta „Bobrek‟
[25.11.2001]
A na bliższym planie po lewej - Karbidownia „Bobrek‟.
Dwa lata później było już pozamiatane...
niedziela, 17 maja 2020
(Nadzieja córka Józefa)
Wiktor Woroszylski
Epitafium
Nadzieja córka Józefa
narodowości białoruskiej
wiary prawosławnej
serca współczującego
żyła 75 lat
młodo wydana z domu
nie chciała żyć z mężem i męża bratem
i odeszła na służbę
jeszcze zgrzeszyła
kiedy pożar mełł miasto
wyciągnęła z młyn ten worek mąki
starczyło go nam potem na całą zimę
resztę życia wypełniała jej
praca
wojna
ratowanie ludzi
karmienie i pojenie
chodzenie i noszenie
wiara w Boga który tak każe
hołubienie cudzych wnuków
i czesanie srebrnej soli lat
osiadającej na ciągle gęstym warkoczu
zmarła w Grodnie
20 lutego 1983 roku
na serce
[Ze strony 194, z książki Z podróży, ze snu, z umierania wydanej przez a5 w 1992 roku.]
sobota, 16 maja 2020
(Będą nas leczyć dni mijające)
Julia Hartwig
IGRASZKI SNU
Surrealista francuski poeta Robert Desnos
służący za medium w seansach kontrolowanego snu
w których uczestniczył André Breton i inni jego przyjaciele
notuje w swoim dzienniku nocne odwiedziny
nieżyjącej już aktorki i pieśniarki w której się kochał
zresztą bez wzajemności
Opisuje jak siadała na fotelu
na poręczy którego leżało jego ubranie
lub na krawędzi łóżka
tak że czuł ugięcie się poduszki pod jej głową
Odwiedziny odbywały się noc w noc
ale nie dochodziło między nimi do żadnego zbliżenia
Pewnego dnia notuje:
„Dziś nie przyszła‟
I nie przyszła już nigdy więcej
Powraca do mnie często jak refren
ta linijka z wiersza Desnosa
Będą nas leczyć dni mijające
Podobnie jak Max Jacob
Robert Desnos zginął wywieziony
do obozu koncentracyjnego w Drancy
ŻAŁOBNICY
Dwukrotnie widziałam
jak w porze wielkopostnej pojawiał się
w części Brooklynu zamieszkałej przez Włochów
na platformie wielkiego samochodu
ogromny posąg Matki Boskiej odzianej w czarne żałobne suknie
Posąg choć mocno przytwierdzony kiwał się rytmicznie w takt jazdy
jakby odkłaniał się gapiom
a czarna suknia poruszała się niepokojąco
Za posągiem niczym gwardia przyboczna
sunęły bardzo powoli luksusowe auta
ze sztywno siedzącymi wpatrzonymi tępo w przestrzeń
dostojnikami miejskimi
i towarzyszący im tłum żałobników
W porze wielkopostnej pachnie tu już wiosną
ulice wypełnia zapach jaśminu
a posadzone tu i ówdzie drzewka owocowe
pochylają wdzięcznie białe od kwiatów głowy
na tle pogodnej niebieskości nieba
Z pochodu towarzyszącego powolnej jeździe aut
odrywało się raz po raz kilku żałobników
którzy obchodzili tłum gapiów potrząsając skarbonkami
w oczekiwaniu datków
rzucanych gęsto ale z minami tak ponurymi
jakby robili to ze strachu lub przymusu
Nasz sąsiad starszy pan w zrudziałych jeansach
kierując się ku domowi zamruczał pod nosem
Taka to i nasza Matka Boska mafiozowska
[Z książki Gorzkie żale wydanej przez a5 w 2011 roku. Strony 42 i 34-35. Znudziło mi się wklejanie zdjęć ze Śląska... Jak to mówią rodzimi politycy, a także dziennikarze i inni też, bo to pospolity błąd - „na tę chwilę‟. Co będzie później, to się okaże. ]
czwartek, 14 maja 2020
(Dlatego jestem tutaj)
Janina Katz
Pejzaż
Pamięci Kornela Filipowicza
Widziałam go wczoraj w parku.
Ubrany jak na ryby,
z wędką,
papierosem w ustach
i dyndającą u paska
piersiówką.
Lecz przecież on umarł
piętnaście lat temu.
Słyszałam, że do końca
przypominał siebie:
gotycka postać,
wysoki, prosty
jak świeca.
Nie miałam odwagi
zatrzymać go i powiedzieć:
„Dzień dobry, tu nie ma rzek,
a gdzie nie ma rzek,
tam nie ma i ryb‟.
Gdy jeszcze żył,
kupił bukiecik fiołków,
wsadził mi go w usta
i powiedział „szczęśliwej podróży‟.
Dlatego jestem tutaj.
Netanya
W dole
oglądane z urwiska,
było wszystko,
za czym tęskniłam:
Plaża, morze
i daleko w wodzie
brązowa sylwetka
- rzeźba doskonała -
w czarnym trójkącie,
okrywającym płeć,
co łatwo było zgadnąć.
Szalom Ça va Wie geht's
Mężczyzna podaje mi rękę.
Z ust wypływa
strumień słów.
Ten poranek jest jeszcze piękniejszy
niż poprzednie.
Teraz zmarnowany.
Mężczyzna ma na sobie szorty i czapkę z daszkiem.
Używa wszystkich języków naraz.
À tout à l'heure
mówi, i dalej po polsku:
Czy pani matka tez szła w Marszu Śmierci
z Buchenwaldu do Gliwic?
Nie, mówię.
Tylko w Mühlhausen.
Tam nie było tak źle.
Bez przerwy się uśmiecha.
Przykro mu, że nie pamięta mojego języka.
À tout à l'heure
powtarza i idzie do drzwi.
Zduszone westchnienie ulgi
świdruje powietrze.
A ja muszę się spieszyć.
Z powrotem na urwisko,
odnajduję opalonego człowieka
w czarnym trójkącie,
który podkreśla jego płeć.
Mężczyzna staje przy drzwiach,
odwraca się.
Pani tak dużo wie -
mówi,
wskazując na moją książkę.
Wszyscy Żydzi dużo wiedzą
- obiecuję uroczyście.
Nie całkiem rozumie,
co mam na myśli.
To było tak dawno temu
- mówi.
Kiedy się zaczęło
miałem czternaście lat.
Przepraszający uśmiech
rozdziera mi serce,
by zaraz je uciszyć.
Co za siła.
Co za rzemiosło.
[Z książki Powrót do jabłek wydanej w 2011 roku przez Bibliotekę Śląską (s.105, 119-120). Zastanawia mnie ten gest z bukiecikiem fiołków, brzmiący/wyglądający dość dwuznacznie. Nigdy nie spotkałem w realu Kornela Filipowicza, ale kilku moich rówieśników piszących prozę, pielgrzymowało z maszynopisami do mieszkania obwieszonego obrazami Marii Jaremianki. W tamtych czasach (Filipowicz zmarł w roku 1990) podobno było to w Krakowie młodoliterackim rytuałem. Czego - dzięki swoistej kombinacji karmicznej - na szczęście nie doświadczyłem.]
świdruje powietrze.
A ja muszę się spieszyć.
Z powrotem na urwisko,
odnajduję opalonego człowieka
w czarnym trójkącie,
który podkreśla jego płeć.
Mężczyzna staje przy drzwiach,
odwraca się.
Pani tak dużo wie -
mówi,
wskazując na moją książkę.
Wszyscy Żydzi dużo wiedzą
- obiecuję uroczyście.
Nie całkiem rozumie,
co mam na myśli.
To było tak dawno temu
- mówi.
Kiedy się zaczęło
miałem czternaście lat.
Przepraszający uśmiech
rozdziera mi serce,
by zaraz je uciszyć.
Co za siła.
Co za rzemiosło.
[Z książki Powrót do jabłek wydanej w 2011 roku przez Bibliotekę Śląską (s.105, 119-120). Zastanawia mnie ten gest z bukiecikiem fiołków, brzmiący/wyglądający dość dwuznacznie. Nigdy nie spotkałem w realu Kornela Filipowicza, ale kilku moich rówieśników piszących prozę, pielgrzymowało z maszynopisami do mieszkania obwieszonego obrazami Marii Jaremianki. W tamtych czasach (Filipowicz zmarł w roku 1990) podobno było to w Krakowie młodoliterackim rytuałem. Czego - dzięki swoistej kombinacji karmicznej - na szczęście nie doświadczyłem.]
Subskrybuj:
Posty (Atom)










