No tośmy się doczekali z Grzegorzem Wróblewskim tekstu o Blue Pueblo w piśmie naukowym (sic!) z bibliografią oraz przypisamy... Małgorzata Lebda pisała już wcześniej o projekcie w ArtPapierze, a tu proszę, pismo Prolog i numer o tytule Literatura wykadrowana. Ale najpierw dwie uwagi. Wydaje mi się, że Barthesowskie kategorie punctum i studium, można odnieść też do samego fotografującego oraz procesu wykonywania zdjęć, w tym sensie, że owo nakłucie może być sygnałem płynącym od tego, co niejako domaga się rejestracji. Czyli, że cała sprawa nie dotyczy (nie powinna dotyczyć) wyłącznie wrażeń z lektury zarejestrowanych przez kogoś obrazów fotograficznych. Druga istotna kwestia to pierwszy, oddzielony dywizem, moduł tytułu ekspozycji w MOCAK-u o brzmieniu Poezja i fotografia, który nie pochodził od nas, a był efektem żmudnych negocjacji z dyrekcją tej instytucji (dlatego też po wspomnianej pauzie pojawia się słowo projekt)... Moją i Grzegorza intencją było uniknięcie takiej kategoryzacji i prezentacja przedsięwzięcia jako rodzaju gestamtkunstwerku, czym w istocie jest Blue Pueblo. Miłej lektury!
niedziela, 1 października 2017
piątek, 29 września 2017
39,80 >>> 9,95
Wydanie z 2001 roku... Nie pamiętam już dokładnie, ale to chyba wtedy widziałem wystawę z tym materiałem w C/O Berlin? Albo rok, dwa lata później? Zawsze warto zaglądnąć do Langera-Blomqvista! :))
czwartek, 28 września 2017
THE SOVIET PHOTOBOOK
Trochę wytarty na rogach przez oglądaczy (i chałmaczy), ale za 1/3 ceny wyjściowej... Warto zawsze zaglądnąć do Buchhandlung Walther König w Martin Gropius Bau :))
poniedziałek, 25 września 2017
niedziela, 24 września 2017
Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną...
[Giovanni Antonio Canal, Weneckie dachy, widok z okna mieszkania artysty, The British Museum, Londyn - skan z albumu Canaletto, Bernardo Belotto Paints Europe, Hirmer, Munich 2014, str. 29.]
Obaj weneccy malarze, posługujący się pseudonimem Canaletto (Giovanni Antonio był wujkiem Bernardo), nie przestają mnie zadziwiać. Bardzo ciekawe są ich rysunkowe szkice do przyszłych wedut. Więc może niebawem co nieco tu powklejam (coś mnie ostatnio zdecydowanie odrzuca od zdjęć...). A Wenecja wręcz przeciwnie, jest jak w tytule wpisu, który pożyczyłem od wieszcza.
Obaj weneccy malarze, posługujący się pseudonimem Canaletto (Giovanni Antonio był wujkiem Bernardo), nie przestają mnie zadziwiać. Bardzo ciekawe są ich rysunkowe szkice do przyszłych wedut. Więc może niebawem co nieco tu powklejam (coś mnie ostatnio zdecydowanie odrzuca od zdjęć...). A Wenecja wręcz przeciwnie, jest jak w tytule wpisu, który pożyczyłem od wieszcza.
sobota, 23 września 2017
ODLOT, a pykanie
W kwestii samolotu
ze strony 169 Jedynki Macieja Rawluka przeprowadziłem
małe śledztwo z pomocą wuja googla, z którego wynika, że rzeczona restauracja
„Odlot” mieszcząca się w Kościelsku vis a vis DK-1, rozpoczęła swą działalność
w roku 1994. Podobno latający wcześniej w barwach LOT-u Ił-18, miał zagrać w
filmie Bohdana Poręby Katastrofa w
Gibraltarze (1983), ale chyba nie wystąpił w roli Liberatora, który uległ
wypadkowi, bo tutaj obsadzony był An-26. Wydawało mi się, że samolot w
Kościelsku stał tam już nieco wcześniej, bo jego widok był stałym elementem
podróży jedynką, ale oczywiście moment jego pojawienia się może być późniejszy
(ostatecznie minęły od tego momentu ponad dwie dekady).
[Wojciech Prażmowski, zdjęcie z cyklu biało-czerwono-czarna, str. 35]
Jak wspomniałem
w komentarzu pod poprzedni wpisem, zdjęcie Iła pojawiło się w dokumentalnym
projekcie Wojciecha Prażmowskiego
biało-czerwono-czarna (1999-2000), który jest w ogóle pierwszym tak
obszernym zapisem dotyczącym Polski po ustrojowej transformacji z 1989 roku.
Prażmowski swój cykl realizował używając średnioformatowej kamery Mamiya 6, której
specyfikacja (tryb automatyczny przy preselekcji przysłony) umożliwiała mu
błyskawiczne robienie zdjęć, jak sam to określał „podnoszę aparat do oka i pyk” (oczywiście potem należało przewinąć film na następną klatkę).
No i pyk, i mam zdjęcie z Kościelska. Do swojej książki Prażmowski wybrał dwie setki pykniętych kadrów.
Olympus Mju
2, którego używał Michał Szlaga robiąc zdjęcia do swojego cyklu Polska, pracuje tylko w trybie automatu,
ma autofokus i silnik przewijający film, więc można nim pykać do woli (do końca
taśmy) i w miarę szybkim tempie. I to trochę widać na załączonym obrazku, który
skleiłem z kadrów wykonanych podczas jednego pobytu w „Odlocie”, zamieszczonych
w blogowym wpisie z 25 maja 2010 roku. Pyk, pyk, pyk... czy raczej pyk-pyk-pyk-pyk-pyk... Podczas autorskiego oprowadzania po wystawie Polska, którą można obecnie oglądać w sali im. Heleny Modrzejewskiej Starego Teatru w Krakowie, Szlaga mówił, że podczas pracy nad cyklem naświetlił 1000 małoobrazkowych negatywów, co daje sumę ok. 36000 pykniętych klatek...
piątek, 22 września 2017
Fotografie z „Jedynki‟ Macieja Rawluka, które są w książce i bardzo mi się podobają...
...odkąd je po raz pierwszy zobaczyłem (w przypadku kilku było to ze 3 lata temu co najmniej). W ten sposób nawiązując do procederu udostępniania przez autora Jedynki na swoim blogu zdjęć, jakie się w książce nie znalazły, pozwolę sobie wkleić poniżej kilka moich faworytów z zestawu albumowego. Myślę, że te nie zawsze oczywiste portrety ludzi związanych pracą z tytułowym szlakiem komunikacyjnym, są mocną stroną najnowszej książki Rawluka, który zdecydowanie warto posiadać! Ciekaw jestem, kiedy ktoś z szanownych komentatorów życia kulturalnego w Polsce ruszy się wreszcie, żeby coś o tym napisać?
[Maciej Rawluk, Jedynka, Włodzimierz]
[Maciej Rawluk, Jedynka, Wiesław]
[Maciej Rawluk, Jedynka, Joanna]
[Maciej Rawluk, Jedynka, Rafał]
[Maciej Rawluk, Jedynka, Agata]
czwartek, 21 września 2017
Żarki Żydowskie
Żarki żydowskie to książka niezwykła i ważna. Wydana przez Fundację Brama Cukermana publikacja, którą przygotowali Karolina i Piotr Jakoweńko,
zawiera zdjęcia przedstawiające mieszkańców Żarek, wykonane kilka lat przed wojną
oraz w czasie okupacji (według redaktorów wydawnictwa są to lata 1937-42).
Fotografie zamieszczone w albumie w większości wyszły spod ręki (oka) Józefa
Baciora, który prowadził tam usługi fotograficzne. Ponieważ nie posiadał on wówczas
stałego atelier, portrety powstawały na ulicach miasteczka lub w tzw. lesie
fabrycznym – lokalnym terenie rekreacyjnym, przez co sprawiają wrażenie bardziej
naturalnych, niż typowe studyjne zdjęcia z tamtych czasów Nie jest też bez
znaczenia, że w swojej pracy Bacior posługiwał się kamerą małoobrazkową, więc
jego portrety maję pewne cechy - jak to wtedy nazywano - „laikarstwa” i przypominają amatorskie fotografie pamiątkowe… Żarki przed drugą wojną światową zamieszkiwało 5000
mieszkańców, z czego ok. 3000 stanowili Żydzi. W miasteczku ocalała jedna z synagog
(jej zdjęcie jest oczywiście w książce Niewinneoko nie istnieje), zaś układ urbanistyczny oraz wygląd wielu domów nadal nie
pozostawia żadnych wątpliwości, że mamy tutaj do czynienia z dawnym sztetlem. Na
zdjęciach Baciora widzimy anonimowych dzisiaj mieszkańców Żarek (wydawcom udało
się do tej pory zidentyfikować sześć personaliów), Polaków i Żydów, których odróżnić
od siebie można dopiero w momencie, gdy ci ostatni już w czasie okupacji
niemieckiej pozują do portretów z opaskami z gwiazdą Dawida na przedramieniu...
Ponieważ klientami żareckiego fotografa nie byli chasydzi, ani ortodoksi (być
może nie mieszkało ich zbyt wielu w Żarkach lub po prostu nie angażowali
Baciora?), na zdjęciach oglądamy ubranych z małomiasteczkową elegancją obywateli
przedwojennej Polski, których „żydowskość” lub „chrześcijańskość” trudno dzisiaj zidentyfikować... (choć być
może nie doceniam w tym momencie wprawnego oka współczesnego polskiego
antysemity?). Józef Bacior zmarł tragicznie w 1989 roku, więc niestety nie
można go zapytać o okoliczności wykonywania portretów, ani o jego relacje z
klientami. Z wypowiedzi syna fotografa zamieszczonej w książce dowiedzieć się
możemy, że po likwidacji żareckiego getta (którego mieszkańców wywieziono do komór
gazowych Treblinki), przeprowadził się on do pożydowskiego domu przy rynku, gdzie
mieścił się zakład fotograficzny. Józef Bacior używał go do swojej śmierci. Przechowywane
na strychu negatywy przekazał Fundacji Brama Cukermana wnuk fotografa Damian
Kot. Ciekawa jest też tutaj historia w jaki sposób Karolina i Piotr Jakoweńko
trafili na omawiany zbiór zdjęć i dotarli do potomków fotografa z Żarek. Wszystko
zaczęło się od pudła z fotografiami, jakie znaleźli Państwo Jolanta i Wojciech
Gałeccy, podczas porządkowania w Będzinie mieszkania po rodzicach Pani Jolanty
i przekazali znalezisko Fundacji Brama Cukermana. Okazało się, że zdjęcia należały
wcześniej do rodziny małżeństwa Heleny i Jehoszuy Najmanów, którzy przeżyli
Zagładę, a w 1965 roku wyemigrowali do Australii. Na części odbitek znajdowały
się pieczątki zakładu Józefa Baciora.
Fundacja Brama Cukermana działa w Będzinie od 2009 roku i powołana została w celu opieki nad domem modlitwy, mieszczącym się w tzw. Bramie Cukermana (jest to dawny pasaż handlowy - między dzisiejszą Aleją Hugona Kołłątaja, a Placem 3 Maja). Oczywiście fotografia tego obiektu także znalazła się w książce Niewinne oko nie istnieje. Kiedyś rozmawialiśmy o pokazie projektu w przestrzeni dawnego domu modlitwy, ale nic z tego nie wyszło... (nie pamiętam już z jakiej przyczyny). Z Karoliną i Piotrem spotkaliśmy się na wiosnę tego roku w Nieporęcie na corocznej konferencji Liderów Dialogu (gdzie miałem prelekcję dotyczącą Świętej Wojny) i tam właśnie dowiedziałem się o ich książce.
Fundacja Brama Cukermana działa w Będzinie od 2009 roku i powołana została w celu opieki nad domem modlitwy, mieszczącym się w tzw. Bramie Cukermana (jest to dawny pasaż handlowy - między dzisiejszą Aleją Hugona Kołłątaja, a Placem 3 Maja). Oczywiście fotografia tego obiektu także znalazła się w książce Niewinne oko nie istnieje. Kiedyś rozmawialiśmy o pokazie projektu w przestrzeni dawnego domu modlitwy, ale nic z tego nie wyszło... (nie pamiętam już z jakiej przyczyny). Z Karoliną i Piotrem spotkaliśmy się na wiosnę tego roku w Nieporęcie na corocznej konferencji Liderów Dialogu (gdzie miałem prelekcję dotyczącą Świętej Wojny) i tam właśnie dowiedziałem się o ich książce.
środa, 20 września 2017
O „Realizmie‟ w Nowych Książkach
W Nowych Książkach to chyba miałem recenzję tylko raz i dotyczyła ona albumu Niewinne oko nie istnieje. Tekst napisała Marta Leśniakowska, ale ponieważ dowiedziałem się o tym poniewszasie, nie dotarłem do tego numeru miesięcznika (a pismo niestety nie miało - ten stan trawa zresztą nadal - witryny internetowej...). A tutaj proszę, jakie zaskoczenie!
Myślę, że tytuł tego omówienia (ciekawe czy pochodzi od autora?) śmiało mógłby się zmieścić na szortliście Memoriału im. Karola Maliszewskiego... ;)
wtorek, 19 września 2017
Transporty jadące na rzeź
Nie pamiętam
już, kiedy ostatni raz kupiłem papierową Gazetę Wyborczą… Aż do wczoraj, gdy
zobaczyłem w sieci zapowiedź fotoreportażu Dawida Chalimoniuka o transporcie
zwierząt do rzeźni (obecnie miejsca takie funkcjonują pod nazwą ubojni). A
ponieważ zdjęcia na witrynie wyborcza.pl fatalnie się oglądało, więc
pomyślałem, że może na papierze będzie to wyglądać jak w dawnych czasach
(właściwie nie tak dawnych…). No i tu się oczywiście zawiodłem, bo w wersji
papierowej Dużego Formatu wydrukowano zaledwie pięć fotografii, omijając (jak
się należało tego spodziewać) te najbardziej drastyczne. To co zostało sfotografowane dzieje się tuż obok nas i na masową skalę! I skandalem jest, że na tę jawną zbrodnię nie reagujemy, prawie nie reagujemy, bo przecież powstał ten bardzo potrzebny zapis Dawida Chalimoniuka. Kiedyś czytałem
wspomnienia Edmunda Wiercińskiego z okupacji niemieckiej, który opisywał plażę
nad Świdrem latem 1942 roku i relaksujących się tam ludzi, a obok nich (czy też
nad ich głowami) po kolejowym moście przejeżdżały pociągi wiozące do Treblinki
Żydów z warszawskiego getta. I nikogo z plażowiczów to nie ruszało…
[trzy widoczne powyżej kadry to print screeny zdjęć Dawida Chalimoniuka z portalu wyborcza.pl]
poniedziałek, 18 września 2017
adrenalina-podpowiada-jeszcze-jeden-metr
[ROZMOWA Z
GROTOŁAZEM]
"Dobry
zwyczaj nakazuje,
by
cięższe nieczystości
wynieść
ze sobą na powierzchnię"
[http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,22375356,adrenalina-podpowiada-jeszcze-jeden-metr.html]
[Michał Szlaga, z cyklu Polska, zdjęcie z ekspozycji w Tatrze Starym w Krakowie, sala im. Heleny Modrzejewskiej]
niedziela, 17 września 2017
Inaczej niż w Ustce
Czyli katowicka (w salach tamtejszego BWA) odsłona wystawy Inaczej niż w raju. Tym razem sfotografowałem wyłącznie swój własny set oraz obrazy Grzegorza Wróblewskiego (i w takiej właśnie kolejności prace się pojawiają na zdjęciach). A na pierwszej fotografii kurator tego przedsięwzięcia - Roman Lewandowski i jeden z uczestników - Lesław Tetla. Wystawa potrwa do 15 października 2017.
sobota, 16 września 2017
For peace on earth, for pity's sake, for peace, for peace
Jackie Kay
In My Country
In My Country
walking
by the waters,
down
where an honest river
shakes
hands with the sea,
a
woman passed round me
in
a slow, watchful circle,
as
if I were a superstition;
or
the worst dregs of her imagination,
so
when she finally spoke
her
words spliced into bars
of
an old wheel. A segment of air.
Where do you come
from?
'Here,'
I said, 'Here. These parts.'
George Square
My
seventy-seven-year-old father
put
his reading glasses on
to
help my mother do the buttons
on
the back of her dress.
'What
a pair the two of us are!'
my
mother said, 'Me with my sore wrist,
you
with your bad eyes, your soft thumbs!'
And
off they went, my two parents
to
march against the war in Iraq,
him
with his plastic hips. Her with her arthritis,
to
congregate at George Square, where the banners
waved
at each other like old friends, flapping,
where
they'd met for so many marches over their years,
for
peace on earth, for pity's sake, for peace, for peace
[pierwszy wiersz pochodzi z tomu Other Lovers (Bloodaxe Books, 1993), drugi z książki Life Mask (Bloodaxe books, 2005), a ja skopiowałem je ze stron www.poetryarchive.org i www.poemhunter.com (skądinąd mało zachęcająca nazwa portalu z poezją...), na pierwszym z portali można też posłuchać jak poetka czyta wiersz In My Country]
piątek, 15 września 2017
„Poezja przydrożna” Władysława Hasiora
Sala audiowizualna w MOCAK-u przedwczoraj, na
widowni ledwie kilkanaście osób, promocja nowego zeszytu NOT. FOT. (Notatnika Fotograficznego), w którym
można zobaczyć kolejną porcję zdjęć z archiwum Władysława Hasiora. Łukasz
Gorczyca (Galeria Raster), Joanna Trznadel (Muzeum Tatrzańskie) i Katarzyna Wincenciak
(prowadząca spotkanie) opowiadają o slajdach robionych przez Hasiora i o
sposobie pracy nad tym zbiorem (ok. 20.000 klatek w kolekcji MuzeumTatrzańskiego w Zakopanem). Bardzo to wszystko ciekawe, zwłaszcza, że w drugim NOT.
FOCIE. zalazły się zdjęcia przedstawiające propagandę wizualną z czasów PRL-u,
przez samego fotografującego nazwane Poezją
przydrożną. Zawsze mnie intrygowało, że te wszystkie hasła, transparenty,
banery i durnostojki, mało kto wtedy (w latach 70. czy 80.) rejestrował.
Owszem, trochę zdjęć z terenowym agitpropem znajdziemy w archiwum Jerzego
Lewczyńskiego (które w postaci broszury wydał ArtBazar, o czym wspominałem
kiedyś na hiperrealizmie), ale nie ma tego zbyt dużo, a i jakość zdjęć jest
dość… umowna. Propagandowe motywy zdejmowali czasem „fotoreporterzy narzekający”,
oni jednak zazwyczaj robili sobie z tego tematu rzewne jaja, fotografując (cytuję z pamięci) np.
slogan o budowie „drugiej Polski” umieszczony na ruderze i
co ciekawe omijając raczej te wszystkie deklaracje o sojuszu i wieczystej przyjaźni
z ZSRR... A wystarczyłaby tutaj prosta rejestracja, praca o charakterze
typologicznym, no ale taki sposób działania poprzedzony musiałby być jakimś
namysłem, dystansem do medium, co związane jest z kwestią (posiadania) świadomości
wizualnej, a z tym u fotopstryków bywa(ło) różnie... Takowych
problemów nie miał Władysław Hasior, kiedy zdecydował się na fotografowanie
peerelowskiego propagandowego outdooru, świadczy o tym zresztą wybrany przez
niego tytuł dla tych rejestracji. Zapis Hasiora ma charakter surowych notatek i
przypomina trochę współczesne fotografowanie z użyciem smartfonów, więc chyba nie
powinno być teraz specjalnych problemów z odbiorem jego zdjęć? Ciekawi mnie jednak niezmiernie, co
temat tych fotografii myśleli współcześni mu fotograficy ze ZPAF-u (o ile w
ogóle znali sprawę…)? Oprócz wybranych co smakowitszych przykładów Poezji
przydrożnej w powiększeniach, w drugim numerze FOT. NOT., czytelnik znajdzie
także eseje Łukasza Gorczycy i Katarzyny Wincenciak, stenogram wykładu Hasiora
z 1993 roku (dla grupy Akademickiego Centrum Rehabilitacji), zdjęcia Andrzeja Tobisa z serii AZ, wreszcie 330 miniatur
slajdów z tytułowego cyklu (czyli także wybór - Łukasz Gorczyca pisze w swoim
tekście, że pełna liczba to ok. 600 klatek). Mocno mnie zaskoczyło i zasmuciło zarazem, że
promocja tej arcyciekawej publikacji została olana przez publiczność, no ale
chyba musimy się powoli przyzwyczaić do takiego przefejsbuczonego odbioru wydarzeń
artystycznych... Z drugiej strony jednak - czy poezja (nie tylko w Polsce) jest czytana
przez dużą grupę osób?
Fotografie Władysława Hasiora z cyklu Poezja przydrożna można także oglądać na stronie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.
czwartek, 14 września 2017
Oczkami okrągłymi jak ziarna soczewicy
Wioletta Grzegorzewska
Karmicielka szczurów na farmie w Wootton Bridge
Wyłaziły z nor, gdy stukała drewniakami
po betonowej wylewce. Niosła kosz
z odpadkami chleba, kaszy i buraków.
Za nią na podwórko wylewała się
ciemna masa, piszcząc przeraźliwie,
jakby nożem ktoś jeździł po niewidzialnej tafli.
Wciąż śni i mi się ten wypełzający za szczelin
demon głodu - samice z poszarzałymi dziąsłami,
które zagryzały się za ochłap marnego żarcia.
Gdy farmerka wracała do przybudówki,
przewodnik stada obserował ją bacznie
oczkami okrągłymi jak ziarna soczewicy.
[wiersz z tomu: Wioletta Grzegorzewska Czasy zespolone, Wydawnictwo Eperons-Ostrogi, Kraków 2017, str. 59]
Myślę, że tekst w sam raz na ten dzień... Ewidentnie wieje halny w Tatrach, które zapewne (jak zawsze w takich okolicznościach) doskonale widać dziś z Wawelu czy jakiegoś wyższego budynku. Więc na Podhalu i nie tylko tam, fruwają ciupagi, ludzie kopią pod sobą stołki lub próbują dewastacji układu krwionośnego na rękach. Wiatr typu fenowego skutkuje myślami samobójczymi lub co najmniej depresją. Zdaje się, że właśnie podczas wiania mistrala Vincent van Gogh postanowił podarować swoje ucho Racheli...
Czytam sobie ostatnio Grzegorzewską na przemian z poetkami angielskimi i widzę, że on też je czytała. I fajnie. Taki rodzaj dykcji, który w Polandzie nie jest specjalnie popularny w poezji, bardzo mi odpowiada.
Myślę, że tekst w sam raz na ten dzień... Ewidentnie wieje halny w Tatrach, które zapewne (jak zawsze w takich okolicznościach) doskonale widać dziś z Wawelu czy jakiegoś wyższego budynku. Więc na Podhalu i nie tylko tam, fruwają ciupagi, ludzie kopią pod sobą stołki lub próbują dewastacji układu krwionośnego na rękach. Wiatr typu fenowego skutkuje myślami samobójczymi lub co najmniej depresją. Zdaje się, że właśnie podczas wiania mistrala Vincent van Gogh postanowił podarować swoje ucho Racheli...
Czytam sobie ostatnio Grzegorzewską na przemian z poetkami angielskimi i widzę, że on też je czytała. I fajnie. Taki rodzaj dykcji, który w Polandzie nie jest specjalnie popularny w poezji, bardzo mi odpowiada.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































