niedziela, 17 maja 2020

(Nadzieja córka Józefa)

Wiktor Woroszylski

Epitafium

Nadzieja córka Józefa
narodowości białoruskiej
wiary prawosławnej
serca współczującego
żyła 75 lat

młodo wydana z domu
nie chciała żyć z mężem i męża bratem
i odeszła na służbę

jeszcze zgrzeszyła
kiedy pożar mełł miasto
wyciągnęła z młyn ten worek mąki
starczyło go nam potem na całą zimę

resztę życia wypełniała jej 
praca
wojna
ratowanie ludzi
karmienie i pojenie
chodzenie i noszenie
wiara w Boga który tak każe
hołubienie cudzych wnuków
i czesanie srebrnej soli lat
osiadającej na ciągle gęstym warkoczu

zmarła w Grodnie
20 lutego 1983 roku
na serce

[Ze strony 194, z książki Z podróży, ze snu, z umierania wydanej przez a5 w 1992 roku.]

sobota, 16 maja 2020

(Będą nas leczyć dni mijające)

Julia Hartwig


IGRASZKI SNU

Surrealista francuski poeta Robert Desnos
służący za medium w seansach kontrolowanego snu
w których uczestniczył André Breton i inni jego przyjaciele
notuje w swoim dzienniku nocne odwiedziny
nieżyjącej już aktorki i pieśniarki w której się kochał
zresztą bez wzajemności
Opisuje jak siadała na fotelu
na poręczy którego leżało jego ubranie
lub na krawędzi łóżka
tak że czuł ugięcie się poduszki pod jej głową

Odwiedziny odbywały się noc w noc
ale nie dochodziło między nimi do żadnego zbliżenia
Pewnego dnia notuje:
„Dziś nie przyszła‟
I nie przyszła już nigdy więcej

Powraca do mnie często jak refren
ta linijka z wiersza Desnosa
Będą nas leczyć dni mijające

Podobnie jak Max Jacob
Robert Desnos zginął wywieziony
do obozu koncentracyjnego w Drancy


ŻAŁOBNICY

Dwukrotnie widziałam
jak w porze wielkopostnej pojawiał się
w części Brooklynu zamieszkałej przez Włochów
na platformie wielkiego samochodu
ogromny posąg Matki Boskiej odzianej w czarne żałobne suknie
Posąg choć mocno przytwierdzony kiwał się rytmicznie w takt jazdy
jakby odkłaniał się gapiom
a czarna suknia poruszała się niepokojąco

Za posągiem niczym gwardia przyboczna
sunęły bardzo powoli luksusowe auta
ze sztywno siedzącymi wpatrzonymi tępo w przestrzeń
dostojnikami miejskimi
i towarzyszący im tłum żałobników

W porze wielkopostnej pachnie tu już wiosną
ulice wypełnia zapach jaśminu
a posadzone tu i ówdzie drzewka owocowe
pochylają wdzięcznie białe od kwiatów głowy
na tle pogodnej niebieskości nieba

Z pochodu towarzyszącego powolnej jeździe aut
odrywało się raz po raz kilku żałobników
którzy obchodzili tłum gapiów potrząsając skarbonkami
w oczekiwaniu datków
rzucanych gęsto ale z minami tak ponurymi
jakby robili to ze strachu lub przymusu

Nasz sąsiad starszy pan w zrudziałych jeansach
kierując się ku domowi zamruczał pod nosem
Taka to i nasza Matka Boska mafiozowska

[Z książki Gorzkie żale wydanej przez a5 w 2011 roku. Strony 42 i 34-35. Znudziło mi się wklejanie zdjęć ze Śląska... Jak to mówią rodzimi politycy, a także dziennikarze i inni też, bo to pospolity błąd - „na tę chwilę‟. Co będzie później, to się okaże. ]

czwartek, 14 maja 2020

(Dlatego jestem tutaj)

Janina Katz


Pejzaż

                                                                            Pamięci Kornela Filipowicza

Widziałam go wczoraj w parku.
Ubrany jak na ryby,
z wędką,
papierosem w ustach
i dyndającą u paska
piersiówką.
Lecz przecież on umarł 
piętnaście lat temu.
Słyszałam, że do końca
przypominał siebie:
gotycka postać,
wysoki, prosty
jak świeca.
Nie miałam odwagi
zatrzymać go i powiedzieć:
„Dzień dobry, tu nie ma rzek,
a gdzie nie ma rzek,
tam nie ma i ryb‟.

Gdy jeszcze żył,
kupił bukiecik fiołków,
wsadził mi go w usta
i powiedział „szczęśliwej podróży‟.

Dlatego jestem tutaj.


Netanya

W dole
oglądane z urwiska,
było wszystko,
za czym tęskniłam:
Plaża, morze
i daleko w wodzie
brązowa sylwetka
- rzeźba doskonała -
w czarnym trójkącie,
okrywającym płeć,
co łatwo było zgadnąć.

Szalom Ça va Wie geht's
Mężczyzna podaje mi rękę.
Z ust wypływa 
strumień słów.
Ten poranek jest jeszcze piękniejszy
niż poprzednie.
Teraz zmarnowany.
Mężczyzna ma na sobie szorty i czapkę z daszkiem.
Używa wszystkich języków naraz.

À tout à l'heure
mówi, i dalej po polsku:
Czy pani matka tez szła w Marszu Śmierci
z Buchenwaldu do Gliwic?
Nie, mówię.
Tylko w Mühlhausen.
Tam nie było tak źle.

Bez przerwy się uśmiecha.
Przykro mu, że nie pamięta mojego języka.
À tout à l'heure
powtarza i idzie do drzwi.
Zduszone westchnienie ulgi
świdruje powietrze.

A ja muszę się spieszyć.

Z powrotem na urwisko,
odnajduję opalonego człowieka
w czarnym trójkącie,
który podkreśla jego płeć.

Mężczyzna staje przy drzwiach, 

odwraca się.
Pani tak dużo wie - 
mówi, 
wskazując na moją książkę.
Wszyscy Żydzi dużo wiedzą
- obiecuję uroczyście.
Nie całkiem rozumie,
co mam na myśli.
To było tak dawno temu
- mówi.
Kiedy się zaczęło
miałem czternaście lat.

Przepraszający uśmiech

rozdziera mi serce,
by zaraz je uciszyć.
Co za siła.
Co za rzemiosło.

[Z książki Powrót do jabłek wydanej w 2011 roku przez Bibliotekę Śląską (s.105, 119-120). Zastanawia mnie ten gest z bukiecikiem fiołków, brzmiący/wyglądający dość dwuznacznie. Nigdy nie spotkałem w realu Kornela Filipowicza, ale kilku moich rówieśników piszących prozę, pielgrzymowało z maszynopisami do mieszkania obwieszonego obrazami Marii Jaremianki. W tamtych czasach (Filipowicz zmarł w roku 1990) podobno było to w Krakowie młodoliterackim rytuałem. Czego - dzięki swoistej kombinacji karmicznej - na szczęście nie doświadczyłem.]

środa, 13 maja 2020

(Ręce przy tym mdleją pot zalewa oczy)

Kornel Filipowicz

Foki

W kraju w którym żyją foki
Pozwolono w tym roku
Zabić fok tylko dwieście tysięcy
Mało to czy dużo?
Zważywszy jak przykra męcząca i niełatwa
I źle płatna to jest praca
Zabijanie zwierząt długimi ciężkimi pałkami

Foki poruszają się na lądzie niezdarnie
Ale są bardzo szybkie i zwrotne w wodzie
Trzeba się więc bardzo spieszyć żeby zabić zwierzę
Zanim zdąży osiągnąć krawędź ziemi i wody

Dlaczego nie można fok strzelać?
Byłoby to bardziej humanitarne
Czyli ludzkie
Zapewne ale skóra uszkodzona kulami
Byłaby bezwartościowa
Dlatego foki trzeba zabijać uderzeniami pałki
Często trzeba poprawiać
Bić w czaszkę dwa lub trzy razy
Ręce przy tym mdleją pot zalewa oczy
Spróbujcie tej pracy
Człowiek nie jest maszyną sam czuje się jak zabity
Trzeba po tym dobrze zjeść i wypić aby zagłuszyć
Jęk skowyt płacz zabijanych zwierząt
Który długo jeszcze dźwięczy w uszach
W niektórych ludziach odzywa się sumienie
Stać ich na to zwłaszcza gdy są bogaci
Milionerki sprzedają więc swoje drogie futra z szynszyli
Brylanty i perły Picassy nawet Coroty
Wynajmują okręty werbują załogi wśród idealistów
Zbyt biednych aby finansować takie przedsięwzięcie

I płyną mil tysiące
Na ratunek fokom
Potem wracają i opowiadają
Co widziały z daleka
Przez lornety i teleobiektywy
Nie ocaliły ani jednej foki
Bo drogę im zagrodziły
Śmigłowce i łodzie patrolowe straży przybrzeżnej
Był nawet jeden okręt wojenny
Cóż się stało? Po prostu
Władze ogłosiły
Że zabijanie fok pałkami
Jest sprawą wewnętrzną państwa
W którym żyją foki

[Z książki Powiedz to słowo opublikowanej przez Wydawnictwo a5 w 1997 roku. W moim ulubionym internetowym antykwariacie Królicza Jama (ulubionym nie tylko ze względu na nazwę, ale też wygląd tego miejsca - warto wybrać opcję "odbiór osobisty" i to zobaczyć) kupiłem kilka dni temu pięć książek poetyckich, z których cztery - jak się okazało po dotarciu przesyłki - wydało właśnie a5...]

wtorek, 12 maja 2020

GÓRNIKU Pamiętaj (cd)

[KWK Siemianowice Śląskie, 4.12.2001]

Brzmi nadzwyczaj aktualnie w kontekście rozprzestrzeniania się Covid-19 na Górnym Śląsku...

Zapewne kadr ten nie znajdzie się w nowym wydaniu CZARNO BIAŁEGO ŚLĄSKA (jeżeli w ogóle będzie nowe wydanie?), wklejam go tu z dedykacją dla Patryka Foryszewskiego, bo dopytywał się w komentarzu, o czym górnicy powinni pamiętać. 

W skanowaniu materiału zamknąłem wczoraj rok 2001 i mam obecnie w archiwum 3127 kadrów (z samego 2001 są to 2032 kadry). Łącznie przejechałem przez 265 filmów.

niedziela, 10 maja 2020

(i cały czas powtarzała bez końca, jaka będzie wierna i posłuszna, i jak ciężko będzie pracować dniami i nocami.)

Charles Reznikoff

Stare dobre czasy: recytatyw
epizody z historii

IV
Targ niewolników - Nowy Orlean

Najpierw niewolnicy musieli się porządnie umyć
a mężczyznom noszącym brody kazano je zgolić;
potem każdemu dano  nowy garnitur.
tani ale czysty, i kapelusz, i koszulę, i buty;
a każdej kobiecie sukienkę z perkalu,
i chustkę do przepasania włosów.
Potem człowiek, który sprzedawał niewolników, przeprowadził ich do dużego pomieszczenia;
mężczyzn ustawiono po jednej stronie, a kobiety po drugiej;
najwyżsi z przodu
a po nich następni według wzrostu
i tak dalej aż do najniższych.

Wielu przychodziło obejrzeć niewolników wystawionych na sprzedaż
a sprzedawca bez przerwy mówił o ich zaletach;
kazał im chodzić energicznie z podniesioną głową;
a potencjalni kupcy kazali im otwierać usta
żeby obejrzeć zęby
i obmacywali im ramiona i ciało,
tak jakby kupowali konie;
i pytali każdego, co umie robić.
Czasem mężczyznę albo kobietę prowadzono do domku na dziedzińcu
gdzie rozbierano ich i oglądano uważnie:
blizny od pejcza na plecach
oznaczały, że były z nimi kłopoty.

Tego dnia dokonano kilku transakcji;
i pewien plantator z Boton Rouge kupił synka Elizy.
Przedtem chłopiec musiał skakać i biegać
żeby wykazał się aktywnością.
Ale przez cały czas kiedy dobijano targu
jego matka płakała i załamywała ręce
i bez końca błagała mężczyznę, który miał zamiar kupić chłopca
żeby nie kupował go bez niej
i bez jej małej córeczki -
i Eliza cały czas mówiła, że jeśli kupi ich razem, ona będzie „najwierniejsza niewolnicą, jaką świat widział‟.
Ale człowiek z Boton Rouge powiedział, że nie stać go na nią,
i wtedy ona z rozpaczy wybuchnęła płaczem.

Człowiek, który sprzedawał niewolników doskoczył do niej z uniesionym pejczem,
żeby skończyła ten jazgot:
jeśli nie przestanie „się mazać
wyprowadzi ją na dziedziniec
i wymierzy sto batów.
Chciała otrzeć łzy
ale nie była w stanie
i mówiła, że chce być ze swoimi dziećmi
i dalej błagała sprzedawcę niewolników i człowieka z Boton Rouge -
który tymczasem kupił już jej syna -
żeby ich nie rozdzielał, matki, syna, i córki;
i cały czas powtarzała bez końca, jaka będzie wierna i posłuszna,
i jak ciężko będzie pracować dniami i nocami.

Ale człowiek z Boton Rouge
powtórzył, że nie może kupić matki i syna, a tym bardziej ich trojga,
i pójść ma z nim tylko chłopiec.
Wtedy Eliza podbiegła do syna, przytulała go i całowała
bez końca
a jej łzy spadały mu na twarz.
Człowiek, który sprzedawał niewolników, złorzeczył jej
i wyzywał od beczących, skrzekliwych bab
i kazał wracać na miejsce w szeregu
i zachowywać się jak należy
bo jak nie, to da jej prawdziwy powód do płaczu.

[Z książki Co robisz na naszej ulicy (WBPiCAK, Poznań 2019), przekład Piotra Sommera, s. 210-212.]

sobota, 9 maja 2020

(prosto w oczy)

Jerzy Ficowski

OPŁAKIWANIE


Łapali płatki w powietrzu

Jadący na karuzeli,
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

(Czesław Miłosz - „Campo di fiori‟)

Był i płacz
płakali szmalcownicy
szaulis rękawem otarł oczy
sturmführer ukrył w dłoniach głowę
i skomlał policyjny pies
z żałobnie okopconą sierścią

Szedł dym

ogromny cień ognia
gryzący dym krochmalnej
gęsiej nalewek zamenhofa
dym rudobrody chałaciarski

wiatr znosił go na tę stronę

aż tu 
prosto w oczy

[Z książki Odczytanie popiołów wydanej przez Association of Jews of Polish Origin in Great Britain w 1979 roku w Londynie]

czwartek, 7 maja 2020

Siemianowice Śląskie blues

[Siemianowice Śląskie, 4.12.2001]

Słowiański faszyzm tak? Pytanie retoryczne...
Chyba, że to nie swarga, ale swastyka wikingów, czyli klimaty jednak nordyckie. Co by nie powiedzieć, obrazek symptomatyczny.

W dygitalizacji śląskiego archiwum powoli zbliżam się do końca roku 2001. Zostały mi jeszcze trzy wyjazdy i dwadzieścia kilka pergaminów (tak właśnie posegregowałem negatywy - wyjazdami, łącznie było to osiemdziesiąt jeden wypraw). Czyli już z górki. 

Powoli wyłania mi się też koncepcja (a właściwie to koncepcje) jak można by to na nowo ułożyć w postaci zwartej publikacji. Bo książka musi być!

środa, 6 maja 2020

„Juditha Triumphans‟ - nagranie z festiwalu Wratislavia Cantans 2019


Nie wiem jak długo to rewelacyjne wykonanie (♥Sonia Prina, ♥Julia Lezhneva) oratorium Antonio Vivaldiego będzie dostępne na stronie austriackiego radia ORF? W każdym razie warto się pospieszyć i wysłuchać rejestracji z zeszłorocznej edycji Wratislavia Cantans. I zastanawiam się teraz, jak mogłem przeoczyć ten koncert? I też, dlaczego nie udostępnia tego np. dwójka? 

wtorek, 5 maja 2020

(CISZA JEST CISZĄ)

Yahya Hassan

LUTOWA NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ

CISZA JEST CISZĄ
ROŚNIE BEZ OPAMIĘTANIA
TWOJE PIEKŁO JEST MOIM
TO TAKIE PROSTE
ZDOBYWAM JE NADZIEJĄ W CZUBECZKACH PALCÓW
TWOJE OCZY SĄ ILUZJĄ I MOJA PARANOJA SZCZERZY ZĘBY NOCĄ
JESTEM SZYBOWANIEM JESTEM NIEŚWIADOMOŚCIĄ
BEZPŁCIOWY W NAGIM POWIETRZU
WYWIJAM W MYŚLACH KOZIOŁKI
W LUTYM MIAŁEM SEN
WIĘC UWAŻAJ GDZIE SKŁADASZ POCAŁUNKI
BO MOGĄ TAM ZOSTAĆ NA ZAWSZE
TY MÓWISZ COŚ I JA MÓWIĘ COŚ
ALE NIE MOGĘ TAK PO PROSTU ZERWAĆ I JAK GDYBY NIGDY NIC
ZAPALIĆ KOLEJNĄ FAJKĘ OGLĄDAĆ INNY WSCHÓD SŁOŃCA
TO NA PEWNO TY
WIĘC STRĄCAM POPIÓŁ Z PAPIEROSA
OPRÓŻNIAM Z POEZJI KARTONOWE WINO
I MÓWIĘ WYPŁACZ SWÓJ BLASK
ALE MIEJ SIĘ NA BACZNOŚCI
JESTEM PRZYJACIELEM
I NAJPRAWDOPODOBNIEJ CIĘ WYKOŁUJĘ
ALE ZANIM ZOBACZYMY SZCZELINY W WIECZNOŚCI
BĘDZIEMY JEŚĆ Z DRZEWA I ZDRADZAĆ ALLAHA
ZADEBIUTUJEMY I BĘDZIEMY WCIĄGAĆ KOKĘ
I ŚPIEWAĆ Z INNYM WERSET PYCHY
NASZ GÓRĄ!
ONI SZLACHTUJĄ UTOPIE A MARZYCIELE SWOJE
MĘŻCZYZNA W CZERNI WYLEWA SERDECZNY ŻAL DO KANALIZACJI
LATO TO LOSY I WIĘZIENIA
AJA JESTEM TCHÓRZEM
ZANURZAM SIĘ W MARZENIACH O TWOICH OBJĘCIACH Z PRZYSZŁOŚCI
ALE BEZ POWODZENIA
MOJA PARANOJA NADAL SZCZERZY ZĘBY WIĘC ŚMIEJĘ SIĘ RAZEM Z NIĄ
MÓWIĄ MI OBUDŹ SIĘ POWĄCHAJ CIPKĘ
A JA PODPALAM SŁOWA
I ODWRACAM WZROK
CIERPIĄ
ALE TO NIE JEST MOJA WALKA
MOJE CIAŁO JEST WYOBCOWANE
CHODNIK NIE NALEŻY DO MNIE
UŚMIECHAM SIĘ W SŁOŃCU W ZMIENNYCH STANACH DUCHA
CHCIAŁBYM MÓWIĆ
ALE NIE O TYM
ZAUWAŻ ŻE SIĘ BOJĘ
ŻE SSĘ KOLEJNEGO PAPIEROSA
TRZYMAJ SIĘ Z DALA OD TEGO MROKU
WSZYSCY KTÓRZY CIĘ KOCHAJĄ TAK CI BĘDĄ RADZIĆ
WSZYSCY CHCĄ CIĘ PIEPRZYĆ
WKRÓTCE BĘDZIESZ LEŻAŁ MARTWY W ROWIE
UDUSZONY WŁASNĄ POEZJĄ
NIE URATUJĄ CIĘ PEDALSKIE LOKI
ALE ZA WCZEŚNIE BYĆ BYĆ SENTYMENTALNYM
ZA WCZEŚNIE BY ZAPALIĆ DŻOINTA
STAĆ SIĘ KIMŚ KTO CHODZI OKRĘŻNYMI DROGAMI
I NIE MA SPRAW DO ALLAHA
MACHAM NA POŻEGNANIE JAK MAŁE DZIECKO
RAZ DWA TRZY W CAŁEJ SWOJEJ PRÓŻNOŚCI

[Yahya Hassan został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu w Aarhus 29 kwietnia 2020. Miał 25 lat. W 2015 roku ukazał się w Polsce dwujęzyczny tom WIERSZE/DIGTE, zawierający przekłady Bogusławy Sochańskiej. Z tej właśnie książki przepisałem powyższy wiersz.]

sobota, 2 maja 2020

Jesienny Walenty

[Ruda Śląska, Koksownia „Walenty‟, 25.11.2001]

Dwadzieścia lat temu jesienią padał jeszcze śnieg... Żeby zrobić to zdjęcie, wdrapałem się na ostatnią kondygnację największego betonowego silosu w kompleksie dawnej koksowni. Co nie było chyba zbyt roztropne, bowiem strome schody nie posiadały poręczy (rozebranej przez złomiarzy) i przykrywała je gruba warstwa śniegu, pod którą czaił się lód. Łatwiej się tam wchodziło, niż schodziło, tachając torbę ze sprzętem i statyw, a w wszystko to w podmuchach mroźnego wiatru. No ale, nie byłoby tego kadru oraz paru innych. Kilka lat wcześniej i letnią porą, Joanna Helander posadziła na tych samych schodach Ewę Wójciak z Teatru Ósmego Dnia, a zarejestrowane wówczas zdjęcie można było niedawno oglądać na wystawie Nieznany dworzec, którą zaprezentowano na dworcu kolejowym w Chebziu, w zlokalizowanych tam pomieszczeniach Miejskiej Biblioteki Publicznej (obok Joanny Helander swoje śląskie fotografie prezentował wtedy też Arkadiusz Gola).